Konsumencie, upiększ się sam

Modę na kosmetyczne surowce i domowej roboty balsamy, kremy czy mydła widać już nie tylko na ekotargach, ale też w sklepach. Na rynku robi się ciasno

Zrób to sam — slogan całe lata eksploatowany przez sklepy z materiałami budowlanymi na dobre zagościł w innych branżach. — Najpierw Polacy zaczęli zwracać większą uwagę na to, co kładą na talerzu, i zainteresowali się gotowaniem. Teraz patrzą też coraz częściej na to, co nakładają na skórę — mówi Artur Chaber, współtwórca Ecospa. Tomasz Kudaszewicz, założyciel Mydlarni Cztery Szpaki, mówi o naturalnym przejściu do kolejnych elementów zdrowego życia.

Zobacz więcej

NA FALI: Artur Chaber, współtwórca Ecospa, wziął się za budowę biznesu wokół kosmetycznego DIY przed wieloma laty. Dziś przybywają kolejni gracze, a klienci są coraz lepiej wyedukowani. [] FOT. A. CHABER

— Wszyscy chcemy żyć długo i zdrowo, więc powszechne stało się czytanie etykiet. To ogromna szansa na sukces rzemieślniczej branży kosmetycznej — uważa przedsiębiorca. Internetowe sklepy z surowcami i półproduktami do wyrobu kremów i mydeł to nie nowość. Wygląda jednak na to, że segment, który dotychczas umykał statystykom, osiągnął masę krytyczną.

— Wydaje się, że możemy już mówić o masowym odbiorcy. Firmę założyliśmy ponad 10 lat temu. Na początku spotykaliśmy się z obawami klientów, czy będą w stanie sami przygotować kosmetyki. Potem, mniej więcej pięć lat temu, na fali rosnącej mody na kosmetyki naturalne konsumenci zaczęli mocniej interesować się półproduktami i surowcami. Dzięki mediom społecznościowym — wymianie informacji, filmikom pokazującym robienie własnych mieszanek — dziś chyba możemy mówić o powszechności takich kosmetyków — twierdzi Artur Chaber.

Popularne hand made

Przybywa klientów, ale rośnie też konkurencja. Nowe firmy oprócz półproduktów i surowców często oferują własne rzemieślnicze kosmetyki. Tomasz Kudaszewicz, zanim zaczął działać w branży kosmetycznej, robił m.in. sery, ubrania i piwo. Zawsze było to rękodzieło. To ostatnie doprowadziło go do rozpoczęcia 10 miesięcy temu sprzedaży mydeł, hydrolatów i peelingów.

— Na jednym z amerykańskim blogów piwowarskich zobaczyłem mydło z dodatkiem piwa. Zainteresowałem się, zrobiłem na własne potrzeby, zainteresowali się znajomi, znajomi znajomych i tak narodził się nasz biznes. Jesteśmy krótko na rynku, więc trudno o statystyki. Widzimy jednak wysoki odsetek powracających klientów — mówi Tomasz Kudaszewicz. Na wartość dodaną stawia też Anna Bieluń, twórczyni Ministerstwa Dobrego Mydła.

— Sprzedajemy drugi rok. Od razu założyłyśmy, że musimy mieć coś więcej niż surowce i półprodukty, więc mamy m.in. mydła i peelingi. Oczywiście produkcja to dużo trudniejsza opcja, ale też nasza przewaga nad firmami sprzedającymi składniki kosmetyków, których ciągle przybywa. W przypadku surowców bariera wejścia jest niższa, więc konkurencja większa. Rywalizacja cenowa prowadzi do utraty marż i niektórzy już zaczynają narzekać na ten biznes — mówi Anna Bieluń.

Artur Chaber nie chce wchodzić w segment kosmetyków gotowych. — Jestem przekonany, że specjalizacja ma sens. Poza tym jesteśmy teraz na etapie rozwoju rynku i poszerzenia portfela o kolejne składniki kosmetyków — nie chcemy zajmować się wszystkim. Mamy jeszcze sporo do ugrania w tym segmencie w kraju i zaczynamy coraz częściej wysyłać towar za granicę — twierdzi współtwórca Ecospa.

(Nie) tylko dla małych

Zdaniem drobnych przedsiębiorców, to biznes stworzony dla małych graczy. — Chcemy rozwijać się powoli, nigdy nie będziemy wielką firmą. Wystawiamy się na targach, docieramy do kilkunastu sklepów ze zdrową żywnością, rozwijamy kanał e-commerce — mówi założyciel Mydlarni Cztery Szpaki. Myśli o drugiej nodze biznesu — produkcji dla marek zewnętrznych. Twórczyni Ministerstwa Dobrego Mydła niedawno otworzyła sklep w Warszawie. Pracuje też nad stworzeniem marki, która za rok, dwa lata mogłaby się pojawić na większą skalę w różnych sklepach. — To typ biznesu, który musi być małą firmą rodzinną, inaczej straci to, co go wyróżnia. Trudno myśleć o stworzeniu dużej sieci sklepów franczyzowych, bo to kwestia utrzymania jakości, co w takim przypadku jest raczej niemożliwe — twierdzi Anna Bieluń.

Sklepy sieciowe wygospodarowały jednak półkę dla tej kategorii. Hebe, należące do Jeronimo Martins, rozbudowuje ofertę olejków, bo dostrzega rosnące zainteresowanie kosmetykami naturalnymi. „Klienci coraz częściej interesują się działaniem poszczególnych typów olejków i chętnie sięgają po tego typu kosmetyki (…) wraz ze wzrostem świadomości dotyczącej zdrowego stylu życia, trend ten cały czas się umacnia” — napisało biuro prasowe sieci. Hebe zaznacza, że nie ma w ofercie hydrolatów i innych półproduktów, bo ich użycie wymaga wiedzy na temat komponowania aktywnych składników kosmetyków. Modę na samodzielne przygotowywanie kosmetyków przez konsumentów uważa na razie za niszową.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Po godzinach / Konsumencie, upiększ się sam