Kołodko wam odpowiada - część II

pb.pl
opublikowano: 2008-11-18 00:59

Co z podatkiem Belki? Czy warto ratować banki? Dlaczego lepiej przejść na euro przy kursie 4 zł, kiedy giełdy znajdą dno? Co powinna natychmiast zrobić RPP? Poznajcie odpowiedzi Grzegorza Kołodki na wasze pytania. Oto druga cześć wywiadu rzeki z użytkownikami pb.pl.

cox7777, życie:

Jaką, na dzień dzisiejszy, ma Pan hierarchię tego, co jest w życiu ważne (biorąc pod uwagę pieniądze, rozum, doświadczenie życiowe, zdrowie itp...)?

Grzegorz W. Kołodko: Rozum.

Andrzej:

Czy wprowadzenie euro w chwili obecnej w Polsce (lub do 2012 r. jak zakłada rząd) nie wiąże się ze zbyt dużym ryzykiem dla gospodarki Polskiej, której innowacyjność jest na zatrważająco niskim poziomie, a ponadto brak jest zdecydowanych działań rządu nad polityką organizacji, kreowania i wdrażania nowoczesnych rozwiązań technologicznych ? Pozdrawiam Pana serdecznie -
Andrzej

Troska o działania na rzecz postępu w sferze "organizacji, kreowania i wdrażania nowoczesnych rozwiązań technologicznych" jest w pełni zasadna. W pełni ją podzielam. Sporo o roli nauki, wiedzy, postępu technicznego i nowych technologii, a także gospodarce ery sieci internetowej piszę w ostatnim (i najdłuższym) X rozdz. "Wędrującego świata" www.wedrujacyswiat.pl pt. "Niepewna przyszłość, czyli co nas czeka w bliższej i dalszej przyszłości i jaki mamy na to wpływ" (s. 333-409).
Co do postępu na tych polach najwięcej nadziei należy pokładać w prywatnej przedsiębiorczości, ale to prawda, że rząd swoją polityką powinien ją wspierać, zwłaszcza tworząc sprzyjające jej rozkwitowi ramy instytucjonalne i inwestując środki publiczne w rozwój kapitału ludzkiego i społecznego. Na pewno w jakiejś mierze to czyni, ale – też na pewno – można i trzeba więcej i lepiej.
Jednakże ewentualne odkładanie wejścia do euro w niczym nie poprawiłoby sytuacji. Oczywiście, przyjmując, że wejdziemy do euro z właściwym kursem, bo jak wejdziemy ze złym, to wtedy tak – sytuacja ulegnie pogorszeniu. Ale skoro nie jest to pewne – bo nie jest! – to stoi pytanie, czy nie można by wykorzystać kursu walutowego do sterowania tworzeniem bardziej konkurencyjnych firm. Przecież to oczywiste, że powinny one być nie "na zatrważająco niskim poziomie", a wręcz odwrotnie. Ale przecież NBP nie chce posługiwać się kursem walutowym dla przekształceń strukturalnych, i ograniczania się jedynie do konserwatywnego manipulowania stopą procentową w celu zbijania inflacji (co mu też nie za bardzo wychodzi).
Wobec tego to raczej wejście do euro – raz jeszcze, przy właściwym kursie, co jest ważniejsze od daty konwergencji – sprzyjać powinno unowocześnianiu polskiej gospodarki, a nie pozostawanie poza jego strefą. Ale pamiętajmy, że "rzeczy dzieją się tak, jak się dzieją, ponieważ wiele rzeczy dzieje się naraz", jak rzecze mantra "Wędrującego świata" www.wedrujacyswiat.pl. Dlatego też szereg innych działań musi być podjętym by podnieść poziom technologiczny i jakość zarządzania w naszej gospodarce.    


