Komentarz Jacka Zalewskiego: Wątki gospodarcze będą na peryferiach

Jacek Zalewski
opublikowano: 2010-03-24 09:48

Gdyby niedzielny występ kandydatów PO na prezydenta RP porównać do trzęsienia ziemi, to w tym tygodniu notujemy wstrząsy wtórne — w postaci kolejnych prezentacji, komentarzy, sondaży i wreszcie partyjnego głosowania. Takie porównanie miałoby jednak sens tylko wtedy, gdyby naprawdę zdarzyło się trzęsienie ziemi, nie zaś wypływ słownej magmy.

Niedzielna debata była sygnałem, że w tegorocznej kampanii prezydenckiej wątki gospodarcze będą na peryferiach. I nie ma sensu nad tym lamentować, albowiem tak wskazuje duch i litera Konstytucji RP. Przecież uprawnienia głowy państwa w obszarze gospodarki są zminimalizowane. Tzw. domieszka prezydencka istotna jest tylko w obszarze finansów i sprowadza się do: wystawiania kandydata na prezesa NBP, powoływania trzech członków Rady Polityki Pieniężnej oraz hipotetycznego karania parlamentu za spóźnienie budżetu. W innych kwestiach gospodarczych rola prezydenta ogranicza się wyłącznie do wetowania ustaw. To wskazówka, o co naprawdę warto pytać kandydatów.

Folklorem przedwstępnej fazy kampanii stało się żądanie Tomasza Nałęcza, aby debata kandydatów lewicowych — czyli jego samego, Jerzego Szmajdzińskiego i… Andrzeja Olechowskiego — obowiązkowo była transmitowana przez TVP w takim wymiarze, jak widowisko PO. Ależ profesor Nałęcz nie musi żądać, zarówno stacja publiczna, jak i prywatne bez nakazu wrzuciłyby lewicową debatę na anteny. Tyle że do niej… nigdy nie dojdzie, albowiem pomysłodawca jest lekceważony przez wymienionych w jego wniosku rywali.