Komentarz Piotra Kuczyńskiego: Citigroup znowu w centrum uwagi

Xelion
03-12-2007, 09:39

W piątek rynkami kierowały dwa wydarzenia. Po pierwsze Dell bardzo rozczarował opublikowanymi po sesji wynikami kwartalnymi. Po drugie Ben Bernanke po czwartkowej sesji w USA praktycznie zapowiedział obniżkę stóp. Powiedział m.in., że Fed dostrzega ponowne pogorszenie warunków na rynku kredytowym, które może wyraźniej niż oczekiwał spowolnić gospodarkę.

Stwierdził też, że sytuacja odbiega od normy, a Fed musi być "czujny i elastyczny". Potwierdził tymi wypowiedziami to, co wcześniej mówił David Kohn, wiceprzewodniczący Fed. Rynki są w takiej fazie, że nie działają żadne złe informacje, a wszyscy kupują akcje "bo FOMC obniży stopy", więc nic dziwnego, że indeksy giełdowe w Europie rosły.

Nie zaszkodziły "bykom" nawet słabe dane makro. Sprzedaż detaliczna w Niemczech wyraźnie spadła, pogorszyły się też nastroje w gospodarce. Najgorsze było to, że oczekiwana w listopadzie inflacja CPI w strefie euro wzrosła do 3 procent - sześcioletnie maksimum (oczekiwano 2,7 proc.). Jedynym pozytywem był większy niż oczekiwano wzrost PKB w trzecim kwartale (2,7 proc.). Zapowiedzi Bena Bernanke i wysoka inflacja w Unii powinny były doprowadzić do wzrostu kursu EUR/USD. Rzeczywiście rósł, ale bardzo ospale. Indeksy znowu wzrosły po prawie 1,5 procent.

W USA kontynuowane były w piątek trendy, które rozpoczęły się we wtorek. Ważne było tylko to, że kończy się miesiąc, rozpoczyna rajd św. Mikołaja, a Fed obniży stopy. Zdecydowanie zachowania rynków nie można wiązać z publikowanymi w piątek raportami makroekonomicznymi. Okazało się, że zarówno wydatki jak przychody wzrosły mniej niż tego oczekiwano (0,2 proc.) ponownie sygnalizując, że gospodarka słabnie. Po odjęciu inflacji realne przychody spadły. Jednak bazowy wskaźnik wydatków osobistych (PCE core) wzrósł dokładnie tak jak prognozowano o 0,2 proc. sygnalizując, że na razie nie widać presji inflacyjnej. Kolejne dane były nieco lepsze. W listopadzie gospodarka w regionie Chicago nieco się ożywiła. Oczekiwano, że indeks Chicago PMI minimalnie spadnie utrzymując się nad 50 pkt. (granica rozwoju i recesji), a tymczasem indeks wzrósł z 50,5 do 52,9 pkt. Indeks ten jest bardzo zmienny, więc trudno było oczekiwać mocnej reakcji graczy. Zlekceważono również dane o wydatkach ponoszonych na konstrukcje budowlane. Spadły one w październiku o 0,8 proc. (oczekiwano spadku o 0,2 proc. Fatalnie wyglądały wydatki na budowę prywatnych domów. Spadły po raz dwudziesty z rzędu (o 15,8 proc. w stosunku do zeszłego roku).

Rynki akcji, tak jak w poprzednich dniach, całkowicie te dane zlekceważyły. Skupiono się na tych samych informacjach, które miały wcześniej znaczenie dla Europejczyków. Dane makro połączone z wypowiedzią Bena Bernanke powinny były dolara osłabiać, ale powtórzyło się to, co widzieliśmy w poprzednich dniach. Kurs EUR/USD usiłował rosnąć, ale obóz byków była bardzo słaby, co widać było gołym okiem. Nic dziwnego, że realizacja zysków była kontynuowana. To jest według mnie normalna, techniczna korekta. Rynek zaszedł za szybko, za daleko i okazało się, że w sytuacji, kiedy kurs EUR/USD powinien dalej rosnąć nie miał już siły. Takie sytuacje się czasem zdarzają, ale nie zmienia to długoterminowych prognoz odnośnie dolara.

