Konsolowiec czystej krwi

opublikowano: 30-09-2022, 13:00
Play icon
Posłuchaj
Speaker icon
Close icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl

Żyje równolegle w trzech światach: fotografii, gier komputerowych i cosplayu. Robi wszystko, by te światy się przenikały – pasja stała się pracą, a praca hobby. Już jego imię i nazwisko brzmią jak z nordyckiej legendy: w wolnym tłumaczeniu to Legendarny Wiking. – Mama powtarzała, że Norman Lenda będzie dobrze wyglądało na okładce książki, więc zadbała o marketing, a resztę pozostawiła mnie – żartuje dyrektor kreatywny, współzałożyciel Ironbird Creations, wydawcy gier komputerowych.

Cosplay. Ruch, subkultura, w której tworzy się kostiumy bohaterów komiksów, filmów, gier komputerowych. A potem wciela się w tych bohaterów. Dla zabawy, nie żeby zwalczać zło, czy też to zło czynić. Norman Lenda jest tym zjawiskiem zafascynowany. Ma to związek z jego umiłowaniem świata gier i popkultury japońskiej.

Nostalgia:
Nostalgia:
Uwielbiam stare automaty arcade, klimat żetonów z lat 90., te wszystkie niesamowite gry z tamtego okresu. Jednym z moich marzeń jest dom z poddaszem pełnym automatów tego typu. Jedni marzą o nowym Lamborghini, a ja o starym automacie na strychu – mówi Norman Lenda, współzałożyciel Ironbird Creations, wydawcy gier komputerowych.
archiwum prywatne

– Dzielę życie z cosplayerką. Praca, jaką wkłada w każdy projekt, jest zdumiewająca. Średni koszt stroju to 2 tys. zł, jednak przy bardziej skomplikowanych projektach może sięgać nawet 5 tys. Przewrotne jest to, że przy tworzeniu kostiumów cosplayerzy częściej odwiedzają sklepy budowlane niż odzieżowe. To naprawdę wymagająca pasja… Ale dzięki temu mamy w domu zestaw profesjonalnych narzędzi do naprawy rozmaitych usterek – śmieje się współzałożyciel Ironbird Creations.

Edyta Górniak przed oczami

Jako fotograf specjalizował się w sesjach z modelkami do pism dla panów.

– Magazyn „Playboy”, szczególnie z przełomu wieków, był dla mnie wzorem jakości i estetyki, do której chciałem dążyć jako fotograf. Mam przed oczami słynne sesje zdjęciowe Edyty Górniak czy Martyny Wojciechowskiej. Zdjęcia ukazywały bohaterki nie tylko jako atrakcyjne, lecz przede wszystkim piękne i zmysłowe kobiety. To styl, który podziwiam. Moim marzeniem była realizacja sesji okładkowej w takim klimacie – wspomina Legendarny Wiking.

Sesja buduarowa:
Sesja buduarowa:
Boudouir to subtelne, bardzo kobiece fotografie, które pozostawiają po sobie niedosyt. Mają na celu uwiecznić piękno w eleganckiej oprawie. Modelka: Paula Starosielec.
Norman Lenda

Uważa za zabawne, że pierwsze zlecenie dla magazynu „CKM” dotyczyło sesji reklamowej cosplay dla gry komputerowej „The Technomancer”, za którą odpowiadało wówczas na polskim rynku wydawnictwo cdp.pl.

Marcin Meller, wieloletni redaktor naczelny polskiej edycji „Playboya”, powiedział w którymś wywiadzie, że po wielu latach obcowania z pięknymi kobietami zdecydowanie profesjonalnie podchodzi do sesji, wybierania zdjęć na rozkładówkę, okładkę. Że nie robią na nim wrażenia walory kobiet i że traktuje to jako ciężką pracę.

