Koniec legendy zrodzonej w płomieniach

Marcin BołtrykMarcin Bołtryk
opublikowano: 2019-05-21 22:00

Dla wygrywania Niki Lauda poświęcił wiele. Legendą F1 stał się dzięki woli walki, determinacji, ale też bezkompromisowości i chłodnej kalkulacji. 20 maja 2019 r. dojechał do mety ostatniego wyścigu

Jego twarz znają wszyscy, również ci, którzy wyścigami bolidów nie interesują się w ogóle. To z powodu blizn na twarzy Nikiego Laudy, wspomnieniem po jednym z najsłynniejszych wypadków w dziejach tej serii wyścigowej. Zresztą nawet dla fanów tej dyscypliny sportu ów wypadek ma znaczenie w jego ocenie jako kierowcy. Krótko mówiąc — Lauda zasłynął ucieczką z objęć śmierci i rychłym powrotem do sportowej rywalizacji. Jego legenda zrodziła się w płomieniach na Nürburgringu. Andreas Nikolaus Lauda, znany na całym świecie jako Niki, nadal potrzebował prędkości, konkurencji i walki. Jako założyciel kilku linii lotniczych bywał na kolanach, aby potem znowu wstać. Przeżywał dramaty, ale nigdy nie dał się wypchnąć z „pole position”. Dorastał w rodzinie zamożnych austriackich przemysłowców. Rodzice za wszelka cenę chcieli wybić mu z głowy wyścigi. Dziadek storpedował nawet pierwszą umowę sponsorską młodego kierowcy. Aby startować w Formule 1, Lauda się zadłużył.

TWARDY JAK LAUDA:
TWARDY JAK LAUDA:
Jego jedynym celem było pokonanie mety jako pierwszy. Rywale niejednokrotnie przyznawali, że dążył do tego z wyjątkową determinacją. Szczególnie gdy zaledwie 40 dni po wypadku naciągał kask na poparzoną twarz…
AP Photo-East News

Pierwszy zespół, w którego barwach się ścigał — March Ford, zbankrutował. Niki przeszedł do brytyjskiego teamu B.R.M, w którym radził sobie tak dobrze, że kontrakt zaproponował mu Enzo Ferrari. Dobrze zrobił, bo w 1975 r. Lauda po raz pierwszy został mistrzem świata. Zaczął się jego wielki czas, zarazem czas udowadniania sobie i światu, kim jest.

W 1976 r. Niki Lauda uległ poważnemu wypadkowi w czasie Grand Prix Niemiec na torze Nürburgring. Jego bolid wypadł z trasy, uderzył o bandę, a później o inny pojazd. Doszło do pożaru. Trzech zawodników pobiegło mu na pomoc i w końcu udało im się wyciągnąć go z bolidu. Doznał jednak dotkliwych poparzeń, miał uszkodzone płuca, a jakiś czas po wypadku zapadł w śpiączkę. Mimo to wrócił do wyścigów. Zaledwie 40 dni od pożaru na Nürburgringu w Grand Prix Włoch zajął czwarte miejsce, mimo że jego rany wciąż krwawiły. Kominiarka przylgnęła do jego skóry. Obraz zrywającego z poranionej twarzy pokrwawioną kominiarkę Nikiego utrwalił w kibicach jego wizerunek jako kierowcy twardego, bezkompromisowego i nieugiętego. Nigdy nigdy nie oglądał się na innych. Świadczy o tym incydent z 1973 r. Podczas Grand Prix Holandii Brytyjczyk Roger Williamson uległ wypadkowi na torze, a jego bolid stanął w płomieniach. Lauda, tak jak wielu innych kierowców, przejechał obok, nie pomagając mu. „Nie potrafiłem ocenić, co tak naprawdę się tam działo” — powiedział po wyścigu.

Sprowokowany przez jednego z reporterów rzucił jeszcze: „Płacą mi za wygrywanie, nie za parkowanie”. Drugie mistrzostwo świata zdobył w 1977 r. również z Ferrari. Potem przeniósł się do zespołu Brabham, ale po nieudanej współpracy zrezygnował ze startów w połowie 1979 r., koncentrując się na biznesie. Założył czarterową linię lotniczą Lauda Air. Emocje biznesowe nie starczyły jednak na długo. Wrócił do ścigania w 1982 r. Dwa sezony później zdobył trzecie mistrzostwo. Karierę kierowcy skończył ostatecznie w 1985 r. Życie hartowało Laudę nie tylko na torach. Również w biznesie okazał się mistrzem przetrwania. W jego biznesowej przygodzie z transportem lotniczym również nie brakowało dramatycznych momentów. Kiedy w 1991 r. rozbił się samolot Lauda Air i zginęły 223 osoby, powiedział, że ta katastrofa była dla niego gorszym przeżyciem niż jego własny wypadek. W 1999 r. sprzedał Austrian Airlines akcje w Lauda Air. Cztery lata później założył tanie linie lotnicze Niki, które w 2004 r. nawiązały współpracę z Air Berlin, a w 2011 r. połączyły się finalnie. W sierpniu 2017 r. Air Berlin upadły, a Niki Lauda znów snuł plany odkupienia Niki od syndyka.

Jednocześnie aktywnie działał w F1. Pełnił funkcję konsultanta w zespole Ferrari, w latach 2001-02 zarządzał zespołem Jaguar Racing, współpracował ze stajnią Mercedesa, był też komentatorem wyścigów w telewizji RTL. Wypadek z Nürburgringu odcisnął piętnto nie tylko na psychice Nikiego Laudy, ale również na jego zdrowiu. Silne lekarstwa, które musiał przyjmować, doprowadziły do niewydolności nerek. W 1997 r. jedną nerkę ofiarował mu jego brat, drugą, kilka lat później, żona. Wiadomo było też, że mogą o sobie dać znać uszkodzone w pożarze płuca. Problemy odezwały się latem 2018 r. Po ciężkiej grypie Niki Lauda musiał poddać się przeszczepowi płuc. Długo dochodził do siebie. W styczniu 2019 r. znów trafił do szpitala. Z okazji 70. urodzin (22 lutego) opublikował krótkie nagranie, na którym dziękował za życzenia powrotu do zdrowia. „Wrócę, i to na pełnym gazie” — powiedział.