PAP: Akcja ratownicza prowadzona w kopalni w Lubinie, po wybuchu dynamitu w poniedziałek wieczorem, jest na ukończeniu - poinformował we wtorek PAP Dariusz Wyborski, rzecznik prasowy KGHM Polska Miedź SA.
Po eksplozji około 2 ton dynamitu stosowanego w robotach strzałowych - rejon kopalni Lubin Wschodni objął pożar, którego
temperatura sięgała 1000 stopni Celsjusza
"Teraz temperatura jest znacznie niższa. Nadal czekamy aż ogień wygasi się. Sztab prowadzący akcję uważa, że nastąpi to
wkrótce. Do godziny 13-tej powinno zostać zlikwidowane również panujące na dole zadymienie" - powiedział rzecznik prasowy koncernu.
Dodał, że cała kopalnia Lubin nadal nie pracuje. Pod ziemię nie zjechała ranna zmiana.
Do wypadku doszło w poniedziałek wieczorem w szybie wschodnim kopalni, na głębokości 670 metrów. Około godz. 18.30 operator składu przewożącego ponad 2 tony dynamitu, używanego do prac strzałowych, zauważył ogień. Mężczyzna najpierw próbował ugasić płomień za pomocą podręcznych środków gaśniczych, kiedy stwierdził, że to się nie uda, ratował się ucieczką. Wtedy nastąpiła eksplozja.
W wyniku podjętej natychmiast akcji ratowniczej ewakuowano wszystkich pięciuset górników pracujących na dole lubińskiej
kopalni. 43 zostało odwiezionych do szpitali, dwóch z nich po udzieleniu opieki ambulatoryjnej wyszło do domu.
Stan 41 hospitalizowanych górników w ciągu nocy na ogół nie zmienił się i lekarze określają go jako stabilny.
Wyjątkiem jest jeden z dwóch najciężej rannych, który przebywa obecnie na oddziale intensywnej opieki medycznej Miedziowego Centrum Zdrowia w Lubinie. Mężczyzna ma bardzo poważne obrażenia twarzoczaszki.
Stan innych górników lekarze oceniają jako nie zagrażający ich życiu. Wśród obrażeń występują uszkodzenia wzroku i słuchu, złamania, oparzenia oraz ogólne potłuczenia. Jeden z rannych z urazem kręgosłupa został przewieziony do szpitala w Legnicy. Jak poinformował opiekujący się nim lekarz z oddziału chirurgii, dr Stanisławał Cieślik, stan pacjenta jest obecnie stabilny.
Lekarze dyżurni z oddziałów szpitala miejskiego w Lubinie, do którego trafiło najwięcej bo 26 rannych zapewniają, że ich
stan nie budzi obaw.