Ponieważ zachowanie rynku walutowego było (z fundamentalnego punktu widzenia) mało racjonalne to gracze na rynku surowców stracili busolę. Ropa taniała i to bardzo gwałtownie. Naprawa przez firmę Enbridge uszkodzonego rurociągu pozbawiła graczy pretekstu i cena ropy zaczęła spadać. Czy rzeczywiście to strach przed OPEC tak obniża ceny ropy, że powstaje formacja podwójnego szczytu, która zapowiada większe spadki? Jakoś w to wątpię. Taniało również złoto, którego wykres wygląda też bardzo kiepsko. Oba te surowce zachowują się tak, jakby gracze przewidywali spore umocnienie dolara. Jak się patrzy na ostatnie zachowanie kursu EUR/USD to można podejrzewać, że mają rację. Nie bardzo wiadomo jednak dlaczego drugi dzień z rzędu gwałtownie drożała miedź. Tłumaczono to spadkiem zapasów w Chinach, ale to mało prawdopodobny pretekst. Mówiono też, że to oczekiwane obniżki stóp w USA tak podnoszą cenę miedzi, ale to już był zupełny bezsens, bo dlaczego nie podnosiły ceny ropy? To była raczej jakaś gra na podniesienie wartości funduszy przed końcem roku.
 
Rynkowi akcji pomagały nie tylko wypowiedzi Bena Bernanke, ale również spadek ceny ropy. Dzięki temu zyskiwały sieci sprzedaży detalicznej. Dziwaczne było tylko to, że jak ropa drożała to spółki te wcale tak mocno nie traciły. Kolejny, pozytywny impuls dostał też sektor finansowy. Media poinformowały, że administracja Busha negocjuje z bankami umowę, która umożliwi sporej grupie kredytobiorców, którym w 2008 roku wygasają preferencyjne oprocentowania kredytów, przedłużenie tych preferencji. Po prostu kryzys odsuwa się na następny okres. O stanie nastrojów panujących na rynku świadczyło choćby to, że liderami wzrostów był właśnie sektor finansowy (i budowy domów!), mimo że telewizja CNBC poinformowała, że Morgan Stanley może w czwartym kwartale wpisać w straty nawet 5,7 mld USD.

Czy w tej sytuacji może dziwić, że indeksy znowu wzrosły (słabszy był NASDAQ, który spadł z powodu raportu Della)? Mowy już nawet nie ma o formacji podwójnego szczytu. Wiara w Fed i koniec roku prowadzi indeksy znowu do ataku na szczyty. Ile w tym racjonalności i fundamentów? Niewiele, ale na współczesnym rynku nie ma to najmniejszego znaczenia. Zobaczymy jak rynek przyjmie informację, która dotarła na rynek po sesji. Moody's Investors Service może obniżyć ratingi sześciu z siedmiu SIV (Structured Investment Vehicles), które podporządkowane są Citigroup. Zadłużenie SIV wynosi 130 mld USD. Aktywa wycenione na 64,9 mld USD straciły ostatnio około 60 procent, więc Moody's zmuszony był do obniżenia ratingu. O problemie SIV pisałem już kilka razy prognozując, że nie jest jeszcze przez rynki zdyskontowany. Zobaczymy, jak tę informację gracze przełkną. Jeśli bez problemu to rzeczywiście do 11.12 nic bykom nie zaszkodzi. Podobnie wniosek będzie można wyciągnąć, jeśli indeksy lekko spadną. Tylko bardzo duży spadek kazałby się zastanowić, czy nie wracamy do trendu spadkowego. Zakładam jednak, że przed posiedzeniem FOMC taki scenariusz jest niezwykle mało prawdopodobny.

