Kampania odbywa się według schematu „Prawo i Sprawiedliwość kontra reszta
świata” — skądinąd to PiS skutecznie zaproponowało taki model debaty. Dlatego w
telewizyjnych reklamówkach będących połączeniem filmu gangsterskiego z kinem
moralnego niepokoju PiS straszy swoim odejściem od władzy i powrotem
skorumpowanych biznesmenów i polityków oraz elit nierozumiejących prostego
człowieka, a PO straszy PiS-em, by po chwili uspokajać odbiorców wizją
wyłaniających się ze światłości Donalda Tuska lub Julii Pitery. W grze o władze
wszystkie chwyty dozwolone, więc w telewizyjnym serialu wyborczym wiele jeszcze
przed nami.
Programów wyborczych nikt nie czyta — twierdzą zgodnie sztabowcy
wszystkich ugrupowań. Pewnie słusznie. Taktyka gry na emocjach wyborców jest
skuteczniejsza. Wieczorem 21 października urny wyborcze zostaną zamknięte i gra
na emocjach już nie wystarczy. Niewiele wskazuje na to, by partie —
zaabsorbowane kręceniem kolejnych reklamówek i wykupywaniem powierzchni
reklamowych — miały plany działania po wyborach.