Politycy brylowali w tym czasie na konferencjach prasowych. Wystarczyło, że wystąpili przed kamerami. Wystąpienie z trybuny sejmowej czy chociażby przysłuchiwanie się dyskusji większość z nich uznała za zbyteczne. Politykę wszak robi się w studiu telewizyjnym, a nie na sali sejmowej.
Posłowie zaraz zaprotestują, że nawet jak ich nie ma na sali plenarnej,
to też ciężko pracują dla narodu. I to prawda — także wczoraj odbyło się
posiedzenie sejmowej komisji regulaminowej, gdzie trwała zażarta dyskusja, czy
na sejmowym basenie trzeba zamontować monitoring kamer, czy wystarczą ratownicy.
Rozpatrywano też ważką kwestię, czy w sejmowej kaplicy należy zamontować
klimatyzację. Posłowie będą podnosić argument, że mogą śledzić debatę w
telewizji i nie uronią z niej ani słowa (może ktoś uwierzy), a kluby delegują
posłów do dyskusji, więc debata na temat systemu ochrony zdrowia się odbyła. Nie
powinno być więc powodu do narzekań.
Pusta sala sejmowa podczas jednej z ważniejszych debat w tej kadencji to
może być objaw lekceważenia wyborców. Ale może to być również czysty pragmatyzm
— debat nie odbywa się już wszak po to, by wymienić poglądy, a nawet się
pospierać. Wszystko jest jasne przed debatą — skoro projekt zgłosiła PO, to PiS
w ciemno będzie przeciw (i na odwrót). Debata to tylko zbędny rytuał, w którym
posłowie są zbyteczni. A skoro tak, to może posłowie pójdą dalej w swoim
zamiłowaniu do telepracy. Występować przed kamerami mogą wszak w siedzibach
telewizji, a oglądać swoje telewizyjne wyczyny w domowych pieleszach. Gmach na
Wiejskiej można wynająć i czerpać z tego pokaźne zyski. Tylko od czasu do czasu
trzeba będzie wynająć salkę, by w burzliwej dyskusji uzgodnić kolor wzorku na
ręcznikach w hotelu sejmowym.