Robert Z., krawat, liberalizm:

Jakie jest Pana zdanie co do podatku od zysków kapitałowych? Ja bym, go zmniejszył do 10%.
Gdzie kupuje się najlepsze krawaty;)

A dlaczego? Dlaczego w ogóle by Pan go zmniejszył? Jakie jest niby uzasadnienie, że twórca płaci na przykład w tym, czwartym kwartale, 40 proc. (fakt, że przy 50-procentowych kosztach uzysku) podatek od swoich dochodów, a jako właściciel kapitału miałby płacić tylko 10 proc.? A może warto się zastanowić, czy dochody kapitałowe nie powinny być zwyczajnie doliczane do wszystkich innych I opodatkowane na ogólnych zasadach? Wtedy można byłoby stawki podatkowe obniżyć jeszcze bardziej, nieudało mi się to uczynić, gdy byłem dwukrotnie wicepremierem i ministrem finansów.
Najlepsze krawaty kupuje się na Fifth Avenue w Nowym Jorku. Ale i najdroższe. Wcale nie gorsze, tyle że trzeba pochodzić, kupić można w niektórych butikach w Bombaju, Deli, Madrasie, bo wiele tych na Manhattanie, w Paryżu i nawet Mediolanie tam, w Indiach jest krojonych i szytych...


  
Pewel, istota zawodu ekonomista:

Proszę powiedzieć, co odróżnia dobrego ekonomistę od złego?

Wiedza. I intelektualna uczciwość. Do tego jest niezbędna umiejętność stawiania właściwych pytań. Dopiero potem warsztat. Współcześnie zaś doprawdy dobrym ekonomistą może być tylko interdyscyplinarny ekonomista. 

Łukasz Kielce, Co dalej??:

Jaka przyszłość czeka światową gospodarkę za lat 10-20? Czy coś się zmieni?? Czy praca będzie dobrem społecznym, a za ludzi będą pracować maszyny?? Czy najbliższe 7 lat to lata kryzysu czy prosperity???

No, ładnie! Łukasz ewidentnie nie czytał "Wędrującego świata" www.wedrujacyswiat.pl, choć wydawnictwo PRÓSZYŃSKI i S-ka wydrukowało już prawie 40 tysięcy egzemplarzy! Na pewno w trosce o to, aby i Łukasz mógł sięgnąć do książki, którą można znaleźć w każdej szanującej się księgarni oraz we wszystkich chyba księgarniach internetowych, i tam uzyskać rozwiniętą odpowiedź na swoje pytania o jakże fascynującą przyszłość. Radzę przeto przeczytać całość, po kolei od pierwszego wiersza do końca. Wtedy rozdział ostatni ("Niepewna przyszłość, czyli co nas czeka w bliższej i dalszej przyszłości i jaki mamy na to wpływ", s. 333-409) o tejże przyszłości, która "czeka światową gospodarkę za lat 10-20", ale także i później, pokazuje tę przyszłość w całej złożoności, wskazuje, co nas czeka na pewno, a co zdarzyć się może, ale nie musi. I – co najważniejsze – od czego to zależy.     


JurekE, Skuteczność krajowej polityki pieniężnej:

Czy w dobie globalizacji krajowa polityka pieniężna zachowuje wpływ na krajowe zmienne makroekonomiczne ?

