cox7777, życie:
Jaką, na dzień dzisiejszy, ma Pan hierarchię tego, co jest w życiu ważne (biorąc pod uwagę pieniądze, rozum, doświadczenie życiowe, zdrowie itp...)?
Grzegorz W. Kołodko: Rozum.
Andrzej:
Czy wprowadzenie euro w chwili obecnej w Polsce (lub do 2012 r. jak zakłada
rząd) nie wiąże się ze zbyt dużym ryzykiem dla gospodarki Polskiej, której
innowacyjność jest na zatrważająco niskim poziomie, a ponadto brak jest
zdecydowanych działań rządu nad polityką organizacji, kreowania i wdrażania
nowoczesnych rozwiązań technologicznych ? Pozdrawiam Pana serdecznie
-
Andrzej
Troska o działania na rzecz postępu w sferze "organizacji, kreowania
i wdrażania nowoczesnych rozwiązań technologicznych" jest w pełni zasadna. W
pełni ją podzielam. Sporo o roli nauki, wiedzy, postępu technicznego i nowych
technologii, a także gospodarce ery sieci internetowej piszę w ostatnim (i
najdłuższym) X rozdz. "Wędrującego świata" www.wedrujacyswiat.pl pt. "Niepewna
przyszłość, czyli co nas czeka w bliższej i dalszej przyszłości i jaki mamy na
to wpływ" (s. 333-409).
Co do postępu na tych polach najwięcej nadziei należy
pokładać w prywatnej przedsiębiorczości, ale to prawda, że rząd swoją polityką
powinien ją wspierać, zwłaszcza tworząc sprzyjające jej rozkwitowi ramy
instytucjonalne i inwestując środki publiczne w rozwój kapitału ludzkiego i
społecznego. Na pewno w jakiejś mierze to czyni, ale – też na pewno – można i
trzeba więcej i lepiej.
Jednakże ewentualne odkładanie wejścia do euro w
niczym nie poprawiłoby sytuacji. Oczywiście, przyjmując, że wejdziemy do euro z
właściwym kursem, bo jak wejdziemy ze złym, to wtedy tak – sytuacja ulegnie
pogorszeniu. Ale skoro nie jest to pewne – bo nie jest! – to stoi pytanie, czy
nie można by wykorzystać kursu walutowego do sterowania tworzeniem bardziej
konkurencyjnych firm. Przecież to oczywiste, że powinny one być nie "na
zatrważająco niskim poziomie", a wręcz odwrotnie. Ale przecież NBP nie chce
posługiwać się kursem walutowym dla przekształceń strukturalnych, i ograniczania
się jedynie do konserwatywnego manipulowania stopą procentową w celu zbijania
inflacji (co mu też nie za bardzo wychodzi).
Wobec tego to raczej wejście do
euro – raz jeszcze, przy właściwym kursie, co jest ważniejsze od daty
konwergencji – sprzyjać powinno unowocześnianiu polskiej gospodarki, a nie
pozostawanie poza jego strefą. Ale pamiętajmy, że "rzeczy dzieją się tak, jak
się dzieją, ponieważ wiele rzeczy dzieje się naraz", jak rzecze mantra
"Wędrującego świata" www.wedrujacyswiat.pl. Dlatego też szereg innych działań
musi być podjętym by podnieść poziom technologiczny i jakość zarządzania w
naszej gospodarce.
Robert Z., krawat, liberalizm:
Jakie jest Pana zdanie co do podatku od zysków kapitałowych? Ja bym, go
zmniejszył do 10%.
Gdzie kupuje się najlepsze krawaty;)
A dlaczego? Dlaczego w ogóle by Pan go zmniejszył? Jakie jest niby
uzasadnienie, że twórca płaci na przykład w tym, czwartym kwartale, 40 proc.
(fakt, że przy 50-procentowych kosztach uzysku) podatek od swoich dochodów, a
jako właściciel kapitału miałby płacić tylko 10 proc.? A może warto się
zastanowić, czy dochody kapitałowe nie powinny być zwyczajnie doliczane do
wszystkich innych I opodatkowane na ogólnych zasadach? Wtedy można byłoby stawki
podatkowe obniżyć jeszcze bardziej, nieudało mi się to uczynić, gdy byłem
dwukrotnie wicepremierem i ministrem finansów.