Poniedziałek zaczniemy od danych o europejskiej i amerykańskiej produkcyjnej części sektora gospodarki. W obu przypadkach to zdecydowanie mniejsza część całości, ale gracze na te dane reagują. Jeśli pamięta się jednak o tym, że mamy początek miesiąca i koniec roku to należy zakładać, że te raporty dużego wpływu na rynki nieć nie będą. Z pewnością prawie całkowicie zostaną zlekceważone publikacje europejskich indeksów PMI. Być może zobaczymy jakąś reakcję na publikację amerykańskiego instytutu ISM. Od dłuższego czasu balansuje on na krawędzi recesji, więc duży spadek osłabiłby dolara i mógłby lekko przestraszyć graczy giełdowych. Jednak ten strach zostałby zmniejszony zwiększeniem prawdopodobieństwa obniżki stóp. Nieoczekiwany wzrost indeksu pomógłby zarówno dolarowi jak i akcjom.


Kolejna słaba sesja w Warszawie

W piątek złoty nadal się umacniał. Tym razem przed południem pomagał naszej walucie rosnący kurs EUR/USD. Widać też było, że wzmocnił naszą walutę raport o polskim PKB. Okazało się, że wzrósł on w trzecim kwartale aż o 6,4 procent (oczekiwano 5,9 procent.). Szczególnie cieszyć mógł wzrost inwestycji, ale obawiać się też należy, że spory udział w tym dobrym odczycie mógł mieć wzrost zapasów.

W drugiej części dnia sytuacja nieco się zmieniła, ale nie była to zmiana korzystna dla naszej gospodarki. Szybki spadek kursu EUR/USD doprowadził do kosmetycznego osłabienia złotego do dolara i całkiem sporego wzmocnienia do euro. Kurs EUR/PLN testuje wsparcie na wysokości 3,60 PLN - jeśli je przełamie to szybko ruszymy ku 3,50 USD. Siła złotego polegała na tym, że nie stracił do obu głównych walut w następstwie spadku EUR/USD. Na rynkach pojawił się znowu apetyt na ryzyko i stąd powrót pro-złotowych nastrojów. Jednak, jeśli kurs EUR/USD będzie nadal spadał (to całkiem możliwe) to dzisiaj nasza waluta trochę osłabnie. Kluczowym momentem będzie opublikowanie o 16.00 indeksu instytutu ISM.

GPW rozpoczęła piątek wzrostem indeksów, ale wielkiego przekonania do kupna akcji nie widziałem. Nic dziwnego, bo czwartkowa sesja, podczas której WIG20 doszedł szybko do dwuprocentowego wzrostu a zakończył ledwo drgnięciem, musiał mocno graczy zaniepokoić. Kolejny raz najlepiej zachowywał się sektor małych i średnich spółek. W tym też nie było nic dziwnego - im większe spadki tym mocniejsze odbicie. Jednak końcówka sesji była fatalna. Fixing zdjął z WIG20 prawie 35 pkt., czyli jeden punkt procentowy i sesja zakończyła się znowu kosmetycznym wzrostem tego indeksu. Niepokojące było to, że znacznie wzrósł obrót i bardzo słabo zachowały się banki (przede wszystkim Pekao i BZ WBK.

Po dwóch takich dziwnych sesjach gracze będą się już bali kupować akcje. Rynek jest bardzo słaby, ale nadal nie wiemy, czy to nie jest pułapka. Nie pozostaje nic innego jak sprawdzenie naszego rynku w boju. Nie zawsze to, co widzimy podczas kolejnych sesji jest prawdziwym stanem nastrojów. Kluczowe będzie zachowanie GPW, wtedy, kiedy w USA rozpocznie się korekta (być może już dzisiaj). Jeśli rynek jest tak słaby, jak na to wygląda to indeksy mocno spadną. Jeśli mocny, jak powinien być, to niespodziewanie mocno wzrosną. Zachowując bardzo dużą ostrożność trzeba pamiętać o tym, że WIG utworzył formację małego podwójnego dna (zapowiada zwyżki), a na oscylatorach pojawiały się sygnały kupna.

Piotr Kuczyński
Główny Analityk
Xelion. Doradcy Finansowi

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Xelion

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / Komentarz Piotra Kuczyńskiego: Citigroup znowu w centrum uwagi