Po skutecznej próbie przywrócenia właściwego znaczenia słowu „prywatyzacja”, a prywatyzacja poprzez giełdę w szczególności (mimo nieprzychylnej postawy Sejmu), resort skarbu podejmuje jeszcze ambitniejsze zadanie: przywrócenia właściwego znaczenia pojęciu „prawo własności”. Próbą tą jest projekt ustawy o prawie do rekompensaty za przejęte przez państwo nieruchomości, niektóre składniki mienia oraz rzeczy zabytkowe. Polska, jako jedyny kraj w naszej części Europy, nie ma jeszcze uregulowanej istoty, zakresu i sposobu naprawienia krzywd, wyrządzonych aktami nacjonalizacyjnymi po II wojnie światowej.
Filozofia nowego projektu ustawy nie różni się zasadniczo od poprzednich, które utonęły w morzu parlamentarnych sporów. Od przejęć na podstawie przepisów nacjonalizacyjnych, czy bez żadnej podstawy prawnej, projekt ustawy oddziela roszczenia za mienie przejęte na terenie Warszawy oraz na terenach znajdujących się obecnie poza granicami Polski (głównie tzw. mienie zabużańskie) i proponuje ich odrębne uregulowanie.
Projekt z pewnością nie zadowoli wszystkich. Dla zwolenników reprywatyzacji naturalnej, w pełnej wysokości, a szczególnie zainteresowanych roszczeniami, jest ułomny, gdyż zakłada istotne ograniczenie ich wysokości. Dla tych, którzy twierdzą, że państwa nie stać na naprawianie nawet rzeczywistych krzywd, bo są pilniejsze potrzeby, a i wycena jest mocno utrudniona — będą to pieniądze wyrzucone w błoto. Dodajmy, niebagatelne, bo przewidywana w projekcie wartość roszczeń została oszacowana na blisko 40 mld zł.
Polski nie stać jednak na nieuregulowanie tego problemu. Wstępując do UE, przystąpiliśmy jednocześnie do systemu prawnego, w którym prawo własności jest prawem świętym. O ile trybunały międzynarodowe są gotowe respektować ograniczenie rekompensat, o tyle nie zaakceptują braku regulacji. Gorzej, wobec jej braku będą zasądzać (mamy już precedensy) odszkodowania w pełnej wysokości. A na ich zapłacenie z pewnością nas nie stać. Tak więc znowu — jak mawiał śp. niezapomniany Jan Ciszewski — wszystko w rękach, nie, nie konia, posłów.