Komentarz Adama Sofuła: Suma wszystkich błędów

Adam Sofuł
01-10-2008, 07:59

George W. Bush kończy swoją prezydenturę mocnym akcentem. Tak mocnym, że aż światowe rynki finansowe drżą w posadach.

Na finiszu swojej prezydentury musi stawić czoła najpoważniejszemu kryzysowi finansowemu od lat. I ponosi spektakularną porażkę, gdy proponowany przez jego administrację plan ratowania rynku finansowego zostaje odrzucony przez własne zaplecze w Kongresie. Bo o porażce planu Paulsona zdecydowali republikańscy kongresmani. Apele prezydenta pozostały bez echa. Przynajmniej na razie, bo wiele wskazuje na to, że w ciągu najbliższych dni jakaś wersja planu ratunkowego zostanie jednak przyjęta. Prestiżowa porażka G. W. Busha jest jednak faktem. Nie pierwsza i nie ostatnia.

Gdy George W. Bush wkraczał po raz pierwszy do Gabinetu Owalnego, Stany Zjednoczone miały ponad 100 mld dolarów nadwyżki budżetowej. Po ośmiu latach zostawia swojemu następcy ponad 400 mld dolarów deficytu, a przyjęcie planu ratunkowego Paulsona tę astronomiczną kwotę mogłoby jeszcze zwiększyć. To prawda, że Ameryka od dziesięcioleci żyje na kredyt. Ba, kredyt jest tym, co napędza amerykańską gospodarkę, tym razem jednak silnik się zatarł. Wojna w Iraku, która obniżyła polityczną wiarygodność obecnej administracji okazała się zbyt kosztowna również dla finansów państwa, zwłaszcza przy braku dyscypliny budżetowej. A tej administracji Busha brakowało. Mniejszy deficyt nie zapobiegłby wprawdzie kryzysowi finansowemu, ale sprawiłby, że byłby on mniejszym zagrożeniem dla gospodarki.

Wczoraj prezydent USA zapowiadał walkę o plan ratunkowy, twierdząc, że "znajdujemy się w krytycznym dla naszej gospodarki momencie", i brzmiałoby to zapewne stanowczo, gdyby nie to, że ledwie dwa tygodnie wcześniej Bush miał nadzieję, że "w dłuższej perspektywie nasze rynki kapitałowe wykażą elastyczność i odporność niezbędną do poradzenia sobie z korektami". Wcześniejsze działania administracji też trudno nazwać konsekwentnymi — najpierw ratowanie Fannie Mae i Freddie Mac (które, przypomnijmy, miało oddalić widmo załamania), potem odmowa pomocy dla Lehman Brothers, by następnego dnia wspomóc AIG. Nie sprawiało to wrażenia przemyślanej strategii i w rezultacie już na starcie podkopało zaufanie do planu Paulsona. Bo skoro wcześniej administracja miotała się od ściany do ściany, to nie ma żadnej gwarancji, że plan okaże się skuteczny. Plan ratunkowy, który miał przywrócić zaufanie do rynku, sam stał się ofiarą braku zaufania do poczynań administracji i przedwyborczych politycznych rozgrywek.

Łatwo z perspektywy czasu krytykować zaniechania polityków i finansistów. Trudno wskazać konkretną decyzję, która legła u podstaw obecnego kryzysu. Nawet koszty wojny w Iraku byłyby do przełknięcia, gdyby nie nałożyły się inne czynniki. G. W. Bush chciał przejść do historii jako przywódca supermocarstwa gospodarczego, który na dodatek zaprowadził demokrację na Bliskim Wschodzie. Będzie natomiast kojarzony z wielkim kryzysem i rozpoczęciem długiej i wątpliwej wojny (którą nie on zakończy). Zbyt wiele czynników zlekceważył, zbyt wiele błędów popełnił. Kryzys był dotychczas nauczką dla finansistów. Może być jednak kształcący i dla polityków.

Adam Sofuł

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Inne / Komentarz Adama Sofuła: Suma wszystkich błędów