Tak długo, jak długo globalizacja jest niekompletna, co wyraża się między innymi w braku jednego światowego pieniądza (w "Wędrującym świecie" www.wedrujcyswiat.pl piszę o tym w rozdz. IV pt. "Globalizacja – i co dalej", s. 92-139), "krajowa polityka pieniężna zachowuje wpływ na krajowe zmienne makroekonomiczne". Rzecz jasna, wpływ ten jest ograniczony ze względy na ponadarowe przepływy kapitałowe w warunkach wymienialnego pieniądza. Jednakże to przede wszystkim polityka pieniężna banku centralnego decyduje o ilości pieniądza krajowego w cyrkulacji, gdyż to bank centralny przesądza stojącymi wciąż do jego dyspozycji instrumentami bezpośrednimi (emisja) i pośrednimi (stopy procentowe i rezerwy obowiązkowe odkładane przez banki komercyjne w banku centralnym)o podaży pieniądza.
Sprawa wygląda już nieco inaczej w sytuacji, gdy dany kraj – tak jak 15 już, Słowacja za kilka tygodni, a Polska, miejmy nadzieję, wkrótce – przynależy do wspólnego obszaru walutowego, w tym przypadku euro (jest ich więcej, choćby CFA w Afryce Zachodniej czy dolar wschodniokaraibski, o czym też więcej piszę w "Wędrującym świecie" www.wedrujacyswiat.pl, m. in. w rozdz. V pt. "Świat jaki jest, czyli jak się mają ludzie i ich gospodarcze sprawy w różnych zakątkach zmieniającego się świata", s. 139-205). Wówczas kraj taki traci część swej suwerenności w kwestii podaży pieniądza, staje się bowiem częścią większej integrującej się organizacji gospodarczej. Jednakże i w tym przypadku tak rząd, jak i bank centralny ma wciąż na swoim ręku instrumenty kształtowania makroproporcji gospodarczych, zwłaszcza poprzez pośrednie oddziaływanie na skłonność do konsumpcji czy też, odwrotnie, skłonność do inwestycji (akumulacji). Emisja podporządkowana jest już innym zasadom, znika całkowicie kwestia kursu walutowego (oczywiście, pozostaje problem relacji kursu do innych walut, ale nie jest to już sprawa konkretnego państwa, tylko całego ugrupowania integracyjnego), ale stopy procentowe, a zwłaszcza rezerwy walutowe współdecydujące o stopniu płynności sektora bankowego, nadal są rozstrzygane na szczeblu krajowym.  
 

Andrzej, podatek belki:

Czy nie uważa pan, iż należałoby jak najszybciej znieść podatek Belki w dobie zastoju na GPW? Opodatkowanie dochodu kapitałowego w postaci odsetek od lokat (oszczędności) w bankach, czyli tzw. podatek Belki można by zlikwidować. Jego znaczenie fiskalne jest relatywnie skromne. Nie należy jednak dopatrywać się w tym jakiegoś remedium na niski poziom notowań i zastój na giełdzie papierów wartościowych. Jeśli już, to wręcz odwrotnie. Zniesienie tego podatku zwiększyłoby atrakcyjność lokat bankowych i uczyniło je bardziej konkurencyjnymi w porównaniu z inwestowaniem na giełdzie.
Pytanie zatem stoi tak: czy zależy nam w tej fazie koniunktury – a przecież jej pogarszanie się za granicą, zwłaszcza na bogatym Zachodzie, gdzie lokujemy ponad 80 proc. naszego eksportu, wpływa na słabnięcie dynamiki gospodarczej – na ożywianiu popytu wewnętrznego sektora gospodarstw domowych, czy też na wzroście poziomu ich oszczędności, co jest jednym ze źródłem finansowania inwestycji? Jeśli to pierwsze, to zniesienie podatku temu niekoniecznie musi sprzyjać. Jeśli to drugie, skłonność do oszczędzania i w konsekwencji zdolność banków do udzielania kredytów, także inwestycyjnych, nieco by wzrosła. Pozostawałoby wtedy tylko do rozstrzygnięcia, jak poradzić sobie ma budżet Państwa z ubytkiem dochodów z tego tytułu. Sytuacja budżetu jest jednakże na tyle dobra, że dałby on sobie radę bez tego strumienia zasilania, więc saldo całej operacji mogłoby być korzystne dla wszystkich sektorów gospodarki.     

Krzysztof, ZUS:

jak widzi Pan przyszłość ZUS, czy składki nadal będą solidarnie płacone przez wszystkich czy tez powinno się stworzyć nowy lepszy system dla młodych którzy w przyszłości podejmą pracę? 
 
Uważam, że spójność społeczna, integracja finansów publicznych i zapewnienie płynności systemu wymaga, by składki nadal były "solidarnie płacone przez wszystkich". To lepszy sposób, choć ma swoje rozliczne wady, czego jesteśmy świadomi, bo jest koniec końców mniej ryzykowny. Oczywiście, dodać trzeba, że uwagi te czynimy przy milczącym założeniu, że ZUS jest sprawnie zarządzany i system zarówno obiegu informacji, jak i sposób zorganizowania transferów jest sprawny.  


Bartek, Obiektywność ośrodków think thank

W swojej książce Wędrujący Świat kwestionuje pan obiektywność i niestronniczość organizacji typu Think-thank? Dlaczego, i czy odnosi się to także do zagranicznych organizacji? 
 
