Profesor Marek Belka jeszcze jako kandydat na premiera zapowiadał, że wygłosi najkrótsze exposé w historii. I słowa dotrzymał. Obiecał, że przedstawi najkrótszą listę spraw do załatwienia. I tu słowa nie dotrzymał, bo w 20-stronicowym dokumencie opublikowanym po exposé obiecał wszystko, wszystkim, wszędzie. Za to nic nie realizuje — z żelazną konsekwencją. Wielokrotnie mówił też, podkreślał to również ostatnio, że „będzie dobierać ludzi kompetentnych i łamać dotychczasowe kanony polityki kadrowej”. I tu jest również wyjątkowo konsekwentny: z kompetencją, co prawda, różnie bywa, ale nie tylko dotychczasowe, ale wszystkie kanony łamie skutecznie i konsekwentnie.
A już szczególnie malowniczo uzasadnia swoje decyzje i poczynania. Na przykład, według premiera, sprawę spowodowania przed laty wypadku drogowego przez obecnego ministra sprawiedliwości, a wtedy sędziego Marka Sadowskiego, wydobyli ci, którym przeszkadza, że jest on dobrym ministrem. Bo przecież wszyscy wiedzą, że jakby był złym ministrem, to mógłby codziennie przejeżdżać staruszki na pasach i nikt by mu złego słowa nie powiedział.