Kohabitacja jest kategorią obcą

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2015-06-30 00:00

Koniec półrocza ma w Polsce istotne znaczenie prawne — kończy się procedura absolutoryjna

W odróżnieniu od hucznego sylwestra, noc z 30 czerwca na 1 lipca nie jest upamiętniana żadnymi balami połówkowymi. Koniec półrocza ma natomiast w Polsce istotne znaczenie prawne — kończy się procedura absolutoryjna. W spółkach prawa handlowego nastąpił w ostatnich dniach wysyp zwyczajnych walnych zgromadzeń, które oceniały działalność w 2014 r. zarządów i rad nadzorczych. Fala sesji absolutoryjnych przetoczyła się również przez jednostki samorządu terytorialnego.

Władze gmin, powiatów i województw wybrane zostały 16/30 listopada 2014 r., ukonstytuowały się zaś niedługo potem. A zatem rozliczanie przez rady/sejmiki dorobku organów wykonawczych mieści się jeszcze w 9-miesięcznym okresie ochronnym, podczas którego nawet ocena negatywna nie niesie żadnych konsekwencji. Uchwały absolutoryjne potwierdzają jednak dwoistość polskiego samorządu. Na poziomie powiatów/ województw mamy klasyczny ustrój parlamentarno-gabinetowy, w którym większość ukształtowana w radzie/ sejmiku wybiera starostę/marszałka oraz zarząd. Dlatego na obu szczeblach uchwały absolutoryjne to automaty — chyba że lokalna koalicja się sypie lub dochodzi do wniosku, iż sterników trzeba jednak wymienić.

W gminach/miastach natomiast bezpośrednie wybory wójtów/burmistrzów/prezydentów od 2002 r. wprowadziły silny ustrój prezydencki. W obecnej kadencji włodarze gmin/miast najczęściej zapewnili sobie większościowe poparcie w radach. Ale występują również przypadki, gdy burmistrz/prezydent oraz dominujący klub radnych wywodzą się z opcji nieprzyjaznych. Takie relacje od razu widać w uchwałach absolutoryjnych, już w pierwszym roku. Przykładem może być Białystok, gdzie w 28-osobowej radzie komitet prezydenta Tadeusza Truskolaskiego ma tylko 6 mandatów, również 6 — sprzymierzona PO, a 1 mandat to rodzynek z SLD.

Aż 15 radnych wprowadziło PiS, które nie wiadomo jak sklasyfikować — jako… większościową opozycję? W każdym razie bez względu na realne wykonanie rocznego budżetu i pozytywną opinię regionalnej izby obrachunkowej — prezydent Białegostoku musi po prostu przyjąć do wiadomości, że uchwały absolutoryjne przez całą kadencję będą negatywne. Podjęta w poniedziałek 29 czerwca nie ma żadnych następstw, ale powtórka za rok może już rozpocząć procedurę referendum odwoławczego.

Jeśli w gminie/mieście ukształtowała się relacja taka jak w przykładowym Białymstoku — nie ma mowy o kohabitacji. Ekipa trzymająca radę nie będzie stresowała się politycznie przez cztery lata i zrobi wszystko, aby odbić realną władzę wykonawczą. A zatem za rok o tej porze, po fali negatywnych uchwał absolutoryjnych, dojrzeją inicjatywy pierwszych referendów w sprawie odwołania wójta/burmistrza/prezydenta. W tym kontekście wypada odnotować, że posada także bezpośrednio wybieranego prezydenta RP jest niezrównanie pewniejsza.

Nawet wojując z obcym politycznie parlamentem, pozostaje całkowicie niezależny. Stanowisko traci w razie: śmierci; złożenia rezygnacji; orzeczenia przez Zgromadzenie Narodowe faktycznej niezdolności zdrowotnej; usunięcia z urzędu orzeczeniem Trybunału Stanu. Ale nie z powodu widzimisię parlamentu.