Komisja już passé, teraz referendum

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2023-06-18 20:00

Wehikuł, który w zamyśle obecnych władców miałby ich dowieźć do trzeciego zwycięstwa wyborczego, podskakuje na wybojach i wykonuje zwroty tak zaskakujące, że szeregowi posłowie PiS są całkiem skołowani.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Sztandarowym przykładem stały się losy głośnej już w Europie i Ameryce ustawy o utworzeniu w Polsce czerezwyczajnej (nadzwyczajnej, rusycyzm jest tutaj bardzo zasadny) komisji do spraw napiętnowania przed wyborami Donalda Tuska i generalnie opozycji. Taki jest jej prawdziwy sens, skryty pod nazwą „badania wpływów rosyjskich na bezpieczeństwo wewnętrzne RP w latach 2007-2022”. Okres wybrano nieprzypadkowo, podział przyszłych konkluzji na dwa etapy to oczywistość – Polska w ruinie i uzależnieniu od Rosji w czarnych latach 2007-2015 oraz świetlany rozwój 2015-2022. Dziewięcioosobowa czerezwyczajka o gigantycznych uprawnieniach to organ śledczy, prokuratura oraz sąd w jednym – ma mieć uprawnienia znacznie większe od zwyczajnej komisji śledczej Sejmu.

Speckomisja pierwszy raport miała ogłosić już 17 września, czyli w szczycie kampanii wyborczej. Zdarzyła się jednak rzecz zdumiewająca, nawet jak na standardy epoki tzw. dobrej zmiany. Otóż opublikowana ustawa od 31 maja niby istnieje w obiegu, ale jest martwa, jako że 16 czerwca władcy sami przeforsowali poprawki, które odsuwają o wiele tygodni ustalenie składu czerezwyczajki oraz rozpoczęcie jej prac. PiS kalendarzowo skapitulowało i wykreśliło termin 17 września jako obowiązkowy dla pierwszego raportu, uznając za już niemożliwe zdążenie z nim i wykorzystanie w najbliższej kampanii wyborczej. Projekt pilnej nowelizacji wniósł Andrzej Duda kilka dni po błyskawicznym podpisaniu wersji pierwotnej, gdy się zorientował, jak gruby skandal wywołała ona w instytucjach Unii Europejskiej oraz jak głośnym echem odbiła się w Stanach Zjednoczonych. Komentarz po podpisie ustawy zatytułowałem „Prezydent skreślił definitywnie KPO”, albowiem niekonstytucyjność czerezwyczajki wysadzała w powietrze wcześniejsze tzw. kamienie milowe w obszarze praworządności i zrywała długo negocjowane, bardzo trudne porozumienie rządowo-unijne. Notabene na razie trudno powiedzieć, czy błyskawicznie przeforsowana nowelizacja zwiększy szanse na unijne sfinansowanie naszego KPO.

Obiektywnie trzeba przyznać, że zostało wyeliminowanych kilka największych skandali wersji pierwotnej. Czerezwyczajka już nie będzie mogła kapturowym wyrokiem – ukrytym pod nazwą decyzji administracyjnej – np. cofnąć poświadczenie bezpieczeństwa czy orzec 10-letni zakaz dysponowania pieniędzmi publicznymi. Po nowelizacji jej wyrokowanie ograniczy się do skazywania na infamię polityczną i wizerunkową. Niezmiennie tropione w przeszłości ma być działanie „prowadzone metodami zarówno prawnie dozwolonymi, jak i bezprawnymi” – czyli z definicji chodzi o potępienie jednej ekipy przez inną za podejmowanie zgodnych z prawem decyzji, które tamta uważała za dobre, natomiast ta uważa za złe. Jedyną konstytucyjną drogą odstawienia jakichś „złych” np. od dysponowania pieniędzmi publicznymi może być wynik wyborów, a nie osąd jakiejś dziewiątki kolesiów.

Wobec plajty czerezwyczajki, PiS bardzo szybko przesiada się na nową lokomotywę wyborczą – referendum. Zapowiedziane zostało z zaskoczenia przez Jarosława Kaczyńskiego, tematem ma być problem imigrantów, zaś oczywistym – choć jeszcze niesprecyzowanym – terminem dzień wyborów, czyli niemal na pewno 15 października. Skuteczność dodania głosującym w celu wrzucenia do urny trzeciej kartki referendalnej, poza sejmową i senacką, rzeczywiście powinna być dla korzystnego dla PiS wyniku wyborów znacznie większa, niż pogmatwany wątek tropienia rosyjskich wpływów na polską klasę polityczną.

Jarosław Kaczyński pojawia się na mównicy Sejmu rzadko, zatem gdy już zabiera głos – na przykład oznajmiając o planie przeprowadzenia referendum – to cały rząd oraz klub PiS z wrażenia powstają. Fot. KS / Anna Strzyżak