Następnego dnia wpadnie do Dublina, żeby na miejscu się rozeznać, czemu Irlandczycy odrzucili traktat z Lizbony i jakie szanse miałoby powtórne referendum. W niedzielę 13 lipca zaś, w wigilię 219. rocznicy zburzenia Bastylii, sprasza do Paryża kilkudziesięciu przywódców na szczyt założycielski Unii dla Środziemnomorza — przynajmniej taki założył cel owego zjazdu.
To mocne uderzenie Sarkozy’ego powszechnie postrzegane jest jako ucieczka
od nabrzmiewających problemów wewnętrznych, z którymi prezydent zdecydowanie nie
może sobie poradzić. Przy okazji wraca pytanie o charakter rotacyjnego
przewodnictwa UE. W pierwotnym założeniu była to funkcja czysto techniczna,
dowartościowująca prezydentów i premierów głównie protokolarnie. Jednak ambicje
klasy politycznej okazały się większe i już od dawna przewodnictwa startują z
fanfarami i bogatymi programami. Notabene im głośniejsze owe fanfary, tym
cichsze potem zakończenie, pozwalające uniknąć rozliczenia z niezrealizowanych
zamierzeń. Z tego punktu widzenia najbardziej pożyteczne dla UE jest
przewodnictwo małych państw, takich jak Słowenia, a nie potentatów — jak w
zeszłym roku Niemiec czy od dzisiaj Francji.
Do francuskich priorytetów będzie okazja jeszcze wracać. Dla Polski
najważniejsza jest wspólna polityka rolna — w tym obszarze bezwzględnie trzymamy
z Francją sztamę, ale w wielu innych niekoniecznie. Na razie ciekawie zapowiada
się prestiżowa rozgrywka między epizodycznym przewodniczącym Nicolasem Sarkozym
a stałym przewodniczącym Jose Manuelem Barroso i generalnie Komisją Europejską.
Powyższe zdjęcie przypomina, że przy rondzie Schumana w Brukseli stoją
naprzeciwko siebie dwa gmachy. W Berlaymont urzęduje ponadnarodowa Komisja
Europejska, z grubsza zajmująca się wydawaniem wspólnych pieniędzy. Natomiast
gmach Justus Lipsius jest emanacją interesów poszczególnych państw
członkowskich, wpłacających i korzystających ze wspólnego budżetu. To tam
odbywają się cykliczne szczyty Rady Europejskiej i gdy zjeżdżają się szefowie
państw i rządów — to ten budynek przez dwa dni jest absolutnie priorytetowy.
Ambitny Sarkozy przez pół roku będzie dawał wszystkim — także partnerom
zewnętrznym — do zrozumienia, że szefem całej UE jest właśnie on, KE zaś tylko
organem wykonawczym, niemal usługowym. Nie wiadomo, jaki Unia będzie miała z
tego pożytek, ale zapożyczony od Jurka Owsiaka tytuł komentarza jest zasadny.
Jacek Zalewski