Sytuacja polityczna na Ukrainie rozwija się niemal w najgorszym możliwym kierunku. Ofiary śmiertelne i coraz głębszy pat polityczny sprawiają, że na horyzoncie zaczyna majaczyć widmo wojny domowej i rozpadu państwa. Choć przez ostatnie lata Polska zabiegała w Unii Europejskiej o partnerstwo z Ukrainą, dziś wzywa unijnych przywódców do nałożenia sankcji na rządzących u wschodniego sąsiada. Z powodzeniem — działalność na Ukrainie wstrzymał już Europejski Bank Inwestycyjny, a sankcje nakładane na przedstawicieli rządu w Kijowie oficjalnie poparła Francja.



Zagranica gasi światło
Niestety, kryzys polityczny na Ukrainie coraz mocniej uderza w finanse kraju, a te już przed wybuchem protestów zmierzały w niebezpiecznym kierunku. Przede wszystkim słabnie hrywna — cena dolara przebiła wczoraj rekordowy poziom 9 UAH (wobec 8,2 na początku roku). Bank centralny Ukrainy daje za wygraną, nie jest w stanie dłużej utrzymywać na stabilnym poziomie kursu walutowego, bo kurczą mu się rezerwy (tylko w styczniu zmniejszyły się z 20,4 do 17,8 mld USD).
— Tu nie chodzi już nawet o ucieczkę kapitału z Ukrainy. Na lokalnym rynku walutowym właściwie nie ma już żadnych inwestorów zagranicznych. Presja na osłabianie waluty to w tym przypadku głównie skutek tego, że sami Ukraińcy sprzedają hrywny i kupują dolary — tłumaczy Serhij Jahnicz, analityk Ukrsibbanku.
Aby kupić dewizy, mieszkańcy Ukrainy masowo wyciągają pieniądze z banków, co wywołuje na rynku bratobójczą walkę o pieniądze. Oprocentowanie pożyczek międzybankowych (odpowiednik polskiego WIBOR 1M), od którego uzależnione są raty kredytów, wzrosło wczoraj do 22 proc., wobec 7 proc. jeszcze w styczniu. Jeśli takie stawki się utrzymają, Ukrainę czeka zapaść akcji kredytowej, bo mało które firmy i gospodarstwa domowe będą w stanie sięgać po tak drogie kredyty i spłacać już zaciągnięte.
— Ukraińska nierównowaga makroekonomiczna w połączeniu z obecnymi wstrząsami politycznymi tworzą niebezpieczny koktajl Mołotowa, który właśnie został wrzucony na krajowy rynek pieniężny — mówi Serhij Jahnicz.
Jeśli sytuacja finansowa Ukrainy prędko się nie ustabilizuje, Ukraina może wpaść w poważną recesję. Większość prognoz dla Ukrainy jeszcze przed nasileniem się zamieszek mówiła, że w 2014 r. gospodarka będzie w stagnacji (np. HSBC prognozował dynamikę PKB równą 0 proc.). Teraz te prognozy trzeba uaktualnić o słabą hrywnę, ale też o zapaść akcji kredytowej, brak zagranicznego finansowania i niepokoje polityczne.
— Teoretycznie, słabość hrywny powinna pomagać ukraińskiej gospodarce. Będzie bardziej konkurencyjna, eksport wzrośnie, a deficyt handlowy spadnie. Jednak przy obecnym zamieszaniu politycznym prognozowanie czegokolwiek jest właściwie niemożliwe — mówi Piotr Pękała, ekonomista PKO BP.
Echa zza Buga
Ukraiński kryzys to spora strata również dla polskiej gospodarki. Według Polsko- -Ukraińskiej Izby Handlowej, na ukraińskim rynku swoje towary i usługi sprzedaje 3-4 tys. naszych przedsiębiorstw. Z punktu widzenia makroekonomii, chodzi o około 30 mld zł rocznie — tyle wynosi łącznie eksport Polski na Ukrainę (19 mld zł), import w drugą stronę (7 mld zł) oraz wzajemne inwestycje zagraniczne (4 mld zł). Gdyby z powodu zamieszek w Kijowie te relacje miały się załamać, byłoby to odczuwalne dla całej gospodarki. Po pierwsze, silne niepokoje polityczne i społeczne nie służą prowadzeniu biznesu.Należący do PKO BP Kredo Bank poinformował, że do odwołania zawiesza działalność placówek w Kijowie. Podobny krok rozważa Redan. Po drugie, jeśli ukraińska gospodarka wejdzie w recesję, popyt na polskie towary spadnie.
Po trzecie, Polska w relacjach handlowych z Ukrainą notuje zdecydowaną nadwyżkę handlową (trzykrotnie więcej eksportujemy, niż importujemy), więc słaba hrywna działa mocno na naszą niekorzyść. Polskie produkty są dziś znacznie droższe niż jeszcze kilka tygodni temu, a długi ukraińskich odbiorców wobec polskich dostawców zmalały (o tych stratach czytaj więcej w sondzie obok). Ponadto, kryzys na Ukrainie uderza rykoszetem w złotego. Nasza waluta w relacji do euro straciła wczoraj 3 grosze.
SONDA
Polscy przedsiębiorcy boją się o Ukrainę
Handlowanie za Bugiem nigdy nie było łatwe, ale prawdziwe problemy dopiero mogą się zacząć — mówią polscy przedsiębiorcy.
