Komentarz Jacka Zalewskiego: Będzie się działo

Jacek Zalewski
opublikowano: 2008-07-01 08:22

Dzisiaj o północy iluminacją wieży Eiffla w unijnych barwach Francja rozpoczęła półroczne przewodnictwo Unii Europejskiej. Urzędowa inauguracja odbędzie się w brukselskiej siedzibie Komisji Europejskiej. Francuskie priorytety są znane od dawna, ale prezydent Nicolas Sarkozy formalnie przedstawi je dopiero 10 lipca Parlamentowi Europejskiemu w Strasburgu.

Następnego dnia wpadnie do Dublina, żeby na miejscu się rozeznać, czemu Irlandczycy odrzucili traktat z Lizbony i jakie szanse miałoby powtórne referendum. W niedzielę 13 lipca zaś, w wigilię 219. rocznicy zburzenia Bastylii, sprasza do Paryża kilkudziesięciu przywódców na szczyt założycielski Unii dla Środziemnomorza — przynajmniej taki założył cel owego zjazdu.


To mocne uderzenie Sarkozy’ego powszechnie postrzegane jest jako ucieczka od nabrzmiewających problemów wewnętrznych, z którymi prezydent zdecydowanie nie może sobie poradzić. Przy okazji wraca pytanie o charakter rotacyjnego przewodnictwa UE. W pierwotnym założeniu była to funkcja czysto techniczna, dowartościowująca prezydentów i premierów głównie protokolarnie. Jednak ambicje klasy politycznej okazały się większe i już od dawna przewodnictwa startują z fanfarami i bogatymi programami. Notabene im głośniejsze owe fanfary, tym cichsze potem zakończenie, pozwalające uniknąć rozliczenia z niezrealizowanych zamierzeń. Z tego punktu widzenia najbardziej pożyteczne dla UE jest przewodnictwo małych państw, takich jak Słowenia, a nie potentatów — jak w zeszłym roku Niemiec czy od dzisiaj Francji.


Do francuskich priorytetów będzie okazja jeszcze wracać. Dla Polski najważniejsza jest wspólna polityka rolna — w tym obszarze bezwzględnie trzymamy z Francją sztamę, ale w wielu innych niekoniecznie. Na razie ciekawie zapowiada się prestiżowa rozgrywka między epizodycznym przewodniczącym Nicolasem Sarkozym a stałym przewodniczącym Jose Manuelem Barroso i generalnie Komisją Europejską.


Powyższe zdjęcie przypomina, że przy rondzie Schumana w Brukseli stoją naprzeciwko siebie dwa gmachy. W Berlaymont urzęduje ponadnarodowa Komisja Europejska, z grubsza zajmująca się wydawaniem wspólnych pieniędzy. Natomiast gmach Justus Lipsius jest emanacją interesów poszczególnych państw członkowskich, wpłacających i korzystających ze wspólnego budżetu. To tam odbywają się cykliczne szczyty Rady Europejskiej i gdy zjeżdżają się szefowie państw i rządów — to ten budynek przez dwa dni jest absolutnie priorytetowy. Ambitny Sarkozy przez pół roku będzie dawał wszystkim — także partnerom zewnętrznym — do zrozumienia, że szefem całej UE jest właśnie on, KE zaś tylko organem wykonawczym, niemal usługowym. Nie wiadomo, jaki Unia będzie miała z tego pożytek, ale zapożyczony od Jurka Owsiaka tytuł komentarza jest zasadny.

Jacek Zalewski