Najlepsze krawaty kupuje się
na Fifth Avenue w Nowym Jorku. Ale i najdroższe. Wcale nie gorsze, tyle że
trzeba pochodzić, kupić można w niektórych butikach w Bombaju, Deli, Madrasie,
bo wiele tych na Manhattanie, w Paryżu i nawet Mediolanie tam, w Indiach jest
krojonych i szytych...
Pewel, istota zawodu ekonomista:
Proszę powiedzieć, co odróżnia dobrego ekonomistę od złego?
Wiedza. I intelektualna uczciwość. Do tego jest niezbędna umiejętność stawiania właściwych pytań. Dopiero potem warsztat. Współcześnie zaś doprawdy dobrym ekonomistą może być tylko interdyscyplinarny ekonomista.
Łukasz Kielce, Co dalej??:
Jaka przyszłość czeka światową gospodarkę za lat 10-20? Czy coś się zmieni?? Czy praca będzie dobrem społecznym, a za ludzi będą pracować maszyny?? Czy najbliższe 7 lat to lata kryzysu czy prosperity???
No, ładnie! Łukasz ewidentnie nie czytał "Wędrującego świata" www.wedrujacyswiat.pl, choć wydawnictwo PRÓSZYŃSKI i S-ka wydrukowało już prawie 40 tysięcy egzemplarzy! Na pewno w trosce o to, aby i Łukasz mógł sięgnąć do książki, którą można znaleźć w każdej szanującej się księgarni oraz we wszystkich chyba księgarniach internetowych, i tam uzyskać rozwiniętą odpowiedź na swoje pytania o jakże fascynującą przyszłość. Radzę przeto przeczytać całość, po kolei od pierwszego wiersza do końca. Wtedy rozdział ostatni ("Niepewna przyszłość, czyli co nas czeka w bliższej i dalszej przyszłości i jaki mamy na to wpływ", s. 333-409) o tejże przyszłości, która "czeka światową gospodarkę za lat 10-20", ale także i później, pokazuje tę przyszłość w całej złożoności, wskazuje, co nas czeka na pewno, a co zdarzyć się może, ale nie musi. I – co najważniejsze – od czego to zależy.
JurekE, Skuteczność krajowej polityki pieniężnej:
Czy w dobie globalizacji krajowa polityka pieniężna zachowuje wpływ na krajowe zmienne makroekonomiczne ?
Tak długo, jak długo globalizacja jest niekompletna, co wyraża się
między innymi w braku jednego światowego pieniądza (w "Wędrującym świecie"
www.wedrujcyswiat.pl piszę o tym w rozdz. IV pt. "Globalizacja – i co dalej", s.
92-139), "krajowa polityka pieniężna zachowuje wpływ na krajowe zmienne
makroekonomiczne". Rzecz jasna, wpływ ten jest ograniczony ze względy na
ponadarowe przepływy kapitałowe w warunkach wymienialnego pieniądza. Jednakże to
przede wszystkim polityka pieniężna banku centralnego decyduje o ilości
pieniądza krajowego w cyrkulacji, gdyż to bank centralny przesądza stojącymi
wciąż do jego dyspozycji instrumentami bezpośrednimi (emisja) i pośrednimi
(stopy procentowe i rezerwy obowiązkowe odkładane przez banki komercyjne w banku
centralnym)o podaży pieniądza.
