Kochany offset przyślijcie...

Kazimierz Krupa
opublikowano: 2003-04-23 00:00

Któż z nas nie ma w garażu, na pawlaczu albo za szafą pamiątek z wojaży turystycznych, gadżetów okolicznościowych albo innych, nikomu i do niczego niepotrzebnych, drobiazgów. Oprócz tego, że są one absolutnie zbędne, łączy je jeszcze jedno — kiedyś uznaliśmy ich zakup za wskazany i celowy, wiedzieliśmy do czego służą, ba, wyłożyliśmy za nie z własnej kieszeni określoną, czasami niebagatelną kwotę. Niezwykle rzadko zdarza się, by zakup rzeczy nikomu do niczego niepotrzebnej, absolutnie zbędnej, i do tego bardzo, bardzo drogiej, mógł się okazać transakcją korzystną. Zdarza się rzadko, ale jednak zdarza, czego dowodem może być zakup przez Polskę 48 samolotów F-16 za niebagatelną kwotę 3,5 mld dolarów.

Tego, że samoloty wielozadaniowe F-16 nie są nam absolutnie do niczego potrzebne, to nie ma chyba nawet konieczności uzasadniać — bo praktycznie dla wszystkich jest to oczywiste. Przecież na żadną wojnę się nie wybieramy, a przynajmniej nic o tym nie wiemy, jesteśmy silni NATO, ale lepiej żebyśmy tego nie sprawdzali, pierwsze maszyny przylecą do nas w 2006 roku (będziemy już, daj Boże, w Unii), ostatnie — dwa lata później (żeby nas z niej nie wywalili) i sytuacja polityczna i gospodarcza będzie zapewne zupełnie inna niż teraz. Poza zabawką dla wojskowych — wiadomo, że to mocno wyrośnięte dzieci — nikt z tych samolotów pożytku żadnego mieć nie będzie. Dlaczego więc może to być naprawdę pierwszorzędny interes?

Polska zapłaci Amerykanom za te samoloty 3,5 mld dolarów, ale... z amerykańskiego kredytu. Gros spłat, tak kredytu jak i odsetek, przewidziano na lata po 2010 roku. Po drodze może zdarzyć się kilka okazji (historia zna już takie przypadki) do umorzenia całości bądź części tego kredytu. Ale inwestycje offsetowe napłyną tu i teraz — już zaczynają. I niezależnie od tego, czy doliczymy się ich 7,5 mld dolarów rzeczywistych czy 12 mld offsetowych, to jest naprawdę sporo pieniędzy. Co prawda, nikt ich nikomu nie daje, są inwestycją, która każdej ze stron ma przynieść wymierne korzyści (tu wiele zależy od nas), ale muszą robić odpowiednie wrażenie, skoro zdenerwowały już tylu polityków zachodnich — ostatnio spokojnego zwykle Romano Prodiego, przewodniczącego Komisji Europejskiej. Obyśmy jak najczęściej dostarczali politykom unijnym takich zmartwień.

Możesz zainteresować się również: