Konstytucja UE i tak nie wejdzie w życie

Jacek Zalewski
opublikowano: 2004-06-16 00:00

Jutro w Brukseli rozpoczyna się dwudniowy szczyt Rady Europejskiej. Kończąca półroczną prezydencję Irlandia zapowiedziała na dzisiaj przedstawienie najnowszych propozycji „kompromisu” w sprawie Konstytucji UE. Cudzysłowu użyłem zasadnie, albowiem kompromis — wymawiany niemal identycznie we wszystkich unijnych językach — w odniesieniu do spornych zapisów okazuje się terminem pustym. Dopiero po irlandzkiej deklaracji okaże się, czy w ogóle ma sens wznawianie na brukselskim szczycie obrad VIII Konferencji Międzyrządowej, zawieszonej po fiasku 13 grudnia.

Wydarzeniem zdecydowanie utrudniającym przyjęcie konstytucji były wybory do Parlamentu Europejskiego. Nie tylko w Polsce przekształciły się one w krajową walkę polityczną i nie tylko w Polsce ugrupowania aktualnie rządzące walkę tę przegrały — choć nigdzie tak sromotnie, jak SLD-UP. Osłabione politycznie rządy nie zechcą dodatkowo narażać się na zarzuty zdrady interesów narodowych i usztywnią swoje stanowiska. Sytuacja premiera Marka Belki — który został na szczyt w Brukseli umocowany prawnie, ale tylko przez prezydenta — jest wyjątkowo niewygodna. Jego ewentualna kapitulacja i zgoda na odejście od systemu nicejskiego oznaczałaby niechybnie... Trybunał Stanu.

Gdy unijni politycy zbyt nachalnie zaczynają mówić o potrzebie elastyczności i wzajemnych ustępstw, to szanse na zmiękczenie stanowiska którejś ze stron gwałtownie maleją. W tej sytuacji za wielkie osiągnięcie szczytu będzie można uznać zatwierdzenie nowego przewodniczącego Komisji Europejskiej, na pięcioletnią kadencję zaczynającą się 1 listopada. Poważnych kandydatów jest kilku i być może stanowiska szefów państw i rządów tak się spolaryzują, iż rozjadą się z Brukseli nawet bez tej decyzji personalnej — a to byłaby instytucjonalna klęska poszerzonej dopiero co Unii Europejskiej.

A tak w ogóle — unijna konstytucja i tak pozostanie dokumentem prawnie nieskutecznym. Polska będzie tym razem mogła siedzieć cicho i wysłużyć się... Anglikami. Zawsze bywało odwrotnie, więc dopełni się sprawiedliwość dziejowa. Brytyjskie eurowybory przyniosły wielki sukces Partii Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (UKIP), która najchętniej namówiłaby konserwatystów do wspólnego wycofania Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Aż tak radykalne rozwiązanie wydaje się mało prawdopodobne, ale o zatwierdzeniu Konstytucji UE w referendum nie ma mowy. Skoro poddani Elżbiety II nie mają własnej konstytucji, no to czy wypada im podporządkować się jakiejś obcej? Referendum nie da się już uniknąć, z kolei konstytucja nie wejdzie w życie, gdyby którekolwiek z państw członkowskich jej nie zatwierdziło — i tak koło się zamyka.