— Zadzwoniono do mnie z "Faktu" i pytano, co sądzę o podatku bykowym. Jednak moje słowa zostały przeinaczone. Nie jestem zwolennikiem tego rozwiązania i zaprzeczam, jakoby w klubie PSL myślano o jego wprowadzeniu. U nas nigdy takiego pomysłu nie było — mówi "PB" Mieczysław Kasprzak, poseł PSL.
W pierwszej połowie września "Fakt" opublikował artykuł, w którym donosił, że koalicja PO-PSL chce opodatkować osoby bezdzietne, które skończyły 40. rok życia. Wpływy z tej daniny, płaconej przez singli oraz małżeństwa, miałyby być przeznaczane na finansowanie opieki nad ludźmi starszymi.
"Jesteśmy za podatkiem od bezdzietności. Nie może być tak, że w społeczeństwie nagradza się bimbających i myślących tylko o swej wygodzie, apartamentach, samochodach i wczasach" — te słowa miał wypowiedzieć poseł Kasprzak.
W rozmowie z "PB" wypiera się tych słów. Jednak od "Faktu" nie zażądał sprostowania.
— Gdy przeczytałem ich artykuł, nie wiedziałem: śmiać się czy płakać? Nie wystąpiłem o sprostowanie, bo i tak by nie puścili — mówi Mieczysław Kasprzak.
Ale zaraz dodaje:
— Doszły mnie słuchy, że któryś z senatorów PO ma pomysł na bykowe i że w ich klubie rozmawia się na ten temat — mówi poseł PSL.
Poszliśmy tym tropem.
— Pierwsze słyszę, aby nasi senatorowie zajmowali się takim tematem. Zapewniam, że nasz klub nie pracuje nad podatkiem bykowym — mówi Marek Rocki, przewodniczący Klubu Senatorów PO.
Widocznie nie był jednak do końca pewien, bo skierował nas do senatora Mieczysława Augustyna, szefa senackiej Komisji Rodziny i Polityki Społecznej.
— Stanowczo zaprzeczam. W naszym klubie nie ma ani takiego pomysłu, ani takiego projektu. Nie znam nikogo z senatorów PO, kto by taki pomysł formułował — twierdzi senator Mieczysław Augustyn.
Podatek bykowy istniał w PRL. Obciążał bezdzietnych kawalerów powyżej 30.
roku życia. Został zniesiony w latach 70. ubiegłego stulecia. Jego przywrócenie
proponował w 2006 r. Marian Piłka, poseł PiS.