 Krytykuję nie organizacje badawcze, a raczej analityczne typu tzw. think-thank w ogóle, ale pewne ich zachowania. Oczywiście, że odnosi się to do zagranicznych organizacji, bo akurat nie narodowość czy przynależność państwowa ma tutaj znaczenie. W "Wędrującym świecie" www.wedrujacyswiat.pl przytaczam przykłady organizacji, które są w swych analizach tendencyjne, usłużne wobec określonych nurtów ideologicznych, służebne wobec stojących za nimi partii czy, częściej, grup interesów (niekiedy także nieformalnych). I przykłady te podaję z tak różnych krajów, jak USA, Włochy, Szwecja, Rosja. Niestety, w Polsce też takowych nie brakuje.
Dlatego też, gdy się czyta rozmaite wyniki "badań", analizy, wyniki reprezentacyjnych niby badań opinii publicznych, jakże ostatnio popularne rozmaite rankingi, to naprawdę dobrze trzeba się przyjrzeć, skąd (czyli po co?) wychodzą. Jak działają mechanizmy manipulowania opinią publiczną, jakie stosuje się tutak techniki, a nade wszystko co temu przyświeca i jakie są motywacje – o tym wszystkim piszę w I rozdz. "Wędrującego świata" www.wedrujacyswiat.pl zatytułowanym "Świat, słowa i treści, czyli jak się rodzi prawda, błąd i kłamstwo w ekonomii o polityce i co czynić, aby prawda brała górę" (s. 11-39).
Oczywiście, chyba nie muszę dodawać, że to nie jest trzon ośrodków badawczych, tychże think-tanks. Wiele jest bardzo dobrych, niejeden znakomity i warto sięgać do ich opracowań. Ale tak jak z każdym towarem: lepiej nie brać na wiarę, tylko dobrze się przyjrzeć, co zacz. Zwłaszcza jak ładnie zapakowane czy ponętnie podane...
        
 
maciek, giełda

Panie Grzegorzu - kiedy można się spodziewać końca bessy - czy światowym rynku finansowym w niedługim okresie zagości kolor zielony ..

 Tak, już niedługo, ale jeszcze trochę cierpliwości. Rynki kapitałowe mają swoje dno. Przyjdzie zatem i od niego się może nie od razu odbić, ale przynajmniej do niego dotrzeć i ponownie ruszyć w górę. A dno jest już blisko, a w niektórych przypadkach, być może, już zostało osiągnięte. Przecież Dow Jones (DJIA) stracił na wartości tylko od początku roku 37,6 proc., Standard and Poors (S&P 500) 42,0, Nikkei 225 (licząc w jenach) 43,2 proc., brytyjski FTSE 100 nawet 51 proc. Dużo głębsze są załamania na giełdach tzw. wschodzących gospodarek (emerging markets), bo w przypadku chińskiego indeksu SSEB (licząc w USD) aż 73,0, rosyjskiego RTS podobnie, bo 72,3 czy polskiego WIG 59,5.
 Warto podkreślić, że choć skala załamania rynków kapitałowych jest głębsza w krajach "wschodzących rynków", to trwa tam nadal wzrost gospodarczy, inaczej niż w krajach bogatych. Tempo wzrostu, co prawda, spada, ale jego wyhamowanie jest na zasadniczo mniejszą skalą niż w gospodarkach o najwyższym absolutnym poziomie produkcji. Stąd też należy spodziewać się odbicia od dna wcześniej w takich krajach, jak Rosja i Chiny czy też Polska i Czechy niż we Francji i Niemczech, nie mówiąc już o Stanach Zjednoczonych. W tej drugiej grupie państw bowiem w 2009 roku odnotujemy obniżenie bezwzględnego poziomu produkcji, co nam raczej nie grozi. I to jest najważniejsze, gdyż sfera realna – w oczywisty sposób powiązana ze sferą finansową – jest jednak od niej ważniejsza. Ale to już inna historia.   

