Kojący szum wodospadu w biurze

Dorota Czerwińska
opublikowano: 27-11-2009, 00:00

Firma Unilever odmieniła swoją warszawską siedzibę. Wnętrza zaprojektowali sami pracownicy.

Firma Unilever odmieniła swoją warszawską siedzibę. Wnętrza zaprojektowali sami pracownicy.

— Mamy młody zespół: średnia wieku naszych menedżerów to 34 lata. Intensywnie pracują, ale chcą też korzystać z życia. Dlatego chcieliśmy, by sami zadecydowali, jak ma wyglądać miejsce ich pracy — mówi Grażyna Rzehak, dyrektor HR Unilevera i członek zarządu.

Koncepcje wnętrz opracowywał 12-osobowy zespół.

— Zatrudniliśmy wprawdzie wyspecjalizowaną pracownię Massive design, ale jej celem było przełożenie na język architektury koncepcji naszych ludzi — wyjaśnia Grażyna Rzehak.

Biuro Unilevera znajduje się na 5. i 6. piętrze kompleksu biurowego przy ul. Domaniewskiej w Warszawie. Przestrzeń podzielono na trzy strefy: pracy, relaksu i zabawy. Wszystkie pomieszczenia są utrzymane w pastelowych barwach.

Zrelaksuj się

Pierwsza i największa część to tzw. open space, w którym demokratycznie — w takich samych warunkach — wykonują swoje zadania pracownicy wszystkich szczebli. Kilka niewielkich gabinetów to biura członków zarządu. W strefie relaksu (cool zone) jest m.in. sala Zen: utrzymana w orientalnej stylistyce, służy odpoczynkowi w przerwach w pracy. Pomagają w tym: szum wody ze znajdującego się w pomieszczeniu miniwodospadu, rośliny, wygodne wiklinowe fotele na wysypanej kamykami posadzce. Inny sposób na oderwanie się od pracy zapewnia firmowa biblioteka, utrzymana w stylu wiktoriańskim. Można tu wypożyczyć książki, filmy, płyty z muzyką.

W większości tych pomieszczeń można też pracować, przynosząc laptopa czy kubek z napojem. Popularnym miejscem spotkań pracowników są cztery kuchnie, utrzymane w różnorodnej stylistyce, o nazwach: Jazz, Laboratorium, Rasta, Rock.

— Szefostwo zrealizowało również nasz postulat, żeby powstały pokoje, które pozwalają na chwilowe odizolowanie się, skupienie, spokojne przemyślenie trudnych tematów lub udział w telekonferencjach czy poufnej rozmowie — mówi Grzegorz Wojciula z działu IT Unilevera.

Stół do piłkarzyków

— Podoba mi się spora liczba "coffee cornerów" i toalet. Za najładniejszą uważam salę Zen. Na co dzień, jeśli mam chwilę, chętnie wpadam też do kuchni Rock, by z kawą w ręku zapaść się w miękkiej, czerwonej kanapie i zamienić z kimś kilka słów — opowiada Kamila Karasiewicz z Unilevera.

Dla tych, którzy wolą aktywny odpoczynek po pracy, przygotowano "play zone": pomieszczenie o undergroundowym charakterze z graffiti na ścianach. Można tu pograć w różne gry, w tym interaktywne. Po co to wszystko?

— Chodzi o większe zadowolenie pracowników. Gdy ostatnio prowadziliśmy rekrutację na dwa stanowiska menedżerskie, kandydaci przyznali, że już samo urządzenie naszego biura mogłoby być dla nich argumentem do dołączenia do naszego zespołu — twierdzi Grażyna Rzehak.

Twierdzi, że pracownicy mają teraz częstszy i lepszy kontakt ze sobą, bo pracują na dwóch, a nie, jak wcześniej, na sześciu piętrach. Liczy się też oszczędność czasu na dojazdy na spotkania, bo teraz odbywają się w biurze, gdzie znalazły się aż 23 sale konferencyjne. Co można by jeszcze poprawić?

— Wymienić stół do piłkarzyków w play-zone, bo nie działa tak, jak powinien — proponuje Michał Kaszuba, jeden z menedżerów firmy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dorota Czerwińska

Polecane