Przedsiębiorcy doświadczają zmiennego losu, wystawieni na łaskę i niełaskę decydentów w Warszawie i Brukseli. W Polsce propagandowa obietnica, zwana pakietem Kluski, skurczyła się do rozmiarów kluski i łudząco przypomina dawne pomysły SLD, jak by tu ulżyć biznesowi. Daleka jest zresztą droga od ogłoszenia tego pakieciku na konferencji prasowej do rzeczywistego wdrożenia.
Także Unia Europejska
jest źródłem wiadomości dobrych i złych. Z jednej strony — ruszyła wreszcie liberalizacja rynku usług, który tworzy trzy czwarte miejsc pracy w zjednoczonej Europie. Nie ma liberalizacji bez zasady kraju pochodzenia usługodawcy, nazwanej wprost lub kamuflowanej w ostatecznym tekście dyrektywy usługowej. Jednak z drugiej strony — Europejski Trybunał Sprawiedliwości ucieszył zachodnie związki zawodowe, dając im prawo wymuszania lokalnych standardów płacowych przy zatrudnieniu pracowników z obcych krajów. Jedno do drugiego ma się jak pięść do nosa. Albo liberalizacja rynku pracy i usług, czyli konkurencja, albo obowiązkowe równanie w górę, w stronę droższego, co konkurencję zabija. Cieszy wprawdzie związki zawodowe, ale martwi przedsiębiorców i uderza w konsumentów. Zniechęca do legalnego zatrudniania ludzi z nowych krajów członkowskich i napędza szarą strefę. Osłabia szanse Starego Kontynentu w globalnym wyścigu.
Tak oto Europa zaprzecza własnym ambicjom, by ścigać się z Chinami i Ameryką, zaś Polska, w rankingu przyjazności otoczenia biznesu, ląduje za Bułgarią i Rumunią…
Janusz Lewandowski
europoseł Platformy Obywatelskiej