Grzegorz, czy liberalizm naprawdę jest taki zły?:

Zastanawiam się dlaczego Pan profesor tak bardzo nie lubi liberalizmu, przecież on najlepiej odzwierciedla to co w przyrodzie czyli silniejszy wygrywa. Dlaczego sztucznie mamy cos podtrzymywać, dlaczego nie wynagradzać tych, którzy chcą iść do przodu? Przecież Pan profesor jest przykładem człowieka, który nie stoi w miejscu, tylko stara się cały czas udoskonalać i to we wszystkich dziedzinach łącznie z tężyzną fizyczną. Więc dlaczego ludzi nie stymulować, żeby szli w tym kierunku, tylko aby liczyli na pomoc państwa?

Liberalizm nie jest zły. Nie należy go mylić z neoliberalizmem. Ja nie lubię tego drugiego, a z tym pierwszym jest mi jak najbardziej po drodze. I też jestem za tym, by jednak ludzie uczyli się liczyć przede wszystkim na siebie, a nie na pomoc Państwa, ale zarazem i za tym, by Państwo stwarzało swoimi politycznymi, prawnymi i społeczno-kulturowymi ramami choćby minimalne poczucie bezpieczeństwa.
 A co do tego "silniejszy wygrywa". Kiedyś wygrywali silniejsi dosłownie: gladiatorzy, rycerze, bandyci, oddziały, armie. Współcześnie siła przejawia się w sile ekonomicznej, często po prostu w pieniądzach. Gdyby one tylko zawsze i wszędzie pochodziły z uczciwej pracy i rzetelnej przedsiębiorczości! Ale tak często – zbyt często, do czego przyłożył się tenże neoliberalizm i za co też go tak nie lubię – nie jest. Nadejdą kiedyś czasy, że decydować będzie przede wszystkim siła intelektualne.
O ile przejście od dominacji siły fizycznej do supremacji siły pieniądza zajęło ludzkości prawie całego dotychczasowe dzieje (o ich barwności piszę w rozdz. III, "Krótka historia świata i co niej wynika, czyli dlaczego jedne narody są bogate, inne biedne i czy tak już zawsze być musi", s. 58-91), to przejście do dominacji intelektu zajmie nam zaledwie kilka stuleci. To obecne może odegrać na tej cywilizacyjnej magistrali niepoślednią rolę. I na tym zależy mi dużo bardziej niż na dominacji kultu pieniądza. OK, niech silniejszy wygrywa, ale niech będzie to siła rozumu, a nie pięści albo mamony.
  


Henryk:

Czy przyjęcie euro spowoduje wzrost gospodarczy w Polsce i jak to było w innych krajach?

 Przyjęcie euro spowoduje wzrost gospodarczy w Polsce (tzn. będzie dodatkowym, jednym z licznych czynników wzrostu) pod warunkiem, że przyjmiemy je przy właściwym kursie. Według moich szacunków im będzie on bliższy poziomowi 4 złotych za euro, tym lepiej. Wzrost w przypadku Polski – kraju z około 38 milionami mieszkańców, leżącego w samym sercu Europy, pozbawionego znaczących zasobów surowców cieszących się gwarantowanym zbytem – musi być ciągniony przez eksport. Teoretycznie można to osiągać mając swoją własną narodową walutę. Tak przecież było i jest dotychczas. Ale warunki się zmieniły! W przyszłości trzeba budować silniejszą pozycję gospodarczą Polski i coraz lepszy byt ludności na szybkim i zrównoważonym wzroście gospodarczym opierającym się na coraz szerszym włączaniu się do światowego podziału pracy.
Wspólny europejski pieniądz – obniżając koszty transakcyjne, eliminując ryzyko kursowe na około półmiliardowym, jeśli chodzi o liczbę mieszkańców, współnym rynku UE, zwiększając zaufanie zagranicznych partnerów – sprzyja efektywności gospodarczej, a więc przyspiesza z czasem tempo wzrostu produkcji i podnosi standard życia. Tak było w innych krajach, a na dłuższą metę tak będzie w całym obszarze euro. Wspólna waluta zwiększa jego konkurencyjność wobec takich potęg, jak USA, z jednej strony, czy Chiny, z drugiej.
Jeśli ktoś przywołuje przykład któregoś z krajów euro i porównuje jego niższą dynamikę w porównaniu na przykład z Wielką Brytanią czy Danią, to nie odróżnia przyczyn takiej sytuacji. Gdyby nie było euro, to w krajach, które je wprowadziły, tempo wzrostu produkcji byłoby niższe, gdyż jej koszty byłyby relatywnie wyższe.  
Pozostanie teraz poza obszarem euro to byłby pomysł równie "znakomity", jak zrezygnowanie w ogóle z wejścia do Unii Europejskiej kilka lat temu. Są jeszcze rozsądni ludzie, którzy wątpią w sensowność, w społeczną i ekonomiczną opłacalność tej integracji?  