Sprawa wygląda już nieco inaczej w sytuacji,
gdy dany kraj – tak jak 15 już, Słowacja za kilka tygodni, a Polska, miejmy
nadzieję, wkrótce – przynależy do wspólnego obszaru walutowego, w tym przypadku
euro (jest ich więcej, choćby CFA w Afryce Zachodniej czy dolar
wschodniokaraibski, o czym też więcej piszę w "Wędrującym świecie"
www.wedrujacyswiat.pl, m. in. w rozdz. V pt. "Świat jaki jest, czyli jak się
mają ludzie i ich gospodarcze sprawy w różnych zakątkach zmieniającego się
świata", s. 139-205). Wówczas kraj taki traci część swej suwerenności w kwestii
podaży pieniądza, staje się bowiem częścią większej integrującej się organizacji
gospodarczej. Jednakże i w tym przypadku tak rząd, jak i bank centralny ma wciąż
na swoim ręku instrumenty kształtowania makroproporcji gospodarczych, zwłaszcza
poprzez pośrednie oddziaływanie na skłonność do konsumpcji czy też, odwrotnie,
skłonność do inwestycji (akumulacji). Emisja podporządkowana jest już innym
zasadom, znika całkowicie kwestia kursu walutowego (oczywiście, pozostaje
problem relacji kursu do innych walut, ale nie jest to już sprawa konkretnego
państwa, tylko całego ugrupowania integracyjnego), ale stopy procentowe, a
zwłaszcza rezerwy walutowe współdecydujące o stopniu płynności sektora
bankowego, nadal są rozstrzygane na szczeblu krajowym.
Andrzej, podatek belki:
Czy nie uważa pan, iż należałoby jak najszybciej znieść podatek Belki w dobie
zastoju na GPW? Opodatkowanie dochodu kapitałowego w postaci odsetek od
lokat (oszczędności) w bankach, czyli tzw. podatek Belki można by zlikwidować.
Jego znaczenie fiskalne jest relatywnie skromne. Nie należy jednak dopatrywać
się w tym jakiegoś remedium na niski poziom notowań i zastój na giełdzie
papierów wartościowych. Jeśli już, to wręcz odwrotnie. Zniesienie tego podatku
zwiększyłoby atrakcyjność lokat bankowych i uczyniło je bardziej konkurencyjnymi
w porównaniu z inwestowaniem na giełdzie.
Pytanie zatem stoi tak: czy zależy
nam w tej fazie koniunktury – a przecież jej pogarszanie się za granicą,
zwłaszcza na bogatym Zachodzie, gdzie lokujemy ponad 80 proc. naszego eksportu,
wpływa na słabnięcie dynamiki gospodarczej – na ożywianiu popytu wewnętrznego
sektora gospodarstw domowych, czy też na wzroście poziomu ich oszczędności, co
jest jednym ze źródłem finansowania inwestycji? Jeśli to pierwsze, to zniesienie
podatku temu niekoniecznie musi sprzyjać. Jeśli to drugie, skłonność do
oszczędzania i w konsekwencji zdolność banków do udzielania kredytów, także
inwestycyjnych, nieco by wzrosła. Pozostawałoby wtedy tylko do rozstrzygnięcia,
jak poradzić sobie ma budżet Państwa z ubytkiem dochodów z tego tytułu. Sytuacja
budżetu jest jednakże na tyle dobra, że dałby on sobie radę bez tego strumienia
zasilania, więc saldo całej operacji mogłoby być korzystne dla wszystkich
sektorów gospodarki.
Krzysztof, ZUS:
jak widzi Pan przyszłość ZUS, czy składki nadal będą solidarnie płacone przez
wszystkich czy tez powinno się stworzyć nowy lepszy system dla młodych którzy w
przyszłości podejmą pracę?
Uważam, że spójność
społeczna, integracja finansów publicznych i zapewnienie płynności systemu
wymaga, by składki nadal były "solidarnie płacone przez wszystkich". To lepszy
sposób, choć ma swoje rozliczne wady, czego jesteśmy świadomi, bo jest koniec
końców mniej ryzykowny. Oczywiście, dodać trzeba, że uwagi te czynimy przy
milczącym założeniu, że ZUS jest sprawnie zarządzany i system zarówno obiegu
informacji, jak i sposób zorganizowania transferów jest sprawny.
Bartek, Obiektywność ośrodków think thank
W swojej książce Wędrujący Świat kwestionuje pan obiektywność i
niestronniczość organizacji typu Think-thank? Dlaczego, i czy odnosi się to
także do zagranicznych organizacji?
