Deficyt na poziomie 18,2 mld złotych wygląda wspaniale, ale ów blask może zblednąć, gdy porównamy go z faktycznym wykonaniem tegorocznego budżetu. Bo wiele wskazuje, że i w tym roku deficyt będzie znacznie niższy niż założone 27 mld zł. W tym kontekście twierdzenie ministra finansów Jacka Rostowskiego, że obniżenie deficytu to dowód na „daleko posuniętą reformę finansów publicznych” nadaje się raczej do wielkiej księgi polskiego humoru. Wynikało by z tego, że reforma finansów „robi się sama”.
Założenia wyglądają obiecująco — można się spierać o poszczególne wskaźniki (np. inflację), ale są realne i nie zwiastują katastrofy. Mimo to pozostawiają poczucie niedosytu. Bo można liczyć na kolejny ledwie poprawny budżet. A potrzebujemy czegoś więcej, by utrzymać wysokie tempo wzrostu.
Adam Sofuł, [email protected]