Wysokie ceny ropy to bezlitosny wyrok na najsłabsze polskie firmy
Polscy przewoźnicy drogowi wypadają z unijnego rynku. Zaszkodziły im: cena ropy, kurs złotego i... własna niefrasobliwość.
Transport drogowy boryka się z dużymi problemami organizacyjnymi i finansowymi. Przyczyn jest wiele. Niektóre są niezależne od przewoźników, inne sprowokowali oni sami.
Siła złego
Jan Buczek, prezes Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych w Polce, uważa, że wkrótce nawet 40 proc. polskiego "potencjału transportowego" może wypaść z rynku. To oznacza przestój 48 tys. ciężarówek.
— Nasze miejsce zajmą np. Łotysze. Ich waluta jest sztywno związana z euro. A podstawowe wskaźniki opłacalności w międzynarodowym transporcie drogowym to cena ropy i kurs euro — mówi Jan Buczek.
Tymczasem obydwa te wskaźniki szaleją. Jeszcze na początku 2008 r. za 100 EUR można było w Polsce kupić 121 litrów oleju napędowego. Dziś już tylko 87 litrów.
— Udział paliwa w koszcie transportu to 40 proc. Zatem ogólne koszty usługi transportowej wzrosły w ciągu kilku miesięcy o 10 proc. — mówi Andrzej Szymański, dyrektor zarządzający w spółce Dartom.
Na domiar złego spada kurs euro wobec złotego. Tylko w tym roku — o 11 proc. Oznacza to, że wyrażone w złotych przychody międzynarodowych przewoźników drogowych też zmalały o 11 proc. W normalnych warunkach rynkowych w ślad za rosnącymi kosztami rosną ceny. A u nas… stawki transportowe ani drgną. Dlaczego?
Zawsze jest ktoś tańszy
W ostatnich latach popyt na usługi przerósł podaż i większość przewoźników powiększała tabor. To, co powinno się okazać szansą rozwoju branży, stało się jednak jej przekleństwem.
— Kiedy słyszałem, że firma, która ma 10 aut, zamawia jeszcze 20, zastanawiałem się, czy jej zarząd wie, co robi — zauważa Andrzej Szymański.
Dziś podaż znacznie przewyższa popyt. Trudno podwyższać ceny, bo zawsze klient może znaleźć inną firmę, która wykona usługę taniej. Przewoźnicy będą więc upadać
— Firmy leasingowe nie chcą odbierać samochodów przedsiębiorcom niepłacącym rat, bo nie ma później co z nimi zrobić. Rynek sprzedaży ciężarówek jest praktycznie martwy. Pierwsze padają mniejsze firmy transportowe, ale większe bez odpowiedniego zaplecza finansowego też są na krawędzi bankructwa — mówi Andrzej Szymański.
Wieszczy on upadek kilkuset małych firm. Kto zawinił?
— Choć kusi próba zrzucenia odpowiedzialności na rząd czy inne zewnętrzne siły, w rzeczywistości to przewoźnicy winni sami sobie. Zgubił ich nadmierny optymizm i nadmierne inwestycje sprzed 2-3 lat w sprzęt . W konsekwencji, gdy przyszło spowolnienie gospodarcze, wiele firm nie potrafi sobie poradzić — twierdzi Ireneusz Grajewski, dyrektor operacyjny w spółce Diera.
Kto zarobi, a kto traci?
Na kryzysie oprócz przewoźników cierpią sprzedawcy i producenci samochodów ciężarowych i naczep. Są jednak tacy, którzy właśnie teraz notują wyniki lepsze niż w czasach transportowej prosperity.
—Ile faktycznie tracą firmy związane z transportem drogowym? Jedna z dużych spółek spedycyjnych dokonała takiego wyliczenia: Jeszcze w 2006 r. średnia marża na usługach związanych z transportem całopojazdowym wynosiła 10-15 proc. Dziś 5 do 10 proc. Przy organizowaniu bardzo popularnego ostatnio transportu drobnicy marża spadła z 30 proc. w 2006 r. nawet do 15 w 2008.
— Można przyjąć, że przy założeniu maksymalnego możliwego poziomu miesięcznych przebiegów średnia rentowność zestawu (ciągnik + naczepa) w ciągu dwóch ostatnich lat spadła o 1,5 tys. EUR miesięcznie — podsumowuje pragnący zachować anonimowość przedstawiciel firmy spedycyjnej. Kiepsko...
Nie ma tego złego
Bankructwa. Nawet 40 proc. firm transportowych może nie doczekać otwarcia w 2009 roku rynku transportowego. W tym wiele rzetelnych przedsiębiorstw.
Spadki sprzedaży na rynku nowych samochodów ciężarowych i sprzętu transportowego.
Możliwość "wypchnięcia" z europejskiego rynku polskich przewoźników przez transportowców zza wschodniej granicy.
Rynek się oczyści. W wyniku korekty odpadną słabe i często niekompetentne firmy.
Spadki cen używanych aut ciężarowych. Na rynku pojawiło się sporo mało wyeksploatowanych samochodów pochodzących z upadających firm lub bankrutów.
Zwiększone zainteresowanie swoją ofertą notują firmy oferujące usługi "oszczędnościowe" (karty paliwowe, giełdy transportowe, narzędzia zarządzania flotą).
Marcin Bołtryk