Krytykuję
nie organizacje badawcze, a raczej analityczne typu tzw. think-thank w ogóle,
ale pewne ich zachowania. Oczywiście, że odnosi się to do zagranicznych
organizacji, bo akurat nie narodowość czy przynależność państwowa ma tutaj
znaczenie. W "Wędrującym świecie" www.wedrujacyswiat.pl przytaczam przykłady
organizacji, które są w swych analizach tendencyjne, usłużne wobec określonych
nurtów ideologicznych, służebne wobec stojących za nimi partii czy, częściej,
grup interesów (niekiedy także nieformalnych). I przykłady te podaję z tak
różnych krajów, jak USA, Włochy, Szwecja, Rosja. Niestety, w Polsce też takowych
nie brakuje.
Dlatego też, gdy się czyta rozmaite wyniki "badań", analizy,
wyniki reprezentacyjnych niby badań opinii publicznych, jakże ostatnio popularne
rozmaite rankingi, to naprawdę dobrze trzeba się przyjrzeć, skąd (czyli po co?)
wychodzą. Jak działają mechanizmy manipulowania opinią publiczną, jakie stosuje
się tutak techniki, a nade wszystko co temu przyświeca i jakie są motywacje – o
tym wszystkim piszę w I rozdz. "Wędrującego świata" www.wedrujacyswiat.pl
zatytułowanym "Świat, słowa i treści, czyli jak się rodzi prawda, błąd i
kłamstwo w ekonomii o polityce i co czynić, aby prawda brała górę" (s. 11-39).
Oczywiście, chyba nie muszę dodawać, że to nie jest trzon ośrodków
badawczych, tychże think-tanks. Wiele jest bardzo dobrych, niejeden znakomity i
warto sięgać do ich opracowań. Ale tak jak z każdym towarem: lepiej nie brać na
wiarę, tylko dobrze się przyjrzeć, co zacz. Zwłaszcza jak ładnie zapakowane czy
ponętnie podane...
maciek, giełda
Panie Grzegorzu - kiedy można się spodziewać końca bessy - czy światowym rynku finansowym w niedługim okresie zagości kolor zielony ..
Tak, już niedługo, ale jeszcze trochę cierpliwości. Rynki
kapitałowe mają swoje dno. Przyjdzie zatem i od niego się może nie od razu
odbić, ale przynajmniej do niego dotrzeć i ponownie ruszyć w górę. A dno jest
już blisko, a w niektórych przypadkach, być może, już zostało osiągnięte.
Przecież Dow Jones (DJIA) stracił na wartości tylko od początku roku 37,6 proc.,
Standard and Poors (S&P 500) 42,0, Nikkei 225 (licząc w jenach) 43,2 proc.,
brytyjski FTSE 100 nawet 51 proc. Dużo głębsze są załamania na giełdach tzw.
wschodzących gospodarek (emerging markets), bo w przypadku chińskiego indeksu
SSEB (licząc w USD) aż 73,0, rosyjskiego RTS podobnie, bo 72,3 czy polskiego WIG
59,5.
Warto podkreślić, że choć skala załamania rynków kapitałowych
jest głębsza w krajach "wschodzących rynków", to trwa tam nadal wzrost
gospodarczy, inaczej niż w krajach bogatych. Tempo wzrostu, co prawda, spada,
ale jego wyhamowanie jest na zasadniczo mniejszą skalą niż w gospodarkach o
najwyższym absolutnym poziomie produkcji. Stąd też należy spodziewać się odbicia
od dna wcześniej w takich krajach, jak Rosja i Chiny czy też Polska i Czechy niż
we Francji i Niemczech, nie mówiąc już o Stanach Zjednoczonych. W tej drugiej
grupie państw bowiem w 2009 roku odnotujemy obniżenie bezwzględnego poziomu
produkcji, co nam raczej nie grozi. I to jest najważniejsze, gdyż sfera realna –
w oczywisty sposób powiązana ze sferą finansową – jest jednak od niej
ważniejsza. Ale to już inna historia.
