Koniec "wojny" w klanie Bettencourt

PAP
opublikowano: 07-12-2010, 14:00

Zakończył się trzyletni zajadły spór między 87-letnią Liliane Bettencourt, najbogatszą Francuzką, współwłaścicielka "L'Oreal", a jej córką Francoise - oznajmiają we wtorek media. Nie oznacza to  jednak zamknięcia związanego z tym skandalu polityczno-finansowego, tzw. afery Bettencourt.

Sprawa zażartego sporu na tle majątkowym między matką i córką w rodzinie słynnych francuskich miliarderów zajmuje od wielu miesięcy czołówki miejscowej prasy.

Media rozpisują się od dawna o tym, jak rodzinna sielanka w słynnym klanie przeistoczyła się we wzajemną nienawiść dwóch kobiet - 87-letniej Liliane Bettencourt i jej córki 57-letniej Francoise Bettencourt-Meyers.

Jak donosi prasa, w poniedziałek adwokaci obu stron ogłosili polubowne zakończenie sporu. Adwokat córki miliarderki, Olivier Metzner, oznajmił, że od tej pory na nowo "spokój i pogoda ducha panują w tej rodzinie". Radio Europe 1 podaje, że tego samego dnia matka i córka, które od dawna nie rozmawiały ze sobą, spotkały się w rezydencji najbogatszej Francuzki. Rodzinne pojednanie jest wynikiem wycofania pozwów sądowych przez obie strony sporu. Wcześniej Francoise Bettencourt-Meyers oskarżała przyjaciela matki, fotografa Francois-Marie Banier, o to, że wykorzystywał finansowo Liliane Bettencourt, wyłudzając od niej dary na łączną kwotę 1 miliarda euro. Córka zabiegała też wielokrotnie - bezskutecznie - o ustanowienie sądowej kurateli nad matką z uwagi na jej podeszły wiek i "słabość władz umysłowych" oraz postępujące problemy ze słuchem.

Banier zaprzeczał stanowczo zarzutom stawianym przez Francoise Bettencourt-Meyers. Ekscentryczny fotograf twierdzi, że z miliarderką "L'Oreal" łączy go prawdziwa długoletnia przyjaźń i że nie można jej ograniczać do kwestii pieniędzy. Na dowód tego mówił o ponad 5 tys. listów, które wymienili ze sobą w ciągu kilkunastu ubiegłych lat.

W tle całej sprawy jest - jak zauważają media - batalia o kontrolę nad jednym z największych francuskich koncernów - "L'Oreal", którego 30 proc. kapitału należy do Liliane Bettencourt. Obawiała się ona, że jej córka chce przejąć za jej życia rodzinne udziały w firmie. Z kolei Francoise Bettencourt-Meyers niepokoiła się - według prasy - możliwością wydziedziczenia jej przez matkę na korzyść fotografa.

Według adwokatów, ogłoszona w poniedziałek ugoda polega na tym, że w zamian za wycofanie pozwu o "wyłudzenia" przeciw Banierowi, ten ostatni "zniknie" z otoczenia Liliane Bettencourt. Jednocześnie fotograf ma, jak dodaje umowa, zachować wszystkie dary, które otrzymał od miliarderki. Były wśród nich, oprócz gotówki czy polis ubezpieczeniowych, także cenna dzieła sztuki, m.in. obrazy Picassa, Matisse'a czy Giorgio de Chirico.

Ugoda przewiduje także zmiany w dyrekcji "L'Oreal". Liliane Bettencourt pozostanie wciąż szefową rady nadzorczej holdingu "Tethys", zarządzającego udziałami rodziny w koncernie kosmetycznym. Na dyrektora generalnego "Tethys" został natomiast mianowany mąż Francoise, Jean-Pierre Meyers, a dwoje jego dzieci weszło do rady nadzorczej tej firmy.

"Zakopanie topora wojennego" w łonie klanu słynnych bogaczy zamyka spór rodzinny, ale nie kończy finansowo-politycznego rozdziału sprawy, znanej jako afera Bettencourt. Zamieszany w nią jest były minister Eric Woerth. Przy okazji waśni rodzinnych wyszło na jaw, że Liliane Bettencourt nie zadeklarowała przed francuskim fiskusem dużej części swoich dochodów, lokując je na tajnych kontach za granicą.

Z informacji medialnych, wynika, że miała ona co najmniej dwa nieznane francuskiemu fiskusowi konta w Szwajcarii na łączną kwotę 78 mln euro. Organy śledcze podejrzewają też, że bogaczka nie płaciła podatków od posiadanej przez nią wyspy na Seszelach.

Były minister Eric Woerth jest posądzany przez prasę o to, że - jeszcze jako szef resortu budżetu do marca br. - przymykał oczy na ukrywanie przez miliarderkę dochodów przed fiskusem. Podejrzenia te zrodziły się po tym, jak odkryto, że jego żona, Florence Woerth, była zatrudniona w tym samym czasie w firmie Bettencourt.

Trwające śledztwo w tej sprawie dotyczy także domniemanego nielegalnego finansowania kampanii wyborczej Nicolasa Sarkozy'ego w 2007 roku przez samą Liliane Bettencourt. Pieniądze te miał odebrać osobiście właśnie Woerth, wówczas skarbnik partii Sarkozy'ego - Unii na rzecz Ruchu Ludowego(UMP).

Media oczekują, że dochodzenie w kwestiach finansowo-politycznych przyspieszy po tym, jak w ubiegłym miesiącu Woertha odwołano ze stanowiska ministra pracy w następstwie przetasowań w rządzie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: PAP

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Świat / Koniec "wojny" w klanie Bettencourt