Konserwatyści i Fidesz głosowali za dyrektywą

opublikowano: 28-03-2019, 22:00

W mediach profesjonalnych i społecznościowych nie cichnie wrzawa po przyjęciu przez Parlament Europejski (PE) dyrektywy o prawach autorskich na rynku cyfrowym.

Argumentacja potwierdza przede wszystkim nieznajomość treści dyrektywy, zwłaszcza ostatecznego brzmienia artykułów 11 i 13. Z zupełnie różnych powodów ujednoliciły się opinie globalnych gigantów technologicznych oraz miliardowej rzeszy szeregowych internautów. Interesy mają rozbieżne, ale identycznie traktują wszelki dorobek myśli ludzkiej jako dobro leżące na ulicy, które można bezkarnie zawłaszczać.

Mimo wizerunkowej bliskości premierów – w sprawie dyrektywy o prawach autorskich europosłowie PiS i Fideszu głosowali przeciwnie.
Zobacz więcej

Mimo wizerunkowej bliskości premierów – w sprawie dyrektywy o prawach autorskich europosłowie PiS i Fideszu głosowali przeciwnie. fot.kacper pempel-reuters-forum

Sieciowe grube ryby kradzione treści dalej przetwarzają i zarabiają miliardy, natomiast zysk planktonu polega po prostu na niepłaceniu. Moralność internetowa w ogóle nie przyjmuje do wiadomości oczywistości, że np. zwykły artykuł jest produktem ileś tam wartym, podobnie jak np. koncert, mecz czy seans kinowy.

Linia konfliktu w sprawie dyrektywy jest naturalna. Znajdująca się w coraz trudniejszej sytuacji prasa drukowana w Polsce wyraziła swój stosunek wypuszczeniem w przeddzień głosowania PE pustych pierwszych stron, aby potrząsnąć wahającymi się europosłami. Absolutnie nie ukrywamy, że jesteśmy stroną, która po prostu nie zgadza się już dłużej na bezkarny, totalny rabunek treści gazetowych przez internet i inne elektroniczne nośniki.

To nie opór wobec technologicznego postępu, lecz próba jego ucywilizowania.

Dyrektywa staje się plastycznym materiałem do urabiania w kampanii przed wyborami do PE. PiS ubrało się taktycznie w piórka obrońców wolności i zaprzęgło cały swój aparat propagandowy, na czele z zasilaną miliardową kasą budżetową TVP, do tępienia postawy PO. Akurat w sprawie dyrektywy niezbyt wygodne jest uderzanie całej Koalicji Europejskiej, albowiem jej udziałowcy z PSL i SLD głosowali wspólnie z PiS, podobnie zresztą jak część PO. Mnie najbardziej zaskoczyła postawa takich weteranów PE, jak Jerzy Buzek, Janusz Lewandowski czy Jan Olbrycht. W Strasburgu przed decydującym głosowaniem… wyjęli karty i nie ma ich w żadnej kategorii — ani za, ani przeciw, ani wstrzymujących się. 26 maja żaden akurat nie kandyduje w moim okręgu, bo gdyby, to na mój głos nie miałby co liczyć…

W perspektywie nowego składu PE jeszcze bardziej zdumiewa sytuacja w obozie PiS. Cała delegacja głosowała zwarcie przeciwko dyrektywie, ale propaganda tzw. dobrej zmiany ukrywa bardzo niewygodną okoliczność. Otóż brytyjscy konserwatyści, którzy w sile 19 mandatów współtworzą z PiS grupę polityczną EKR, na pożegnanie Unii Europejskiej w zdecydowanej większości (konkretnie 14:4 przy 1 nieobecnym) poparli dyrektywę. Jeszcze bardziej zszokowała PiS postawa Fideszu, który trzyma 11 z 21 mandatów węgierskich.

Ta grupka pod wodzą Tamása Deutscha, który kiedyś razem z Viktorem Orbánem zakładał wszechrządzącą obecnie partię, mocno poparła dyrektywę 9:0 przy 2 nieobecnych. Twarde liczby potwierdzają iluzoryczność sojuszy PiS na forum unijnym. Gdy przychodzi do ważnych konkretów, okazują się one jedną wielką fikcją.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JACEK ZALEWSKI

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu