Konkurencja bitcoina będzie landrynkowa

opublikowano: 13-01-2016, 22:00

Pinkcoin sam w sobie nie będzie miał koloru, ale 18 stycznia zostanie pierwszą kryptowalutą powiązaną z rynkiem kolorowych diamentów.

Wymyślanie walut bazujących na kluczach dostępu i systemach przechowujących informacje o stanie posiadania całkowicie umownych jednostek nie jest nowością i teoretycznie każdy mógłby w odpowiednich okolicznościach stworzyć swoją własną.

Zobacz więcej

fot. Bloomberg

Żeby jednak inwestorzy mogli liczyć na jakiekolwiek zabezpieczenie, za kupowanymi jednostkami stanie tym razem całkowicie materialne i konkretnie wyceniane dobro, którego intensywnie różowy kolor zdecydowanie nie powinien sugerować, że całe przedsięwzięcie nie jest do końca na poważnie.

Świecidełka w bazie

W pierwszej turze pinkcoiny zostaną wprowadzone do obiegu za pośrednictwem 5 mln tokenów, a odpowiadająca im baza kolorowych kamieni została wyceniona na 5 mln USD, co oznacza, że każdy z nich będzie miał początkową cenę 1 USD. Wartość diamentowego koszyka będzie regularnie aktualizowana, a — jak twierdzą pomysłodawcy — wybranym aktywom nie zdarzyło się jeszcze stracić na wartości od 1959 r., czyli od czasu, w którym ich ceny zaczęły być monitorowane.

Zgodnie z zapewnieniami emitenta, każda barwna bryłka wniesiona do depozytu została indywidualnie zbadana, ma certyfikat i jest ubezpieczona w londyńskim Lloyds, który jest najbardziej znanym wystawcą polis dla kolekcjonerów. Oferentem, który zamierza zjednać sobie tym wszystkim potencjalnych inwestorów, jest firma BitGem Asset Management należąca do Precious Investments — ale jeśli takiemu właśnie potencjalnemu inwestorowi i tak obie spółki nie są znane, pozostaje przyjrzenie się dokładniej rynkowi surowca.

Rycerz Frank potwierdza

Uruchomienie specjalnej giełdy do wymiany pinkcoinów i bitcoinów, ale też innych aktywów, zapowiadane jest przez emitenta jako impuls, który skutecznie pobudzi rynek diamentowego surowca w drugim kwartale tego roku. Obrót kamieniami w żywych kolorach, określanych w branży jako „fancy vivid”, nie wygląda jednak na krytycznie wymagający ożywienia, bo według stanowiska Precious Investments, roczny wzrost wartości od 18 lat wynosił w tym przypadku 10-15 proc. W ciągu dekady, do czerwca 2015 r., ceny tych różowych zdążyły się potroić, niebieskich wzrosnąć 154 proc., a żółtych — 50 proc., wynika z raportu Knight Frank opartego na danych Fancy Color Research Foundation.

W związku z prognozowanym trendem rosnącym, emitent pinkcoinów już zapowiada, że następna tura może liczyć nawet 95 mln nowych tokenów, które zainteresowany inwestor kupić będzie mógł na rynku pierwotnym zarówno za znane już bitcoiny, jak i za kolorowe diamenty, na warunkach określonych w regulaminie oferenta.

Samego surowca w radosnym odcieniu różu nie powinno natomiast przybywać, bo australijska kopalnia odpowiadająca za 90 proc. wydobycia ma zostać zamknięta w horyzoncie kilkunastu lat, a popyt z rynku jubilerskiego jest nieustający, szczególnie ten zgłaszany przez azjatyckich inwestorów. Kolorowe kamienie szlachetne mają w dalekowschodniej tradycji znacznie większe znaczenie niż na przykład w Polsce, co nie oznacza, że wirtualne udziały w diamentowej bazie zupełnie nie są warte zainteresowania.

Pytanie, które przy tej kryształowo mieniącej się wizji wygląda na niepasujące, dotyczy tego, jakie są możliwości przeszacowania surowca — i tego, czy bezpieczniejsze nie byłoby kupowanie samych diamentów za waluty, które już mamy w portfelu. W takim przypadku trzeba się jednak liczyć z zainwestowaniem nie kilkunastu dolarów, tylko nawet kilkunastu tysięcy, jeśli zakładamy, że landrynkowy kamień ma nie być jedynie okruchem kolekcjonerskiego.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu