Konsument nie grzeje inwestorów u progu 2026 roku

Ignacy Morawski 1
opublikowano: 2026-01-17 16:00

Pierwsze sygnały ze spółek giełdowych pokazują, że bieżący rok jest - zgodnie z prognozami - bardziej rokiem inwestycji niż konsumpcji. Jednak w dłuższym okresie bez konsumenta nic się nie kręci.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Na początku roku pojawiły się pierwsze wyniki dużych spółek giełdowych, które pokazują, co w gospodarce trzyma się mocno, a co słabiej. Widać, że mocno trzymają się inwestycje, a słabiej konsumpcja. Te sygnały współgrają z tym, co słychać w wielu dziedzinach gospodarki. Kto sprzedaje na rzecz dużych zakładów przemysłowych ma lepiej niż ten, kto sprzedaje konsumentowi. I można się spodziewać, że w pierwszych miesiącach roku ten trend się utrzyma.

Zacznijmy od inwestycji, które w tym roku mają być prawdziwym motorem gospodarki. Głównie dzięki górce w wykorzystaniu funduszy europejskich. Widać to też na giełdzie, gdzie indeks WIG Budownictwo od początku roku zyskał aż 5,5 proc., więcej niż ogólny WIG (3,8 proc.).

Rynek pozytywnie odebrał wyniki Budimexu. Według wstępnych danych grupa prawie podwoiła swój zysk w ostatnim kwartale roku. Jej zarządzający wskazują, że najważniejsze były zwiększone przychody i jednocześnie poprawa rentowności. Aczkolwiek analitycy zwrócili uwagę na fakt, że wielkość podpisanych kontraktów była niższa rok do roku. Widać więc, że wciąż następują przesunięcia w inwestycjach z 2025 na 2026 rok.

Natomiast słabiej jest postrzegany konsument. Największe spółki handlowe notują dość słaby początek roku – w pierwszych dwóch tygodniach 2026 r. traciły m.in. akcje Dino i LPP, a Allegro jest mniej więcej na zero.

Słabo przez inwestorów odebrane zostały wyniki Jeronimo Martins (właściciel Biedronki). Grupa zaraportowała w swoich wynikach finansowych, które same w sobie są niezłe, że w ostatnim kwartale minionego roku zanotowała powrót deflacji cen sprzedawanych towarów. Inwestorom od razu uruchomił się alarm, że oznacza to spadek marż.

Wprawdzie rynek spożywczy nie musi być reprezentatywny dla szerokich trendów makroekonomicznych, ale w tym przypadku może być to symptom ważnego zjawiska jakim jest wysoka skłonność konsumentów do oszczędzania. Konsument jest dziś wybredny, wykazuje wysoką wrażliwość cenową i nie jest skłonny do istotnych zakupów.

Kilka dni temu rozmawiałem z osobami pracującymi dla bardzo dużej polskiej firmy dostarczającej towary zarówno dla konsumentów, jak i przemysłu. Przyznały one, że w istocie zapotrzebowanie ze strony konsumentów wygląda dziś słabiej niż ze strony przemysłu. To dotyczy zarówno rynku polskiego, jak też rynków zagranicznych.

Podobną rzecz widać w badaniach nastrojów przedsiębiorstw. Nastroje firm produkujących dobra kapitałowe, czyli na przykład maszyny i urządzenia, są lepsze niż nastroje firm produkujących trwałe dobra konsumpcyjne.

Natomiast prawda jest taka, że w dłuższej perspektywie trudno będzie podtrzymać ożywienie gospodarcze bez konsumenta. Ostatecznie produkuje się po to, by konsumować: nawet jeżeli nie dziś (konsumpcja bieżąca), to w przyszłości (inwestycje, czyli konsumpcja odłożona). Szansę na poprawę w tym zakresie widziałbym w trwałości niskiej inflacji. Jeżeli ona naprawdę będzie niska dłużej, stopy procentowe jeszcze spadną, a na świecie uda się ustabilizować sytuację geopolityczną, to może w końcu konsument ruszy do sklepów.