„The Technomancer”:
„The Technomancer”:
Sesja zdjęciowa dla magazynu „CKM” promująca grę wydaną przez cdp.pl. Modelki: Olga „Satsu” Kucharska i Adrianna Schneider.
Norman-Pinkspider

– Te słowa doskonale oddają prawdziwą naturę tego zajęcia. Rzeczywiście fotografowanie kobiet nie jest lekką pracą. Mierzymy się z podwójnym wyzwaniem – wykonujemy zdjęcia według określonych wytycznych i operujemy intymnością modelki, która pozując, obdarza nas zaufaniem. Wierzy, że rezultat tej pracy będzie budził wrażenia estetyczne odnoszące się do idei piękna. I choć brzmi to górnolotnie, pracując przez lata na planach wielu sesji zdjęciowych, zawsze miałem z tyłu głowy poczucie odpowiedzialności wynikające z tego zaufania – mówi fotograf.

Bez zaufania nie ma mowy o udanej sesji. Brak zaufania między modelką a fotografem to brak poczucia bezpieczeństwa – pewien szum, zakłócenie widoczne na zdjęciu.

Sesja studyjna:
Sesja studyjna:
Zdjęcie z serii prezentującej różne typy oświetlenia wykorzystywane przy sesjach w pomieszczeniach. Modelka: Ewa Kępys.
Norman Lenda

– Na pewno ważna jest też luźna atmosfera, dlatego gaduły mają dużo łatwiej. Ważne też, by postawą i działaniem pokazywać drugiej stronie, że jesteśmy tu po to, by zrobić razem wspaniałe zdjęcia. To działa budująco – ujawnia Norman Lenda.

Natomiast z biznesowej perspektywy komercyjne sesje zdjęciowe to trzymanie się sztywnego planu, założeń sesji, terminów.

– Takie zdjęcia wiążą się z dużym tempem pracy, walką ze zmęczeniem, które da się ukryć po mojej stronie obiektywu, jednak w pewnym momencie może się zdradzić w mimice osoby fotografowanej. Nie wspomnę nawet o postprodukcji, czyli obróbce zdjęć, która – jeżeli pracujemy dokładnie – zajmuje drugie tyle czasu. Wyobrażenie, że to lekka i prosta praca, jest romantyczną wizją tego zajęcia – twierdzi fotograf.

List miłosny do wojowniczek

O cosplayu dowiedział się w 2008 r. W Polsce nie było to jeszcze zjawisko powszechne, daleko mu było do dzisiejszej profesjonalnej formuły. Zajmował się fotografią i wizja fotografowania wcieleń fikcyjnych postaci wydawała mu się fantastyczną zabawą. Mówi, że wychowani w latach 90. – tak jak on – pewnie pamiętają wpływ marek Captain Tsubasa , Dragon Ball czy Pokemony. Kolorowe, głośne salony gier, później pierwsze gry telewizyjne i konsole w domach. Ktoś, kto miał PSX-a z „Tekkenem 3”, uzyskiwał wyższy status społeczny wśród rówieśników na podwórku. Wszyscy czytali pisma o grach, a redaktorzy byli dla dzieciaków autorytetami porównywalnymi do dzisiejszych youtuberów.

Lidia Sobieska, „Tekken 7”:
Lidia Sobieska, „Tekken 7”:
Fotografia do projektu kalendarza z bohaterkami gier. Ta postać jest fikcyjnym wyobrażeniem polskiej premier, która bierze udział w turnieju Tekken. Cosplayerka: Marcelina „Purin Konsek”.
Norman Lenda

– Mam duży sentyment do tych czasów. Przez kolejne lata wciąż podświadomie żyłem tymi kategoriami. I choć „Tekken” nie był już wyznacznikiem statusu społecznego, ta pasja doprowadziła mnie do bliższej współpracy z portalami traktującymi o grach komputerowych. To stworzyło różne możliwości łączenia służbowych lub prywatnych wyjazdów zagranicznych z fotografiami cosplay. Na koncie mam również dwa, swego czasu całkiem rozpoznawalne udane projekty crowdfundingowe: kalendarz „League of Beauties” dla fanów gry „League of Legends”i jego kontynuację „Clash of Beauties” – mówi Wiking.

Jako fotograf skupia się przede wszystkim na postaciach z gier, do których ma sentyment. Od dłuższego czasu w przerwach od zajęć zawodowych przygotowuje materiały do kolejnego kalendarza cosplay, tym razem skupiającego się na wojowniczkach z klasycznych bijatyk: „Tekken”, „Dead or Alive”, „Street Fighter”.

Kasumi, „Dead or Alive”:
Kasumi, „Dead or Alive”:
Fotografia do projektu kalendarza z bohaterkami gier. Cosplayerka: Paulina „Tsuki Iseki” Wasilewicz.
Norman Lenda

– Ten projekt to osobisty list miłosny do bijatyk wszelkiej maści. Jako gracz cenię ten gatunek. Podobnie jak japońskie gry hack-n-slash, jRPG czy scenę retro arcade. Szczególnie uwielbiam salony gier Sega – ujawnia projektant gier.

Podkreśla, że główny zawód – projektanta gier – to jego życiowa pasja, a możliwość łączenia go z fotografią i cosplayem stała się okazją do zbudowania własnej niszy.

– To zabawne, ale zainteresowałem się fotografią przez grę komputerową, w której można było robić zdjęcia – wspomina.

Z miłości do gier:
Z miłości do gier:
Salon Normana Lendy zdobią dwie duże, oświetlone neonami witryny pełne figurek z wyjazdów. Kolekcja gier prezentuje się nad telewizorem, na ścianach wiszą plakaty i ilustracje.
Norman Lenda

Także jego dom jest emanacją miłości do kultury gier. Salon zdobią dwie duże, oświetlone neonami witryny pełne figurek z wyjazdów. Kolekcja gier prezentuje się nad telewizorem, na ścianach wiszą plakaty i ilustracje.

– To najlepsze świadectwo, że gry to nie tylko mój sposób na życie, ale również istotna jego część – mówi współtwórca Ironbird Creations.

Nie Lamborghini, lecz automat do gier

Sam jednak nie wciela się w żadnego bohatera.

– O ile fascynuje mnie cosplay w wykonaniu innych osób, o tyle nigdy nie widziałem siebie w tej roli. Trudno mi znaleźć odpowiedź, dlaczego tak jest. Cosplay to forma aktorstwa. Kiedy inne dzieci marzyły, by być aktorami, ja bawiłem się w pisanie scenariuszy i rozdawanie im ról. I tak zostało – wyjaśnia.

Mówi o sobie, że jest konsolowcem czystej krwi.

– PS5 i Xbox kurzą się na szafce, bo od kilku lat moją uwagę całkowicie zajął Nintendo Switch. Najbardziej w grach cenię gameplay. Nintendo jest liderem rynku. Switcha lubię za mobilność, możliwość gry w podróży, często zastępuje mi książkę na plaży, jest też świetnym urządzeniem do grania ze znajomymi w lokalu na mieście. Uwielbiam stare automaty arcade, klimat żetonów z lat 90., te wszystkie niesamowite gry z tamtego okresu. Jednym z moich marzeń jest dom z poddaszem pełnym automatów tego typu. Jedni marzą o nowym Lamborghini, a ja o starym automacie na strychu – wyznaje.

Na razie od dwóch lat tworzy grę „Phantom Hellcat”, która będzie dostępna na komputery osobiste, konsole obecnej (PS5, Xbox Series S/X) i poprzedniej generacji (PS4, Xbox One). To pierwszy projekt obecnego zespołu Ironbird Creations. Wcześniej jego część pracowała jako wewnętrzny oddział deweloperski All in! Games. Tam też wypracowali procedury, na bazie których mogli się podjąć stworzenia większego samodzielnego studia z dużą liczbą specjalistów.

„Phantom Hellcat” to gra z gatunku action-adventure – łączy brutalną, dynamiczną walkę znaną z gier hack’n’slash z płynnym platformingiem (gra zręcznościowa na wielu poziomach) przedstawionym w perspektywie 2D. Te dwa składniki gry zespalają się w jedno doświadczenie. Niezależnie od perspektywy przedstawienia akcji mamy ten sam sposób sterowania postacią, zakres ruchów, ataków.

Akcja toczy się w magicznym teatrze, który pełni rolę więzienia dla demonów. Opowiada nie tylko o walce ze złem, lecz także o pojednaniu w rodzinie. Ironbird Creations jeszcze nie zdradza, kiedy „Phantom Hellcat” ukaże się na rynku.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane