Komisja Europejska pod przewodnictwem Jose Manuela Barroso zapewne uzyska aprobatę Parlamentu Europejsiego w głosowaniu 18 listopada w Strasburgu. Potwierdzają to wypowiedzi rzeczników grup politycznych PE na piątkowej konferencji prasowej w Brukseli.
"Moja grupa życzy sobie, żeby Komisja Barroso uzyskała jak największe poparcie i żeby mogła rozpocząć pracę" - powiedział Robert Fitzhenry, rzecznik grupy chadecko-konserwatywnej, największego klubu politycznego w PE (268 posłów).
Jego zdaniem, przewidziane w poniedziałek i wtorek przesłuchania dwóch nowych komisarzy (Włocha Franco Frattiniego i Łotysza Andrisa Piebalgsa) oraz Węgra Laszlo Kovacsa (po zmianie jego teki z energii na podatki), musiałyby wypaść katastrofalnie, by grupa zagłosowała inaczej.
Fitzhenry przyznał, że chadecja żałuje, że rząd węgierski nie zmienił swego kandydata na komisarza, socjalisty Kovacsa, któremu wytknięto w czasie przesłuchań brak kompetencji i wiedzy. Europosłowie chadeccy z nowych krajów UE ostro krytykowali pozostawienie w Komisji - jak mówili - "komunisty Kovacsa", podczas gdy włoski chadek Rocco Buttiglione musiał odejść. Nie zdołali przekonać reszty do zagłosowania przeciw Komisji Barroso.
Także socjaliści, druga co do wielkości grupa w PE (200), zagłosują najpewniej za nową Komisją Barroso. Są usatysfakcjonowani, że nie ma w niej już konserwatywnego Włocha Rocco Buttiglionego. I w tym przypadku głosy krytykujące pozostawienie w Komisji jako kandydatki na komisarza ds. konkurencji Holenderki Neelie Kroes (krytykowanej za powiązania ze światem biznesu) nie zaważyły na stanowisku większości grupy.
Rzecznik socjalistów Tony Robinson zapowiedział jednak, że grupa zwróci się do Barroso, by po 6 miesiącach od rozpoczęcia kadencji, zdał sprawę eurodeputowanym ze sposobu wykonywania obowiązków przez panią Kroes.
Liberałowie i demokraci, trzecia co do wielkości grupa w PE (88), wydają się najbardziej podzieleni. Jednak krytykujący Kroes eurodeputowani francuscy i włoscy z tej grupy (w sumie nieco ponad 20 osób) raczej nie będą głosować przeciw, a jedynie wstrzymają się od głosu.
"Zieloni najpewniej zagłosują przeciw" - powiedział ich rzecznik Helmut Weixler. Jego zdaniem, zmiany przeprowadzone przez Barroso są niewystarczające. W Komisji pozostał Grek Stavros Dimas, według Weixlera "nie mający pojęcia o ochronie środowiska", za które ma odpowiadać w nowej Komisji.
Zieloni nie zadowoleni są także z Włocha Franco Frattiniego, bo to "on był autorem włoskiego prawa dającego Berlusconiemu pełny immunitet".
Przeciwko Komisji Barroso zagłosują też zapewne komuniści i eurosceptyczna grupa Niezależność i Demokracja (do której należy LPR).
W sumie trzy grupy, które zapowiadają głosowanie przeciw Komisji Barroso, dysponują razem tylko około 120 głosami w 732 osobowym Parlamencie Europejskim. Choć rzecznicy zastrzegali w piątek, że ostateczne decyzje zapadną po poniedziałkowych i wtorkowych przesłuchaniach, to los Komisji wydaje się więc przesądzony.
Jak powiedział PAP jeden z obserwatorów PE, "gra idzie dziś nie o to, czy Komisja przejdzie, ale jak duże uzyska poparcie". Wielu eurodeputowanym zależy, by nie było ono większe niż to, które uzyskała pięć lat temu Komisja Prodiego, i dlatego mogą "bezpiecznie" wstrzymać się od głosu.
Nowa Komisja rozpocznie pracę najprawdopodobniej już 22 listopada. Taką nadzieje wyraził sam Jose Barroso, w rozmowie z kilkoma dziennikarzami w środę, po zakończeniu spotkania grupy chadecko-konserwatywnej, w którym uczestniczył.
saf/