Firmy kogeneracyjne, czyli produkujące ciepło i prąd w skojarzeniu, próbują namówić rząd i parlament do przyznania im nowego wsparcia, bo obecne (czerwone i żółte certyfikaty) wygasa w 2018 r. Ale klimat polityczny zupełnie im nie sprzyja.
Po co wspierać?
Taką diagnozę postawili uczestnicy zeszłotygodniowego kongresu energetyczno- -ciepłowniczego PowerPol w Kazimierzu Dolnym.
— W sferze parlamentarnej nie ma przekonania, że wsparcie dla kogeneracji jest niezbędne. Dlatego uzyskanie większości dla takiego projektu, zwłaszcza po doświadczeniu z ustawą o OZE [koalicja PO i PSL głosowała nad poprawkami niejednogłośnie — red.], stałoby pod znakiem zapytania — mówi Stanisław Iwan, senator PO i wiceprzewodniczący parlamentarnego zespołu ds. energetyki, który akurat popiera wspieranie kogeneracji.
— Można mieć rację, ale jak się polityków do tej racji nie przekona, to efektów nie będzie — potwierdza Marian Babiuch, prezes Elektrociepłowni Zielona Góra. Argumentów wylicza wiele: produkcja energii i ciepła w skojarzeniu jest efektywna energetycznie, zużywa mniej surowca, a do tego emituje mniej szkodliwych substancji. Jak wskazuje Stanisław Iwan, w sferach politycznych istnieje jednak przekonanie, że skoro kogeneracja jest efektywna, to znaczy, że zarabia i nie potrzebuje wsparcia. Na dodatek — jak chętnie przypominają politycy — są firmy, np. PGNiG Termika i Tauron, które budują bloki kogeneracyjne, opalane gazem, i do podjęcia decyzji nie potrzebowały długoterminowego wsparcia.
Ceny to ryzyko
— Nasz projekt jest trudny i technicznie, i ze względu na ryzyko związane z brakiem wsparcia — kontruje jednak Piotr Kołodziej, wiceprezes Tauron Wytwarzanie, odnosząc się do inwestycji w Stalowej Woli, realizowanej przez Tauron wspólnie z Termiką.
— Politycy mylą czasem efektywność energetyczną z ekonomiczną — dodaje Jacek Szymczak, szef Izby Gospodarczej Ciepłownictwo Polskie. To ze względu na ryzyka, a nie brak rentowności, kogeneracja domaga się wsparcia. Przykładowo, prognozy dla przyszłego kogeneracyjnego bloku gazowego na warszawskim Żeraniu, na który PGNiG Termika rozpisała już przetarg, mówią o rentowności na poziomie ok. 7 proc. Po co więc to jeszcze wspierać? — Bo istnieje potężne ryzyko związane ze wzrostem cen praw do emisji CO 2, a także ze zmianami cen gazu — tłumaczy Juliusz Jankowski z PGNiG Termika. Dlatego dla ostatecznej decyzji o budowie bloku na Żeraniu,
O aukcjach po wyborach
By wziąć sprawy w swoje ręce, firmy kogeneracyjne same wyjdą z propozycją modelu wsparcia.
— W połowie roku przedstawimy propozycję nowego systemu, przygotowaną przez cztery organizacje branżowe. Nasz model będzie się odwoływał do systemu aukcyjnego wprowadzonego właśnie przez nową ustawę o odnawialnych źródłach energii. Zaproponujemy zatem aukcje, w których firmy — zarówno węglowe, jak i gazowe — będą konkurować ceną wytwarzania energii — zapowiada Jacek Szymczak.
— Chodzi o to, żeby zaraz po wyborach móc zacząć dyskusję nad przygotowanym już dokumentem — dodaje Marian Babiuch. Idea zakłada, że całkowity koszt wsparcia byłby dla państwa mniejszy, inwestorzy konkurowaliby kosztem wytwarzania, a wsparcie objęłoby zarówno istniejące już źródła, jak i te nowo budowane (choć poziom byłby odmienny). © Ⓟ