Koń a sprawa Polska, czyli podatek liniowy

Kazimierz Krupa
opublikowano: 07-07-2003, 00:00

Zagadnienie: koń a sprawa Polska było już tematem tak wielu dysertacji naukowych i rozpraw, że grzechem byłoby dokładanie do tego czegokolwiek. Inna sprawa, że tylko koń był tam jednoznacznie zdefiniowany (w myśl najkrótszej definicji „Koń, jaki jest, każdy widzi”, którą możemy przeczytać w XVIII-wiecznej encyklopedii Benedykta Chmielowskiego „Nowe Ateny, czyli opisanie świata całego”), z tą „sprawą Polską” bywało już różnie.

Tyle tylko, że tym razem chodzi o nieco inny dylemat. Trwa ogólnonarodowa dyskusja: co autor miał na myśli. W roli autora występuje premier Leszek Miller, a wiwisekcji poddawana jest myśl, że poważnie trzeba rozważyć pomysł wprowadzenia jednolitej stawki podatkowej. Podatek liniowy stał się pewnym skrótem myślowym, symbolem prawdziwej i rzeczywistej reformy finansów publicznych. No i wszyscy zastanawiają się, czy premier mówiąc o tym sondował swoje zaplecze polityczne, wymknęło mu się, żartował, czy też zwyczajnie i z premedytacją „zrobił nas wszystkich w konia”. Ot, jeszcze jedna sztuczka socjotechniczna, jeszcze jedna zagrywka pod publiczkę, w końcu było ich już tak wiele, że jedna więcej wiele nie zmieni.

Zgody, jak zwykle przy takich okazjach, nie ma, ale przeważa wiara — nawet irracjonalna — że może jednak jest „coś na rzeczy”. Właśnie wiara, bo pragmatyka, zdawałoby się, świadczy: „porzućcie wszelką nadzieję”. Wyjaśnienie tego dylematu, przynajmniej częściowe, powinniśmy dostać już dzisiaj, kiedy to główny strateg gospodarczy rządu i jego zaplecza politycznego, wicepremier Hausner ma dać odpowiedź na pytanie: czy wprowadzenie podatku liniowego „się opłaci”. Pytanie nieco dziwnie postawione, bo nie sprecyzowano, komu ma się opłacić, kto ma na tym wyjść dobrze — ale poczekajmy na odpowiedź.

Zgromadzeni przy okrągłym stole, w redakcji „Pulsu Biznesu”, eksperci, mimo że dosyć zgodnie deklarują się jako „pesymistyczni optymiści” czy „optymistyczni pesymiści”, podeszli do sprawy bardzo poważnie. Trudno im się dziwić, bo i waga sprawy jak najbardziej na to zasługuje. Każdy z nich widzi rolę, jaką ma do odegrania i chce swoją pracę domową odrobić jak najlepiej, przygotować najistotniejsze, najlepiej udokumentowane argumenty.

Trzeba sobie jednak zdawać sprawę, że — tak naprawdę — decyzja, niezależnie od liczby argumentów, jakie można przywołać, będzie miała charakter polityczny. Czy wzorem kolegów zza zachodniej granicy (lepiej późno niż wcale) naszej socjaldemokracji wystarczy odwagi i udowodni, że potrafi być nowoczesną lewicą? Tym bardziej że odkładanie reformy na rok 2005 oznacza jej odłożenie ad Kalendas Graecas. I mało budujące jest, że później będzie się próbowało rozliczyć winnych zaniechań. Strat już nie uda się zrekompensować.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kazimierz Krupa

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Podatki / Koń a sprawa Polska, czyli podatek liniowy