Grzegorz, czy liberalizm naprawdę jest taki zły?:
Zastanawiam się dlaczego Pan profesor tak bardzo nie lubi liberalizmu, przecież on najlepiej odzwierciedla to co w przyrodzie czyli silniejszy wygrywa. Dlaczego sztucznie mamy cos podtrzymywać, dlaczego nie wynagradzać tych, którzy chcą iść do przodu? Przecież Pan profesor jest przykładem człowieka, który nie stoi w miejscu, tylko stara się cały czas udoskonalać i to we wszystkich dziedzinach łącznie z tężyzną fizyczną. Więc dlaczego ludzi nie stymulować, żeby szli w tym kierunku, tylko aby liczyli na pomoc państwa?
Liberalizm nie jest zły. Nie należy go mylić z neoliberalizmem. Ja
nie lubię tego drugiego, a z tym pierwszym jest mi jak najbardziej po drodze. I
też jestem za tym, by jednak ludzie uczyli się liczyć przede wszystkim na
siebie, a nie na pomoc Państwa, ale zarazem i za tym, by Państwo stwarzało
swoimi politycznymi, prawnymi i społeczno-kulturowymi ramami choćby minimalne
poczucie bezpieczeństwa.
A co do tego "silniejszy wygrywa". Kiedyś
wygrywali silniejsi dosłownie: gladiatorzy, rycerze, bandyci, oddziały, armie.
Współcześnie siła przejawia się w sile ekonomicznej, często po prostu w
pieniądzach. Gdyby one tylko zawsze i wszędzie pochodziły z uczciwej pracy i
rzetelnej przedsiębiorczości! Ale tak często – zbyt często, do czego przyłożył
się tenże neoliberalizm i za co też go tak nie lubię – nie jest. Nadejdą kiedyś
czasy, że decydować będzie przede wszystkim siła intelektualne.
O ile
przejście od dominacji siły fizycznej do supremacji siły pieniądza zajęło
ludzkości prawie całego dotychczasowe dzieje (o ich barwności piszę w rozdz.
III, "Krótka historia świata i co niej wynika, czyli dlaczego jedne narody są
bogate, inne biedne i czy tak już zawsze być musi", s. 58-91), to przejście do
dominacji intelektu zajmie nam zaledwie kilka stuleci. To obecne może odegrać na
tej cywilizacyjnej magistrali niepoślednią rolę. I na tym zależy mi dużo
bardziej niż na dominacji kultu pieniądza. OK, niech silniejszy wygrywa, ale
niech będzie to siła rozumu, a nie pięści albo mamony.
Henryk:
Czy przyjęcie euro spowoduje wzrost gospodarczy w Polsce i jak to było w innych krajach?
Przyjęcie euro spowoduje wzrost gospodarczy w Polsce (tzn.
będzie dodatkowym, jednym z licznych czynników wzrostu) pod warunkiem, że
przyjmiemy je przy właściwym kursie. Według moich szacunków im będzie on bliższy
poziomowi 4 złotych za euro, tym lepiej. Wzrost w przypadku Polski – kraju z
około 38 milionami mieszkańców, leżącego w samym sercu Europy, pozbawionego
znaczących zasobów surowców cieszących się gwarantowanym zbytem – musi być
ciągniony przez eksport. Teoretycznie można to osiągać mając swoją własną
narodową walutę. Tak przecież było i jest dotychczas. Ale warunki się zmieniły!
W przyszłości trzeba budować silniejszą pozycję gospodarczą Polski i coraz
lepszy byt ludności na szybkim i zrównoważonym wzroście gospodarczym opierającym
się na coraz szerszym włączaniu się do światowego podziału pracy.
Wspólny
europejski pieniądz – obniżając koszty transakcyjne, eliminując ryzyko kursowe
na około półmiliardowym, jeśli chodzi o liczbę mieszkańców, współnym rynku UE,
zwiększając zaufanie zagranicznych partnerów – sprzyja efektywności
gospodarczej, a więc przyspiesza z czasem tempo wzrostu produkcji i podnosi
standard życia. Tak było w innych krajach, a na dłuższą metę tak będzie w całym
obszarze euro. Wspólna waluta zwiększa jego konkurencyjność wobec takich potęg,
jak USA, z jednej strony, czy Chiny, z drugiej.
