Komentarz Adama Sofuła: Podatek Belki jest nie do zniesienia

Adam Sofuł
opublikowano: 2008-02-28 08:31

Odżył spór o tzw. podatek Belki. Prawo i Sprawiedliwość domaga się jego zniesienia, bo przez dwa lata swoich rządów nie zdążyło. Lewica i Demokraci domagają się modyfikacji podatku, chociaż gdy rządzili jako SLD akurat ten podatek wprowadzali i mogli wówczas pomyśleć, by wprowadzić dobre uregulowania, które nie wymagałyby modyfikacji. Rządząca obecnie partia na razie myśli nad problemem. Bo chciałaby, ale się boi.


Gdy politycy zaczynają dyskusje podatkowe, nieszczęście wisi w powietrzu. Bo pojawiają się pomysły, by podatek Belki znieść tylko troszeczkę. To znaczy podatek miałby być zniesiony od lokat bankowych, utrzymany w stosunku do zysków z giełdy. W imię sprawiedliwości społecznej, rzecz jasna. Bo jakże to możliwe — dziwią się politycy — by emeryt płacił podatek tak jak giełdowe rekiny. Argument absurdalny, bo o oszczędnościach emerytów można było pomyśleć, wprowadzając podatek. A warto przypomnieć, że na giełdzie inwestują nie tylko rekiny, ale też płotki. Można odwrócić problem — czy sprawiedliwe będzie, gdy jakiś oligarcha (modne ostatnio słowo) złoży na bankowej lokacie kilkaset milionów i będzie żył z odsetek (bez podatku), a ciułacz zarabiający grosze na funduszu inwestycyjnym będzie podatek płacił? Oczywiście politycy w takim przypadku wymyślą, że podatek Belki powinien być progresywny. I wprowadzą ulgi prorodzinne. Będzie sprawiedliwie.


Wojna o podatek Belki trwa już ładnych kilka lat i jak dotąd nie przyniosła rezultatu. Nic też nie wskazuje na to, by została szybko rozstrzygnięta. Pochłania za to czas i energię, które mogłyby być spożytkowane na poważną dyskusję o kompleksowej reformie systemu podatkowego, a nie o wycinkowych, doraźnych rozwiązaniach. Jedyny pożytek z obecnej dyskusji o podatku Belki jest taki, że pokazuje ona dobitnie, jak politycy traktują podatki. Instrumentalnie. Nie chodzi w niej o podatników, lecz o pognębienie politycznych rywali. Dlatego ten podatek nie zostanie zniesiony. Za parę lat znów będą wybory. I znowu będzie można obiecać jego zniesienie.