Kompromis zawsze jest kwestionowany

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2022-06-08 20:00

W czwartek wczesnym popołudniem sfinalizuje się los istotnej nowelizacji ustawy o Sądzie Najwyższym (SN), która poza głównym ratio legis, bardzo ważnym dla polskiego systemu sądowego, ma w Brukseli odkorkować Krajowy Plan Odbudowy i Zwiększania Odporności (przyjęto skrót KPO).

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Sejmowa Komisja Sprawiedliwości i Praw Człowieka minimalną większością, ale pewnie zarekomendowała odrzucenie zdecydowanej większości poprawek Senatu, poza nielicznymi o charakterze jedynie technicznym. Oznacza to, że prezydent Andrzej Duda otrzyma ustawę do podpisu bez zbyt radykalnych zmian w stosunku do jego projektu, z którym natychmiast po wniesieniu pojechał 7 lutego pochwalić się w instytucjach Unii Europejskiej i zainicjować przełamywanie pata. Po ponad czterech miesiącach wymagane przekształcenie Izby Dyscyplinarnej SN – bo taka jest istota ustawy, wcale nie likwidacja – znajdzie się wreszcie w Dzienniku Ustaw, zatem będzie to chyba okazja do kolejnego pochwalenia się…

Ubiegłotygodniowa wizyta Ursuli von der Leyen potwierdziła jednak, że odblokowanie naszego KPO nie jest bezwarunkowe. Przewodnicząca Komisji Europejskiej (KE) wyraźnie podkreśliła wobec prezydenta i premiera, że wypłacenie Polsce ponad 35 mld EUR zasilających KPO musi być powiązane z rzeczywistym wdrożeniem ustawy. I ten warunek absolutnie nie zostanie rozmiękczony, zwłaszcza że kompromis z rządem PiS już został zaatakowany podczas debaty Parlamentu Europejskiego (PE). Istotne następstwa polityczne ma okoliczność, że KE przy podejmowaniu decyzji o warunkowym odblokowaniu naszego KPO absolutnie nie była jednomyślna, piątka ważnych i wpływowych komisarzy się nie zgodziła. Uzgodnione w formule kompromisu tzw. kamienie milowe część europosłów ocenia jako zbyt wyślizgane i możliwe do ominięcia przez polski rząd.

Przy tej okazji objawiła się w PE inicjatywa bardzo poważna w sferze deklaracji, natomiast kabaretowa w realizacji. Guy Verhofstadt, przewodniczący ekipy liberałów w grupie Odnowa Europy (trzeciej pod względem wielkości w PE), zainicjował zbieranie podpisów pod wnioskiem o… wotum nieufności wobec przewodniczącej KE. W razie przeforsowania przez PE oznaczałoby to zmianę całej KE. Aby wniosek o wotum nieufności został poddany pod głosowanie na sesji plenarnej, musiałby zostać podpisany przez co najmniej 10 proc. spośród 705 europosłów, czyli 71. Warunkiem jego uchwalenia byłoby zebranie co najmniej dwóch trzecich głosów na sesji plenarnej. Próg wysoki i niemożliwy do przeskoczenia, ale kabaretowość inicjatywy polega na tym, że zdecydowana większość Odnowy Europy uznała ją za irracjonalną, wręcz prywatną akcję trójki swoich członków. W każdym razie Stéphane Séjourné, bliski prezydentowi Emmanuelowi Macronowi francuski przewodniczący grupy, nie chce o niej słyszeć. Ale trzeba uwzględnić okoliczność, że będąca jej ważnym składnikiem międzynarodówka liberalna ALDE jednak wspiera wniosek o ewentualne odwoływanie KE, jeśli do Warszawy pieniądze popłyną przedwcześnie.

Ursula von den Leyen oczywiście jest bardzo silnie wspierana przez Europejską Partię Ludową. Ewentualne jej starcie z Odnową Europy w drugiej połowie kadencji 2019-24 jest wręcz niewyobrażalne, w PE trwają najróżniejsze spory, ale czegoś takiego od wielu lat nie grali. Zatem straszak wotum nieufności naładowany jest ślepakami, ale z polskiej perspektywy jedno jest pewne – wypłaty pieniędzy finansujących KPO nawet jesienią nie ruszą, jeśli KE uzna kompromis kamieni milowych za niewykonywany po polskiej stronie.

Przewodnicząca Roberta Metsola (na zdjęciu widoczna plecami) nie sądzi, by kiedykolwiek musiała poddawać pod głosowanie PE wniosku o wotum nieufności dla Ursuli von der Leyen, ale… Fot. PE / Mathieu Cugnot
Mathieu CUGNOT