Jeśli ktoś przywołuje
przykład któregoś z krajów euro i porównuje jego niższą dynamikę w porównaniu na
przykład z Wielką Brytanią czy Danią, to nie odróżnia przyczyn takiej sytuacji.
Gdyby nie było euro, to w krajach, które je wprowadziły, tempo wzrostu produkcji
byłoby niższe, gdyż jej koszty byłyby relatywnie wyższe.
Pozostanie teraz poza obszarem euro to byłby pomysł równie "znakomity", jak
zrezygnowanie w ogóle z wejścia do Unii Europejskiej kilka lat temu. Są jeszcze
rozsądni ludzie, którzy wątpią w sensowność, w społeczną i ekonomiczną
opłacalność tej integracji?
dertof, inwestycje:
Witam. W jakiej walucie należy gromadzić majątek mając na względzie wejście
do strefy euro? I dlaczego w tej, a nie innej?
Cóż,
odpowiedziałem już na to pytanie. Bil Gates gromadzi w USD. Czy nie wie, co
robi? Dlaczego nie przerzucił się na złote do czasu, gdy nasz pieniądz szedł z
ponad 4 złotych za dolara do niewiele ponad 2? Mógł przecież lekką ręką zarobić
ponad 100 procent na czysto, bez mordowania się z wciskaniem nam tych kolejnych
wersji .0 WINDOWS... Woli jednak "trzymać" w dolarach. I wie co robi.
A tak na serio, to zależy, kto ma ile tegoż "majątku" do zgromadzenia.
To zależy też od tego, czy ktoś ma duszę spekulanta-ryzykanta, czy też chce spać
spokojnie. Patrząc zaś do przodu, na wejście do euro, należy poczynić założenia,
przy jakim kursie tam wejdziemy. Jeśli po 4 złote – co na długą metę dużo
korzystniejsze dla polskiej gospodarki i społeczeństwa – to lepiej kupić euro
dzisiaj po 3,75, niż potem wymieniać je po 4. Jeśli natomiast górę wezmą złe
koncepcje teoretyczne i nie nasze interesy ekonomiczne (na co się, niestety,
zanosi) i wchodzić będziemy do obszaru euro przy kursie 3,20 za euro, to należy
oszczędzać w złotych.
Ja nie wiem, jak będzie, ja wiem, co od czego zależy.
I wiem – i radzę tym, co pytają – co czynić, by było lepiej.
Stratus, Start:
Gdyby miał Pan "wolną rękę" , co by Pan zmienił w polskiej gospodarce
?
Kolejne tzw. dobre pytanie. Otóż napisałbym –
i wdrożył pro publico bono – nową Strategię dla Polski. Nową, bo tamta z lat
1994-97 i 2002-03 zasadniczo, i to z nawiązką!, została zrealizowana, ale przede
wszystkim dlatego, że przychodzi nam działać w nowych warunkach. Jesteśmy w Unii
Europejskiej, wchodzimy do euro, toczy się globalizacja, rozlewają się fale
kryzysu finansowego i gospodarczego. Inna jest także – lepsza, bardziej dojrzała
– przedsiębiorczość i samorządność. Strategia dla Polski 2.0 nadal wszakże
ogniskowałaby się na czterech filarach:
- szybki wzrost;
-
sprawiedliwy podział;
- skuteczne Państwo;
- korzystna
integracja.
Dla stworzenie takiego kompleksowego i nowoczesnego, a zarazem
postępowego programu długofalowego zrównoważonego rozwoju
społeczno-gospodarczego oparłbym się na zaprezentowanej w "Wędrującym świecie"
koincydencji teorii rozwoju i nowym pragmatyzmie (s. 315-332, rodz. VIII pt.
"Koincydencji teoria rozwoju i nowy pragmatyzm, czyli od czego zależy wzrost
produkcji i rozwój gospodarczy i co robić, aby było lepiej"). Osadziłbym
ekspansję w większym stopniu na gospodarce opartej na wiedzy, ale na wiedzy
także oparłbym politykę. Nade wszystko zaś działałbym kompleksowo, bo tego
najbardziej w uprawianej polityce brakuje.
Marcin, giełda:
Kiedy przewiduje Pan polepszenie na GPW?