Radosław Koelner
prezes Rawlplugu
Jestem właśnie po spotkaniu z naszymi zarządzającymi z ukraińskiej spółki. Zrezygnowanie tych ludzi bardzo przypomina nastroje, jakie w Polsce panowały w latach 80. Między innymi z powodu olbrzymiego ryzyka takich wydarzeń na Ukrainie nie konsolidujemy wyników tamtej spółki do grupy. Mamy tam blisko 180 zatrudnionych osób. Od pewnego czasu dystrybucja naszych produktów w Kijowie praktycznie nie działała, choć we wschodniej i zachodniej Ukrainie niepokoje w stolicy nie miały dużego wpływu. Państwo, które tam praktycznie nie funkcjonuje, to największa przeszkoda dla biznesu. Już do tej pory każdy tamtejszy biznes napotykał olbrzymie trudności. Jeśli w ciągu miesiąca, dwóch sytuacja się nie unormuje, gospodarka stanie.
Jacek Faltynowicz
Elektrobudowa
Nasza działalność na Ukrainie to głównie sprzedaż urządzeń, w zeszłym roku obrót lokalnej spółki to kilkanaście milionów dolarów. Kiedy ją zakładaliśmy, nie przychodziło nam do głowy, że może tam dojść do takiej sytuacji. Dla spółki jedna noc nie robi różnicy, ale z pewnością konflikt odbije się na naszej działalności. Trudności odczuwaliśmy już od pewnego czasu, kiedy hrywna się osłabiała. Portfel zamówień na koniec 2013 r. był mniejszy niż rok wcześniej, choć nieznacząco. Teraz jednak ich realizacja i otrzymanie płatności pozostają pod znakiem zapytania.
Bogusz Kruszyński
wiceprezes odzieżowego Redanu
Do wczoraj wszystkie nasze sklepy działały normalnie. W wyniku zaostrzenia się protestów przekazaliśmy prośbę do wszystkich naszych partnerów franczyzowych, aby ocenili sytuację, w razie potrzeby zamknęli sklepy oraz zarządzili powrót pracowników do domów. Większość naszych sklepów stacjonarnych na Ukrainie znajduje się poza Kijowem, gdzie protesty są najostrzejsze. Poza centrami kilku największych miast (Kijowa i w zachodniej części kraju) życie na Ukrainie toczy się dalej. Sytuacja ta jednak powoduje, że klienci wstrzymują się z dokonywaniem zakupów. To powoduje, że notujemy niższe obroty niż w roku ubiegłym. Mamy nadzieję na jak najszybsze ustabilizowanie sytuacji na Ukrainie.
Stanisław Waśko
wiceprezes Can-Packu, grupy, która ma na Ukrainie dwie fabryki puszek
Na razie wpływ konfliktu jest ograniczony. Nasza fabryka funkcjonuje, jednak obawiamy się, że eskalacja konfliktu pogorszy warunki działania firmy. Stosujemy aktywną politykę zabezpieczania przepływów finansowych, więc osłabienie hrywny ma ograniczony wpływ na naszą sytuację. Pogorszy ją ewentualne wstrzymanie wymiany i transferu walut za granicę.
Ryszard Łuczyn
właściciel i prezes spółki PL Leasing
Czekamy, co się wydarzy. Mamy przykre doświadczenia z obecną władzą. Jeśli nic się nie zmieni, nikt nie będzie podejmował ryzyka związanego z prowadzeniem tu działalności. Prawo nie funkcjonuje, korupcja jest olbrzymia. Mocno odczuwam osłabienie hrywny. Gdy tu inwestowaliśmy, euro kosztowało 9 hrywien, teraz to ponad 12. Firmy, które są nam winne pieniądze, są winne w hrywnach. Gdybyśmy chcieli wycofać kapitał do Polski, poniesiemy 30 proc. strat przez to, że zadłużenie nie było spłacone w terminie. Sama Polska nic nie zdziała, tu potrzebne jest wspólne działanie UE i USA, które powinny wprowadzić sankcje. Dziś oligarchowie mają poczucie bezkarności. Gdyby doszło do pozytywnych zmian na Ukrainie, należy tam inwestować: to nasz sąsiad, perspektywiczny rynek, nie można tracić go z oczu.
Krzysztof Moska
prezes Zakładu Tworzyw Sztucznych Gamrat
Mamy na Ukrainie dwóch odbiorców, którzy jeszcze w lutym dokonali zakupów. Od jakiegoś czasu sprzedajemy do tego kraju tylko za gotówkę, a eksport jest niewielki, dlatego nie mamy problemów w związku z ostatnimi wydarzeniami. Co do wprowadzenia sankcji — nasz rząd mówi o wielu rzeczach, ma wiele pomysłów, ale zawsze spóźnionych. Trzeba było reagować w grudniu i zablokować konta prywatne i firmowe osób, które decydują o sytuacji na Ukrainie i dopuściły do rozlewu krwi, czyli parlamentarzystów. W 48 godzin sytuacja w parlamencie by się zmieniła. Teraz już zdążyli wytransferować pieniądze za granicę.
Denis McKee
prezes United Oilfield Services, firmy świadczącej usługi wykonawcze dla sektora łupkowego
Uczestniczymy w przetargu na prace dla Chevrona na Ukrainie, ale przy obecnej sytuacji w tym kraju nie zamierzamy ryzykować i wysyłać tam ludzi. To straszne, co dzieje się w zasadzie tuż obok Polski. [ANP, EG, GRA, MAG, MICH]