dertof, inwestycje:

Witam. W jakiej walucie należy gromadzić majątek mając na względzie wejście do strefy euro? I dlaczego w tej, a nie innej?
 
 Cóż, odpowiedziałem już na to pytanie. Bil Gates gromadzi w USD. Czy nie wie, co robi? Dlaczego nie przerzucił się na złote do czasu, gdy nasz pieniądz szedł z ponad 4 złotych za dolara do niewiele ponad 2? Mógł przecież lekką ręką zarobić ponad 100 procent na czysto, bez mordowania się z wciskaniem nam tych kolejnych wersji .0 WINDOWS... Woli jednak "trzymać" w dolarach. I wie co robi.
 A tak na serio, to zależy, kto ma ile tegoż "majątku" do zgromadzenia. To zależy też od tego, czy ktoś ma duszę spekulanta-ryzykanta, czy też chce spać spokojnie. Patrząc zaś do przodu, na wejście do euro, należy poczynić założenia, przy jakim kursie tam wejdziemy. Jeśli po 4 złote – co na długą metę dużo korzystniejsze dla polskiej gospodarki i społeczeństwa – to lepiej kupić euro dzisiaj po 3,75, niż potem wymieniać je po 4. Jeśli natomiast górę wezmą złe koncepcje teoretyczne i nie nasze interesy ekonomiczne (na co się, niestety, zanosi) i wchodzić będziemy do obszaru euro przy kursie 3,20 za euro, to należy oszczędzać w złotych.
Ja nie wiem, jak będzie, ja wiem, co od czego zależy. I wiem – i radzę tym, co pytają – co czynić, by było lepiej. 
 


Stratus, Start:

Gdyby miał Pan "wolną rękę" , co by Pan zmienił w polskiej gospodarce ? 
 
 Kolejne tzw. dobre pytanie. Otóż napisałbym – i wdrożył pro publico bono – nową Strategię dla Polski. Nową, bo tamta z lat 1994-97 i 2002-03 zasadniczo, i to z nawiązką!, została zrealizowana, ale przede wszystkim dlatego, że przychodzi nam działać w nowych warunkach. Jesteśmy w Unii Europejskiej, wchodzimy do euro, toczy się globalizacja, rozlewają się fale kryzysu finansowego i gospodarczego. Inna jest także – lepsza, bardziej dojrzała – przedsiębiorczość i samorządność. Strategia dla Polski 2.0 nadal wszakże ogniskowałaby się na czterech filarach:
 - szybki wzrost;
 - sprawiedliwy podział;
 - skuteczne Państwo;
 - korzystna integracja.
Dla stworzenie takiego kompleksowego i nowoczesnego, a zarazem postępowego programu długofalowego zrównoważonego rozwoju społeczno-gospodarczego oparłbym się na zaprezentowanej w "Wędrującym świecie" koincydencji teorii rozwoju i nowym pragmatyzmie (s. 315-332, rodz. VIII pt. "Koincydencji teoria rozwoju i nowy pragmatyzm, czyli od czego zależy wzrost produkcji i rozwój gospodarczy i co robić, aby było lepiej"). Osadziłbym ekspansję w większym stopniu na gospodarce opartej na wiedzy, ale na wiedzy także oparłbym politykę. Nade wszystko zaś działałbym kompleksowo, bo tego najbardziej w uprawianej polityce brakuje.     


