Koniec z Litwą, czas na Polskę

Agnieszka Berger
opublikowano: 2003-12-17 00:00

Elektrownie Szczytowo-Pompowe z grupy PSE nie chcą już inwestować na Litwie. Myślą

natomiast o polskich dystrybutorach prądu.

Elektrownie Szczytowo-Pompowe (ESP), spółka z grupy Polskich Sieci Elektroenergetycznych (PSE), zrezygnowały z udziału w przetargu na litewskiego dystrybutora energii RTS.

— Rząd litewski miał wygórowane oczekiwania. Wystawiona na sprzedaż spółka dystrybucyjna miała nieuregulowane sprawy własnościowe i niejasną sytuację finansową — przedstawiła tylko jeden roczny bilans, w dodatku nie zweryfikowany — z powodu odmowy audytora. Nasi doradcy uznali, że transakcja jest obarczona ogromnym ryzykiem, a oczekiwana przez sprzedającego minimalna cena — 171 mln EUR za ponad 71 proc. akcji — jest zbyt wysoka — mówi Jan Tokarz, prezes ESP.

Prysły zmysły

Dlatego jeszcze w listopadzie spółka podjęła decyzję o wycofaniu się z przetargu na RTS.

— Jak się niedawno okazało, mieliśmy rację — na początku grudnia litewski rząd unieważnił całą procedurę — dodaje szef ESP.

Nie wiadomo, czy spółka będzie miała kolejną szansę zrobienia zakupów na Litwie, bo — według Jana Tokarza — litewski rząd nie zdecydował jeszcze, czy i kiedy ponowi przetarg.

— Tamtejsza prasa podaje, że rząd zamierza ponownie zastanowić się nad programem prywatyzacji energetyki — dodaje Jan Tokarz.

Wygląda na to, że wraz z „litewskim snem o potędze” prysły nadzieje grupy PSE na międzynarodową ekspansję.

— W grę może wchodzić Słowacja. Za naszą zachodnią granicą operują silne koncerny — E. ON i Vattenfall — z którymi raczej nie możemy się mierzyć — mówi prezes ESP.

Teraz spółka chce realizować swoją wizję rozwoju na własnym terenie.

— Nasza strategia zakłada przede wszystkim inwestycje w hydroenergetykę i odnawialne źródła energii. Być może jednak w związku z rozwiązaniem kontraktów długoterminowych pojawią się oferty sprzedaży aktywów należących dziś do zagranicznych inwestorów. To mogłoby nas zainteresować. Możemy też wziąć udział w prywatyzacji polskich spółek dystrybucyjnych. Oczywiście sami nie damy rady, ale dlaczego by nie zbudować konsorcjum? — pyta Jan Tokarz.

Pieniądze się znajdą

Jak twierdzi szef ESP, przy okazji litewskiego przetargu obsługujący spółkę bank poświadczył jej zdolność do finansowania transakcji o wartości 130 mln EUR. Dlaczego ESP wcześniej nie próbowały sił w krajowych przetargach?

— Nie mieliśmy takich możliwości finansowych, bo byliśmy mocno zaangażowani w odtwarzanie naszego majątku. Jednak niedawno zakończyliśmy modernizację elektrowni Solina, co oznacza, że największe wydatki mamy już za sobą — twierdzi prezes.

Według ksiąg spółki, jej majątek jest wart ponad 1,4 mld zł. Do ESP należą 23 elektrownie wodne o łącznej mocy ponad 1550 MW.