Komentarz Piotra Kuczyńskiego: RGR nadal realna

Piotr Kuczyński
22-10-2010, 09:28

Czwartkowa sesja w USA cechowała się bardzo dużą zmiennością. Byki miały szansę, żeby utrwalić pozycje zdobyte w  środę, ale miały z tym duże kłopoty. Ich słabość nie wynikała ani z  publikowanych w czwartek raportów makro, ani z raportów kwartalnych spółek.

Dane makro wręcz sprzyjały bykom. Liczba nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych złożonych w ostatnim tygodniu spadła z 475 do 452 tys. (nieco niżej niż oczekiwano). Spadła też średnia 4-tygodniowa. Indeks Fed z Filadelfii wzrósł z –0,7 do 1 pkt. Oczekiwano wzrostu do poziomu 2 pkt., więc dane - oczywiście - genialne nie były, ale rynku nie straszyły, a jednocześnie zwiększały prawdopodobieństwo podjęcia przez Fed decyzji o pomocy gospodarce. Indeks wskaźników wyprzedających (LEI) (który moim zdaniem niczego nie wyprzedza) tak jak oczekiwano wzrósł o 0,3 proc.

Spójrzmy teraz na rynek akcji. Raporty kwartalne wielu spółek (m.in. Caterpillar, eBay, AT&T, UPS. McDonalds) było lepsze od oczekiwań. Szczególnie interesujący jest UPS, bo spółki kurierskie uznawane są za barometr gospodarki. Znowu jednak pojawił się czynnik, który towarzyszy temu sezonowi raportów kwartalnych - realizacja zysków. Wymyślano różne powody, żeby uzasadnić spadki cen akcji. Typowy jest Caterpillar. Dużo lepsze zyski i przychody, podniesiona prognoza na ten rok i spadek cen akcji. Wymyślono jakiś wydumany problem z marżami.

Indeksy na początku sesji rosły już prawie jeden procent i wtedy nastąpił zwrot. Powodów było kilka i pojawiły się równolegle. Przede wszystkim zawróciły i zaczęły tracić akcje spółek sektora bankowego. Powodem była, oczywiście, ciągle ta sama sprawa: problemy z dokumentacją kredytów hipotecznych. Poza tym, regulator (FHFA) poinformował, że Fannie Mae i Freddie Mac (przejęte przez państwo spółki zapewniające finansowanie kredytów hipotecznych) będą potrzebowały do roku 2013 dodatkowych 215 mld USD. Do tego dodały się spadki cen surowców i indeksy zawrócić musiały.

Byki się jednak nie poddały. Po ponad półprocentowym spadku indeksów byki przeprowadziły kontratak. Indeksy spokojnie rosły, kończąc dzień neutralnie. Sesja jednak ostrzega, że chęć do realizacji zysków rośnie, a sektor bankowy jest w bardzo złej formie. Powtarzam; w okolicach 2-3 listopada (może nieco przed, może po) oczekuję większej korekty. 
 
GPW rozpoczęła czwartkową sesję dosyć nerwowo. Indeksy rosły, ale szybko zmieniały kierunki. Po krótkim czasie WIG20 ustabilizował się na poziomie niewiele wyższym od środowego zamknięcia, z którego przed południem się wybił. Liderami były przede wszystkim banki, a potem również spółki surowcowe. Dużo słabiej zachowywał się rynek mniejszych spółek. Po tym wybiciu zapanował spokój. Potem, przed pobudką w USA, WIG20 powoli się osuwał. Nie miało to jednak nic wspólnego z sytuacją na innych giełdach, gdzie indeksy nadal rosły. Najbardziej szkodził indeksowi spadek ceny PZU (w oczekiwaniu na publikację słabych wyników po powodziach).

Po publikacji danych z amerykańskiego rynku pracy indeks znowu podskoczył, ale szybko powrócił do osuwania się, bo nasi gracze zauważyli, że inne rynki na dane nie reagują. Zanosiło się na zakończenie dnia kosmetycznym wzrostem, ale od czego jest fixing? Dodał 20 pkt., dzięki czemu WIG20 zyskał 38 pkt., czyli 1,46 proc. Sesja nie zmieniła układu technicznego. Owszem, WIG20 odsunął się od wsparcia, ale nadal możliwa jest utworzenie formacji RGR (jeśli indeks przełamie 2.600 pkt.).

Piotr Kuczyński
Główny analityk firmy Xelion Doradcy Finansowi

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Piotr Kuczyński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Świat / Komentarz Piotra Kuczyńskiego: RGR nadal realna