Na początku tygodnia Police poinformowały, że z członkostwa w radzie nadzorczej chemicznej spółki zrezygnował Zygmunt Kwiatkowski, były prezes Zakładów Azotowych Puławy. Jego doświadczenie w restrukturyzacji firm miało pomóc Policom wybrnąć z zapaści finansowej. Oficjalny powód odejścia — objęcie obowiązków zawodowych poza granicami kraju. Trudno w to uwierzyć.
Tupnięcie związkowca
Dla nikogo nie jest tajemnicą, że przyczyniły się do tego związki zawodowe. Podczas jednego z posiedzeń Komisji Trójstronnej ustami Waldemara Badełka, przewodniczącego Międzyzakładowego Związku Zawodowego Pracowników Ruchu Ciągłego (MZZPRC), dały wyraz niechęci wobec planów restrukturyzacji spółki zaprezentowanych na łamach "PB" przez Zygmunta Kwiatkowskiego. O złożenie dymisji poprosił go Adam Leszkiewicz, wiceminister skarbu, który jednak zaprzeczał, jakoby ugiął się pod presją organizacji pracowniczych. Podkreślał, że nie podobało mu się to, że Zygmunt Kwiatkowski poinformował media o planach restrukturyzacji spółki. W branży mówi się jednak, że Ministerstwu Skarbu Państwa puszczają nerwy, bo sytuacja w Policach jest trudna. Przed spółką jest trzeci, najtrudniejszy kwartał roku obrotowego, który może przesądzić o jej losie.
— Związkowcy robią wszystko, by udaremnić restrukturyzację Polic. Pokazał to casus Zygmunta Kwiatkowskiego. W takiej sytuacji rodzi się pytanie, czy zarząd nie przestraszy się związków i będzie na tyle zdeterminowany, by wprowadzić zmiany, które uratują spółkę — mówi ekspert z branży chemicznej, proszący o zachowanie anonimowości.
Spółka pod ścianą
MZZPRC Polic już zapowiedział, że nie godzi się na obniżkę pensji o 1000 zł oraz na redukcję o 660 osób. Na negocjacje nowego układu zbiorowego pracy związkowcy mają 360 dni i niczego przyśpieszać nie chcą, bo w tym czasie obowiązują nadal postanowienia starego, wypowiedzianego pod koniec maja.
— Negocjacje rozpoczną się na początku lipca. Zarząd przedstawił nam swoje stanowisko, my mamy swoje. Wiadomo, że firmę trzeba dostosować do warunków na rynku, ale największą wartością firmy jest załoga. Czy zdążymy osiągnąć kompromis do listopada? Wszystko jest możliwe — mówi Jerzy Gośliński, szef OPZZ Police.
A czas nagli. 8 czerwca Police podpisały z Agencją Rozwoju Przemysłu (ARP) umowę na ratunkową pożyczkę wysokości 150 mln zł. Mają teraz dwa miesiące na przedstawienie agencji programu restrukturyzacji. Bez aprobaty związków dla nowego układu zbiorowego może on spalić na panewce. A przecież program ma być jeszcze przedmiotem analizy i oceny ARP, a następnie zostać notyfikowany w Komisji Europejskiej nie później niż do 25 listopada.
— Zarząd Polic jest w trudnej sytuacji, bo musi stawić czoło problemom, które w Policach narastały przez lata, a opór związków zawodowych nie jest najważniejszym z nich. Nie dało się zrestrukturyzować spółki, ale trudno obarczać winą za to tylko związki zawodowe. Ponoszą ją też kolejne zarządy i właściciel spółki — mówi jeden z byłych menedżerów branży chemicznej.
Związki w chemicznych spółkach są trudnym partnerem.
— Jeśli jednak porównamy układy zbiorowe np. w chemii i energetyce, to okazuje się, że związki chemicznych spółek są spolegliwe. W Policach natomiast ludzie są zdeterminowani, bo tam trudno o pracę — dodaje menedżer.
Grzech zaniechania
Eksperci twierdzą, że chemia od 2004 r. konsumowała jedynie efekty restrukturyzacji z lat 2001 — 2003.
— Nie robiono w tym czasie nic, by poprawić efektywność branży. Tymczasem mamy jeden z najniższych wskaźników produkcji sprzedanej przypadającej na jednego zatrudnionego. Nie poprawi tego redukcja zatrudnienia w branży, ale programy rozwojowe — mówi ekspert z branży.
Okiem analityka
Police nie mają wyjścia
Kamil Kliszcz, analityk DI BRE
Zarząd musi przygotować plan restrukturyzacji. Pracownicy mogą go blokować, ale jeśli nie będzie gotowy do listopada, spółka może mieć problem z refinansowaniem pożyczki od ARP. Wówczas może pojawić się problem, czy Police w ogóle będą w stanie kontynuować działalność. Wtedy jakikolwiek układ zbiorowy nie będzie miał znaczenia.