Od nowego semestru.
Tomasz, czemu akurat 4 zł/ euro:
zdaje sobie Pan sprawę ,że nasz "przemysł" to w zasadzie montownie, obecne
ceny krajowe np. produktów spożywczych są niejednokrotnie wyższe niż za miedzą,
nie wspominam już o cenach artykułów przemysłowych. Przy proponowanej przez Pana
relacji zł/euro, będziemy normalnie biedakami przeciętna płaca oscyluje w
okolicach 3000 zł, a więc 750 euro. Lepiej w
najbliższym czasie tzn. 10 lat
nie przystępować to tego towarzystwa C.
Już wyjaśniłem.
Od biedy (abstrahując od polityki i od
przyzwoitości, no bo przecież podpisaliśmy Traktat w Atenach, w czym
uczestniczyłem, a społeczeństwo zaakceptowało go, łącznie z zapisem o przyjęciu
euro, w narodowym referendum w czerwcu 2003 roku) moglibyśmy "nie przystępować
to tego towarzystwa", ale miałoby to tylko sens, gdybyśmy w tym czasie
posługiwali się aktywnie polityką kursową jako instrumentem kształtowania
proeksportowej struktury produkcji. Wymagałoby to, z jednej strony, odejścia od
niezależności NBP od rządu, z drugiej zaś uzgodnień z Komisją Europejską. W
normalnych warunkach ani jedno, ani drugie nie wchodzi praktycznie w
rachubę.
W takiej sytuacji lepiej, by nasz bank centralny – nasz, to znaczy
emitujący także nasze, bo już wspólne europejskie pieniądze – był we Frankfurcie
niż w Warszawie, a to dlatego, że w Europejski Bank Centralny popełnia
zdecydowania mniej błędów w polityce pieniężnej niż Narodowy Bank Polski.
Dlatego radzę raz jeszcze: przystępujmy do tego towarzystwa, ale przy kursie
wymiany korzystnym dla Polski.
Jozek: oderwanie GPW od DJ czy Nasdaq
Czy nie uważa Pan, że w niedalekiej przyszłości powiązania pomiędzy rynkami USA i EU oraz emerging markets będą o wiele mniej skorelowane? Czy wojny i inflacja nie pogrzebią gospodarki USA do końca ?
Nie sądzę. Raczej nadal będzie występowała korelacja, którą
pokazałem już wcześniej, pisząc o skali załamania na poszczególnych rynkach.
Niedługo, w jednych przypadkach po kilku już miesiącach, gdzie indziej dopiero
po kilku kwartałach, notowania ruszą w górę. Ale to racja, że pomimo
postępującej na dłuższą metę globalizacji synchronizacja wahań pomiędzy krajami
bogatymi i tymi emancypującymi się (jak wolę je nazywać, miast dać się zwodzić
terminowi "wyłaniające się rynki") nie musi mieć miejsca. W skali świata
działają różne siły, tendencje i kontrtendencje, co może powodować wzrost
notowań na jednych rynkach, podczas gdy spadać mogą one na innych. Tak już
bywało i będzie. Ale współzależności występujące w skali gospodarki światowej
będą z czasem coraz silniejsze.
Co zaś do Stanów Zjednoczonych, to –
choć pokazuję w "Wędrującym świecie" www.wedrujacyswiat.pl, dlaczego teraz już
nieodzownie muszą stracić swoją hegemonistyczną w świecie pozycję – "wojny i
inflacja nie pogrzebią gospodarki USA do końca". To potężny kraj, który na
dodatek wybrał na swego prezydenta właściwego człowieka. W tym też można
pokładać racjonalną nadzieję, że neoliberalizm zacznie też szybciej znikać z
amerykańskiej polityki, że unowocześnione zostaną amerykańskie i światowe
instytucje wolnej gospodarki rynkowej, że zmianom podlegać będą także
amerykańskie wartości, ewoluując nieco bardziej w kierunku "być" niż "mieć".
USA sobie poradzą, świat może być lepszy, a my róbmy swoje.
Najważniejsze, by wiedzieć co i jak, a więc by z sensem wędrować do
przodu.