Marcin, giełda:

Kiedy przewiduje Pan polepszenie na GPW?

Od nowego semestru.

Tomasz, czemu akurat 4 zł/ euro:

zdaje sobie Pan sprawę ,że nasz "przemysł" to w zasadzie montownie, obecne ceny krajowe np. produktów spożywczych są niejednokrotnie wyższe niż za miedzą, nie wspominam już o cenach artykułów przemysłowych. Przy proponowanej przez Pana relacji zł/euro, będziemy normalnie biedakami przeciętna płaca oscyluje w okolicach 3000 zł, a więc 750 euro. Lepiej w
najbliższym czasie tzn. 10 lat nie przystępować to tego towarzystwa C.

 Już wyjaśniłem.
Od biedy (abstrahując od polityki i od przyzwoitości, no bo przecież podpisaliśmy Traktat w Atenach, w czym uczestniczyłem, a społeczeństwo zaakceptowało go, łącznie z zapisem o przyjęciu euro, w narodowym referendum w czerwcu 2003 roku) moglibyśmy "nie przystępować to tego towarzystwa", ale miałoby to tylko sens, gdybyśmy w tym czasie posługiwali się aktywnie polityką kursową jako instrumentem kształtowania proeksportowej struktury produkcji. Wymagałoby to, z jednej strony, odejścia od niezależności NBP od rządu, z drugiej zaś uzgodnień z Komisją Europejską. W normalnych warunkach ani jedno, ani drugie nie wchodzi praktycznie w rachubę.
W takiej sytuacji lepiej, by nasz bank centralny – nasz, to znaczy emitujący także nasze, bo już wspólne europejskie pieniądze – był we Frankfurcie niż w Warszawie, a to dlatego, że w Europejski Bank Centralny popełnia zdecydowania mniej błędów w polityce pieniężnej niż Narodowy Bank Polski. Dlatego radzę raz jeszcze: przystępujmy do tego towarzystwa, ale przy kursie wymiany korzystnym dla Polski.     


Jozek: oderwanie GPW od DJ czy Nasdaq

Czy nie uważa Pan, że w niedalekiej przyszłości powiązania pomiędzy rynkami USA i EU oraz emerging markets będą o wiele mniej skorelowane? Czy wojny i inflacja nie pogrzebią gospodarki USA do końca ?

 Nie sądzę. Raczej nadal będzie występowała korelacja, którą pokazałem już wcześniej, pisząc o skali załamania na poszczególnych rynkach. Niedługo, w jednych przypadkach po kilku już miesiącach, gdzie indziej dopiero po kilku kwartałach, notowania ruszą w górę. Ale to racja, że pomimo postępującej na dłuższą metę globalizacji synchronizacja wahań pomiędzy krajami bogatymi i tymi emancypującymi się (jak wolę je nazywać, miast dać się zwodzić terminowi "wyłaniające się rynki") nie musi mieć miejsca. W skali świata działają różne siły, tendencje i kontrtendencje, co może powodować wzrost notowań na jednych rynkach, podczas gdy spadać mogą one na innych. Tak już bywało i będzie. Ale współzależności występujące w skali gospodarki światowej będą z czasem coraz silniejsze.
 Co zaś do Stanów Zjednoczonych, to – choć pokazuję w "Wędrującym świecie" www.wedrujacyswiat.pl, dlaczego teraz już nieodzownie muszą stracić swoją hegemonistyczną w świecie pozycję – "wojny i inflacja nie pogrzebią gospodarki USA do końca". To potężny kraj, który na dodatek wybrał na swego prezydenta właściwego człowieka. W tym też można pokładać racjonalną nadzieję, że neoliberalizm zacznie też szybciej znikać z amerykańskiej polityki, że unowocześnione zostaną amerykańskie i światowe instytucje wolnej gospodarki rynkowej, że zmianom podlegać będą także amerykańskie wartości, ewoluując nieco bardziej w kierunku "być" niż "mieć".
 USA sobie poradzą, świat może być lepszy, a my róbmy swoje. Najważniejsze, by wiedzieć co i jak, a więc by z sensem wędrować do przodu.