Koniec roku na GPW nie powinien być zły

Dział giełdy i finanse
opublikowano: 2000-11-10 00:00

KONIEC ROKU NA GPW NIE POWINIEN BYĆ ZŁY

Szanse na hossę są niewielkie, ponieważ giełda jest wrażliwa na zmiany cen na Nasdaq

Do końca roku warszawską giełdę czeka raczej stabilizacja kursów niż ich wzrosty. Analitycy uważają, że liderami wzrostów będą pojedyncze spółki, a nie całe branże.

Możliwość pojawienia się hossy podobnej do tej, jaka wystąpiła w analogicznym okresie w roku ubiegłym, nie wydaje się bardzo prawdopodobna. Wyniki finansowe spółek co prawda nie zmieniły się na niekorzyść, ale za to zupełnie zmieniło się otoczenie okołorynkowe. Najważniejszą zmienną, która wpłynęła na tak gwałtowny wzrost indeksu WIG-u rok temu, była hossa na rynku amerykańskim Nasdaq. Indeks ten zwiększył swoją wartość od połowy listopada do końca marca prawie o 100 proc., a w ślad za nim podążała nasza giełda.

Internet mniej modny

Liderami wzrostów były wtedy spółki utożsamiane z Internetem, informatyką i telekomunikacją. Paranoja na punkcie Internetu doprowadziła do tego, że nawet spółkę MPEC, dystrybutora energii cieplnej, posiadającego 50 km sieci swiatłowodowej, niektórzy potraktowali jako dostawcę dostępu do Internetu. Na fali takich emocji nie mogą więc dziwić ogromne wzrosty niektórych spółek informatycznych. Rynek uczył się przetrawiać nowe dla niego informacje, a kosztem tej nauki wydają się późniejsze spadki cen tych walorów. Można więc wnioskować, że po takiej lekcji inwestorzy nie będą tak optymistycznie śrubować cen akcji niedawnych liderów z branży IT. Potwierdza to sytuacja na rynku amerykańskim, gdzie raczej nie należy liczyć na powtórkę wzrostów o takiej skali jak w zeszłym roku. Na rynku jest jednak kilka akcji, które mogą być atrakcyjnym celem inwestycyjnym.

— Nie wyróżniłbym żadnej branży jako potencjalnego lidera, natomiast prawie w każdej z nich znajduje się kilka ciekawych spółek. Trudno określić, jaka jest szansa na spektakularne wzrosty, ale tradycyjna pora na przebudowę portfeli i napełnianie ich przez fundusze emerytalne na pewno okaże się czynnikiem stabilizacyjnym, jeżeli nie wzrostowym. Aktualnie da się zaobserwować wzmożone zainteresowanie giełdą, sprawcami tego mogą być właśnie fundusze emerytalne, które w swoich inwestycjach będą koncentrowały się na akcjach spółek dużych, płynnych i mających odpowiedni udział w indeksie — uważa Tomasz Stadnik, doradca inwestycyjny, Credit Suisse Asset Management.

Trudno natomiast przewidzieć zachowanie branży IT, bowiem nadzieje związane z tym sektorem mogą odżyć po wynikach czwartego kwartału, tradycyjnie najlepszego dla tych spółek. Jeżeli rynek zostanie zaskoczony, silne wzrosty w tym segmencie są pewne.

Bankowi liderzy

Nieco inaczej należy spojrzeć na inwestycje w akcje banków. Tu bierze się pod uwagę nie tylko kondycję pojedynczej instytucji. Na sektor wpływa bowiem szczególnie sytuacja makroekonomiczna — obroty w handlu zagranicznym, polityka pieniężna, sytuacja przedsiębiorstw itp. Niemniej jednak biorąc pod uwagę wyniki trzech kwartałów, a także plany rozwoju, z notowanych na giełdzie 16 banków wyłania się dwóch liderów — Pekao SA i WBK.

— W papiery obu tych instytucji najlepiej jest inwestować w dłuższym horyzoncie — przynajmniej jednego roku. Pekao SA ma jeszcze duże możliwości ograniczenia kosztów, restrukturyzacja przynosi efekty, inwestor jest stabilny, a bank ma duży udział w rynku detalicznym. W WBK jest strategiczny partner przyjazny drobnym inwestorom, bank ma się połączyć z BZ, co zwiększy jego potencjał. W dodatku WBK ma sporo aktywów ukrytych, a cena jego akcji na giełdzie nie odzwierciedla ich wartości — uważa Sławomir Gajewski, doradca inwestycyjny CSAM.

W jego opinii, są to obecnie dwa najlepsze banki o dużej płynności. Takim uznaniem nie cieszy się już np. BRE, z powodu braku bazy depozytowej i rodzaju działalności wpływającego na zmnienność wyników. Podobnie PBK nie ma najlepszej opinii wśród analityków, choć płynność jego papierów jest spora.

— PBK jest słabo zarządzany, efektów restrukturyzacji nie widać, za to bank ponosi duże koszty — wyjaśnia Sławomir Gajewski.

Poza tymi instytucjami możliwość inwestowania w akcje banków jest mocno ograniczona, głównie z powodu niewielkiej płynności. Akcji np. BPH, które mogłyby być interesujące dla rynku, praktycznie nie ma w obrocie. Niewiele papierów zostało też po wezwaniu na Bank Handlowy, a wcześniej na Fortis Bank. Część papierów jest z kolei wciąż przewartościowana — np. BIG BG.

Leki na topie

Sezonowość sprzedaży powoduje, że w obecnym kwartale dystrybutorzy leków tradycyjnie generują największe przychody. Wyniki za trzy kwartały niejednokrotnie już przekroczyły rezultaty całego ubiegłego roku. Znakomitej passy nie przerwała nawet ustawowa obniżka marż. Mimo to, firmy te wyceniane są znacznie poniżej wartości księgowej. Wyjątkiem jest PGF, która oczekuje na wejście do spółki inwestora. Zaangażowanie zachodniego koncernu w PGF może być bezpośrednim impulsem do hossy w sektorze.

— W horyzoncie długoterminowym dystrybutorzy leków są atrakcyjni inwestycyjnie. Ostatnie zmiany w zarządach giełdowych producentów leków pozwalają mieć nadzieję, że rynek spojrzy przychylniej również i na te spółki — uważa Bogusław Taźbirek, doradca inwestycyjny PBK AM.

Niska wycena rynkowa, restrukturyzacja i jej przyszłe efekty oraz oczekiwane w przyszłym roku wejście branżowych inwestorów skłaniają do zastanowienia się nad kupnem, nieco zapomnianych przez rynek, papierów. Obecny okres inwestorzy powinni wykorzystać na akumulację walorów producentów i dystrybutorów leków.