Organy ścigania nie ustają w walce z nielegalnymi brokerami foreksowymi. Tym razem w ręce Centralnego Biura Śledczego, działającego na polecenie prokuratury, trafiło aż 19 osób.

— Prokurator przedstawił im zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, prowadzącej działalność w zakresie obrotu instrumentami finansowymi bez wymaganego zezwolenia Komisji Nadzoru Finansowego, a także doprowadzenia kilkudziesięciu inwestorów do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w łącznej kwocie ponad 18 mln zł — informuje Łukasz Łapczyński, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie.
Wszyscy podejrzani nie przyznali się do winy, a większość złożyła wyjaśnienia. W przypadku aż 18 osób prokuratura wniosła do sądu o tymczasowe aresztowanie.
Rzekome zyski
Z ustaleń śledczych wynika, że członkowie zatrzymanej grupy byli przedstawicielami platform inwestycyjnych działających pod różnymi markami, m.in. keystock.com, GKFX, Varengold i Globtrex. Wszystkie oferowały Polakom inwestycje za pomocą agresywnego telemarketingu. W slangu inwestorów i traderów miejsca, z których pracownicy tego typu firm dzwonią do potencjalnych klientów, nazywane są „kotłowniami” (ze względu na sztucznie podgrzewaną atmosferę wokół rzekomej niesamowitej okazji inwestycyjnej), a same firmy — „łowcami frajerów” lub „łowcami foreksowych jeleni”.
Zatrzymani kontaktowali się z potencjalnymi inwestorami, oferując produkty mające zapewnić bardzo wysoki zysk, często sięgający kilkudziesięciu procent w skali tygodnia. Początkowo miały to być inwestycje w debiuty giełdowe znanych spółek, a potem również na rynku forex. Standardem było to, że początkowe „inwestycje” przynosiły wirtualny zysk, a po jego uzyskaniu klienci namawiani byli do kolejnych wpłat. Po jakimś czasie proponowano im jednak nietrafione inwestycje lub naliczano tak gigantyczne opłaty, że salda rachunków spadały do zera. Wtedy kontakt z przedstawicielami firm się urywał.
Czeskie tropy
W rzeczywistości, według prokuratury, pieniądze wpłacane przez „inwestorów” na rachunki spółek były bez inwestowania transferowaneza granicę, m.in. do podmiotów w Hongkongu, Wielkiej Brytanii, na Wyspach Marshalla i w Czechach. Z ustaleń śledczych wynika, że to właśnie obywatele Czech byli kluczowymi osobami w procederze.
O tym, że w działalności „łowców foreksowych jeleni” jest wiele czeskich śladów, pisaliśmy w „PB” kilka razy, m.in. w lutym 2018 r. w tekście o cypryjskiej firmie Coverdeal Holdings Limited, korzystającej z platformy inwestycyjnej Globtrex i działającej w Polsce w formie oddziału. Spółka została zarejestrowana na Cyprze w marcu 2012 r. z kapitałem 2 tys., a potem 5 tys. EUR. Zarządzali nią właśnie Czesi. Próbowaliśmy do nich dotrzeć i poprosić o komentarz w sprawie śledztwa polskiej prokuratury, ale liczne telefony i mejle okazały się bezskuteczne. Niemożliwe było też skontaktowanie się z przedstawicielami polskich firm, które pozyskiwały, czy raczej „naganiały”, klientów poszczególnym platformom. Jak pisaliśmy w „PB”, ich prezesami i właścicielami byli zazwyczaj dwudziestokilkulatkowie, nieznani powszechnie z żadnej innej działalności biznesowej, a ich siedzibami biura wirtualne.
W tej sytuacji nie może dziwić, że pokrzywdzonym zapewne nie uda się odzyskać większości utraconych pieniędzy. Na majątku zatrzymanych w tym tygodniu prokuratura zabezpieczyła jedynie 1,5 mln zł. Więcej, bo ponad 9,5 mln zł, udało się śledczym zabezpieczyć przy sprawie dwóch innych foreksowych gangów, rozbitych w latach 2017-18. W ich przypadku oszukanych zostało ponad 400 osób na ponad 23,5 mln zł. © Ⓟ