W poprzedniej kadencji parlamentu Platforma Obywatelska była gotowa
umierać za niezależność banku centralnego. Dziś premier chce polemizować z
personalnymi decyzjami prezesa NBP — chociaż trzeba uczynić zastrzeżenie, że
zdaniem większość konstytucjonalistów, ma do tego prawo. Z drugiej strony można
wspomnieć nieco starsze dzieje, gdy Witold Koziński pełnił funkcję wiceprezesa
NBP. Wówczas środowisko, z którego wywodzi się prezydent i prezes NBP, widziało
w nim niemal uosobienie postkomunistycznego układu w bankach.
Sprawa obsady wiceprezesa NBP pokazuje również niedojrzałość głównych
aktorów życia publicznego. Wydawałoby się, że w sprawie obsady tak ważnego
stanowiska można było — niezależnie od politycznych różnic i osobistych urazów —
pokusić się o poufne konsultacje czy sondażowe rozmowy. Wówczas można się było
dowiedzieć, czy dany kandydat ma szansę na akceptację wszystkich
zainteresowanych, spróbować wyjaśnić ewentualne zastrzeżenia. Ale tu już od
dawna nie chodzi o wybór dobrego kandydata, tylko o postawienie na swoim i
upokorzenie politycznych konkurentów. Dlatego zamiast poufnych uzgodnień
politycy wolą iść na wojnę. Którą z reguły wszyscy przegrywają.
Adam Sofuł