Konflikt na Bliskim Wschodzie wsparł ceny ropy

Artur Pałka
opublikowano: 30-12-2008, 09:58

Miniony tydzień, z racji Świąt Bożego Narodzenia, charakteryzował się stosunkowo niską aktywnością inwestorów, także na rynkach surowcowych. W pierwszy dzień Świąt nie pracowały giełdy na całym świecie, a parkiety europejskie były zamknięte również 26 grudnia. To dodatkowo przyczyniło się do niskich wolumenów obrotów i ogólnego „zamarcia” rynku.

Chwilowym przełomem dla cen ropy okazały się dopiero wydarzenia ostatniego weekendu, a dokładniej napięta sytuacja pomiędzy Izraelem, a palestyńskim Hamasem, uznawanym przez większość świata za organizację terrorystyczną. W wyniku izraelskich bombardowań kontrolowanej przez Hamas Strefy Gazy zginęło do tej pory 307 osób, ponad 1400 zaś zostało rannych. Izraelczycy twierdzą, że naloty są reakcją na przeprowadzane ze Strefy Gazy ostrzeliwania izraelskiego miasta Serot rakietami i pociskami moździerzowymi. Sytuacja na Bliskim Wschodzie wsparła ceny ropy, w poniedziałek 29 grudnia pomogła im powrócić powyżej poziomu 40 USD za baryłkę. Minister Obrony Izraela Ehud Barak oznajmił w ostatnim przemówieniu, że obecna wojna prowadzona będzie „do ostatniej kropli krwi”, za poparcie jego słów można natomiast uznać zgromadzenie na granicy ze Strefą Gazy izraelskiej armii, oraz wezwanie do służby rezerwistów. Odpowiedzią Hamasu było wezwanie Palestyńczyków do trzeciej intifady, czyli powstania przeciwko Izraelowi. Ponowne zaognienie trwającego od wielu lat konfliktu wzmaga niepokój inwestorów m.in. dlatego, że bojownicy Hamasu od dawna mają silne poparcie ze strony drugiego pod względem rezerw ropy państwa na świecie, czyli Iranu. Do tej pory władze tego kraju nie podjęły żadnych znaczących działań związanych z trwającym konfliktem, gdyby jednak takowe się pojawiły, przyczyniłyby się one do kolejnych wzrostów. Jeżeli konflikt w Strefie Gazy nie zostanie szybko zakończony, w najbliższym czasie możemy spodziewać się dalszej zwyżki cen ropy. Podobna sytuacja miała miejsce w lipcu 2006 roku, kiedy atak Izraela na siły organizacji Hezbollah w Libanie (również wspierane przez Iran) wywindowały notowania „czarnego złota” do ówczesnego rekordu na poziomie 78,40 USD za baryłkę. W perspektywie kilku miesięcy nie należy się jednak spodziewać odwrócenia trendu spadkowego.

W przeciągu tygodnia znaczne wzrosty notowały również metale szlachetne, w tym złoto i srebro. W poniedziałek 29 grudnia ceny złota osiągnęły swoje 11 tygodniowe maksima, przebijając na chwilę poziom 890 USD za uncję. Z powodu napięć na Bliskim Wschodzie rośnie znaczenie kruszcu jako alternatywnej inwestycji. Niewykluczone że do końca tygodnia za uncję cennego metalu będzie trzeba zapłacić powyżej 900 USD – w stosunku do nisko oprocentowanych obligacji inwestowanie w złoto wydaje się bowiem całkiem rozsądne. Od początku roku ceny tego metalu wzrosły o około 6%, wszystko wskazuje zaś, że do końca 2008 zanotują szósty z kolei rok wzrostów. Nie należy również zapominać, że inwestorzy z Bliskiego Wschodu są drugimi na świecie nabywcami kruszcu – w 2007 roku kupili aż 46,8 ton metrycznych. W obawach o eskalację konfliktu zyskiwało również srebro, platyna i pallad. Zdecydowanego kierunku nie obrały za to ceny miedzi. Potencjalne wzrosty cen, wspierane m.in. przez słabego dolara amerykańskiego zostały bowiem powstrzymane przez stale rosnące zapasy tego metalu. Na London Mercantile Exchange urosły one w listopadzie do 336,7 tys ton, poziomu najwyższego od lutego 2004 roku.

Artur Pałka
Autor jest specjalistą Departamentu Doradztwa i Analiz DM TMS Brokers

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Artur Pałka

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane