Komentarz Jacka Zalewskiego: Wschodząca panika

Jacek Zalewski
27-10-2008, 08:48

Gdyby liczba narad i deklaracji polityków przekładała się na nastroje rynków — o światowym kryzysie finansowym możnaby już mówić jako o zjawisku odchodzącym. W kraju trwają manewry przed wtorkową Radą Gabinetową, a dzisiaj dojdzie nawet do spotkania premiera Donalda Tuska z  "nadprezydentem" Jarosławem Kaczyńskim.

W Unii Europejskiej prezydent Nicolas Sarkozy nie może przeżyć, że w grudniu skończy przewodnictwo i chce stanąć na czele sformalizowanego Eurolandu — w tym celu 7 listopada zwołuje kolejny szczyt.

Niestety dla polityków — rynki reagują jak reagują. W miniony piątek, kilka godzin przed rozpoczęciem się w Pekinie szczytu ASEM 7 (Asia-Europe Meeting), wezbrała w Azji kolejna fala giełdowej paniki. Po kilku godzinach dotarła do Europy — dosłownie wtedy, gdy chiński szef komunistycznej partii i prezydent Hu Jintao witał kolejnych szefów państw i rządów UE wchodzących na obrady. Gdy zaś uczestnicy ASEM 7 zasiadali do obiadu — wlała się na giełdy amerykańskie. Ze względu na strefy czasowe, Azja stała się Krainą Wschodzącej Paniki. Kryzys rozpętały oczywiście Stany Zjednoczone, ale to azjatyckie nastroje decydują, czy dany dzień okazuje się czarny, czy optymistycznie zielony.

Imprezy takie jak ASEM 7 przebiegają według utartych schematów , ale jednak unijni przywódcy — wśród nich premier Donald Tusk — pierwszy raz znaleźli się w tak niezwykłej scenerii. Sesja plenarna obradowała w Wielkiej Hali Ludowej przy placu Tienanmen, w której normalnie zbiera się 3-tysięczny parlament — Ogólnochińskie Zgromadzenie Przedstawicieli Ludowych. Szefowie delegacji zostali wprowadzeni do prezydium w rytmie marsza, a reszta delegacji wypełniła — wraz z chińskim aktywem — gigantyczną halę i grzecznie siedziała z rękami na pulpitach. Taka sceneria podkreślała pozycję pojedynczego człowieka w cywilizacji azjatyckiej, a w specyficznej odmianie azjatyckiego komunizmu — w szczególności. Tematyka praw obywatelskich została w agendzie szczytu całkowicie pominięta, jednak pobyt w Pekinie dał stronie unijnej dużo do myślenia.

Z konkretów ASEM 7 wypada odnotować , że w kwestiach klimatycznych Polsce zdecydowanie bliżej do wschodzących rynków azjatyckich — w tym takich gigantów jak Chiny czy Indie — niż do twardego jądra UE. Potwierdziliśmy w Pekinie podobną filozofię: czystość ziemskiej atmosfery oczywiście jest ważna, ale na razie musimy ją podtruwać, ponieważ nasza energetyka i w ogóle gospodarka opiera się na węglu. Ci zaś, którzy bezkarnie truli przez tyle lat i dzięki temu dorobili się bardziej czystych technologii, nie mogą narzucać ekologicznego dyktatu państwom na dorobku.

Wracając zaś do kryzysu finansowego — przed rozpoczęciem się ASEM 7 zebrały się w Pekinie delegacje azjatyckie i postanowiły o stworzeniu specjalnego funduszu antykryzysowego, na razie wartości 80 mld USD. Była to odpowiedź na naciski Europy i Ameryki, żeby państwa Azji także coś zrobiły w sposób bardziej zorganizowany, bo ich bierność dezawuuje wszelkie plany ratunkowe. Azjatycki fundusz realnie zacznie funkcjonować od 2009 r. W poniedziałek rano już będzie wiadomo, jak inicjatywa polityków została odebrana — i czy w ogóle zauważona — na parkietach w Tokio, Singapurze i Hongkongu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Świat / Komentarz Jacka Zalewskiego: Wschodząca panika