Więcej rozmów z lewicą nie będzie — deklaruje stanowczo Zbigniew Chlebowski, twierdząc, że Platforma doszła już do granic kompromisu. Długo nie szła. Szef klubu PO chce, by prezydenckie weto było głosowane na rozpoczynającym się dzisiaj posiedzeniu Sejmu. Wygląda to jak chęć skrócenia męki agonii. Bo w odrzucenie weta nie wierzy chyba nikt.
Dla Platformy Obywatelskiej porażka w sprawie ustawy medialnej jest tylko
prestiżowa. Nic nie wskazuje na to, by ta formacja miała spójny pomysł na tzw.
publiczne media. Prezydent Lech Kaczyński swoim wetem zrobił rządzącej partii
przysługę — będzie ona mogła powiedzieć, że chciała odpolitycznić publiczne z
nazwy media (w jaki sposób miałoby się to dokonać dzięki zawetowanej ustawie —
nie wiadomo), ale prezydent nie pozwolił. Nadal będzie można ponarzekać na
prezesów TVP i PR (na własnych by nie wypadało). Jednocześnie koalicja nie
narazi się na krytykę funkcjonowania w praktyce co bardziej kontrowersyjnych
zapisów z ustawy. A przy okazji będzie można politycznym rywalom z PiS wypomnieć
współpracę z lewicą. Same korzyści.
Odpolitycznienie mediów i uczynienie ich publicznymi, w dobrym tego słowa
znaczeniu, okazało się jedynie poręcznym hasłem na czas kampanii wyborczej.
Podobnie jak reforma finansów publicznych, ustawa o wolności gospodarczej lub
parę innych drobiazgów. W nieustającym pojedynku z PiS, Platforma zbierze być
może parę punktów. Każdej władzy przyda się chłopiec do bicia, a TVP w obecnym
kształcie jest do tego wręcz idealna. A że dostaje w skórę nie za to, za co
powinna (bo głównym problemem tej instytucji nie jest krytyka tej czy innej
partii w programach informacyjnych, ale przewaga komercji nad misją)? Cóż,
polityka. Cała nadzieja w tzw. dużej ustawie medialnej, którą przygotowuje
minister kultury. Ale po „małym” projekcie trudno być optymistą.