W danych makroekonomicznych dotyczących sprzedaży detalicznej i produkcji jeszcze tego nie widać, ale różne wskaźniki sugerują, że konsumenci zaczynają zwiększać swoje zakupy. Wyraźnie przyspieszyła ostatnio kreacja kredytu konsumpcyjnego, co oznacza, że rośnie popyt na droższe dobra trwałe – elektronikę, może meble. Bardzo dobre są nastroje w branży rekreacji i rozrywki, co wskazuje, że popyt na usługi konsumpcyjne rośnie. To mogą być impulsy, które wyciągną gospodarkę z dołka, choć nie oczekiwałbym wielkich fajerwerków. Tych impulsów może być wciąż za mało, byśmy mogli wejść na ścieżkę szybkiego wzrostu.

W maju wielkość długu z tytułu kredytów konsumpcyjnych w złotych dla osób prywatnych w Polsce zwiększyła się o 1,6 mld zł – najwięcej od dokładnie dwóch lat, a przypomnijmy, że dwa lata temu mieliśmy pierwszy miesiąc wyraźnego wyjścia z lockdownów. W tym wysokim przyroście jest trochę sezonowości, ale nawet po oczyszczeniu z efektów sezonowych dane pokazują największy wzrost od września 2021 r. A z rozmów z ludźmi pracującymi w dużych bankach wnioskuję, że kreacja kredytu konsumpcyjnego jest solidna.
Te dane wpisują się w szereg innych wskaźników, które sugerują, że konsument lepiej patrzy na swoje finanse i najbliższą przyszłość. Na przykład w maju wskaźniki nastrojów konsumentów wzrosły po raz pierwszy do poziomów sprzed rozpoczęcia wojny w Ukrainie (w czerwcu poprawa była wolniejsza, ale trend jest pozytywny). W ostatnich miesiącach widać też było stopniową poprawę różnicy między dynamiką płac a dynamiką cen – na korzyść płac. To wszystko jest naturalną reakcją na spadki nastrojów i konsumpcji z zeszłego roku wywołane kryzysem energetycznym. Konsumpcja musi w końcu odbić od dna i widzimy pierwsze tego przejawy.
Niestety te jaskółki ożywienia konsumpcji wciąż nie są jeszcze widoczne w danych o sprzedaży detalicznej. Ta szura po dnie. W maju sprzedaż była o 6,8 proc. niższa rok do roku i nie widać było poprawy w porównaniu z kwietniem. Bardzo słabo wygląda m.in. sprzedaż dóbr trwałych, czyli sprzętu RTV/AGD i mebli. Jak to połączyć z rosnącą kreacją kredytu konsumpcyjnego? Możliwe, że konsumenci biorą kredyt na inne towary, choć to wątpliwe, by ożywienie kredytowe nie poruszyło sprzedażą dóbr trwałych. Bardziej prawdopodobna jest inna interpretacja: polski konsument stopniowo zwiększa zakupy towarów, natomiast odpływ migrantów z Ukrainy sprawia, że cały rynek detaliczny wciąż się kurczy.
Ożywienie konsumpcji jest na pewno widoczne w usługach, przynajmniej niektórych. W branżach związanych z rekreacją i kulturą nastroje biznesowe są najlepsze od lat, co wskazuje, że tam zakupy konsumentów muszą rosnąć. I tak na przykład ogólny wskaźnik koniunktury dla sektora rekreacji, kultury i rozrywki (mierzony przez GUS na podstawie comiesięcznych badań ankietowych) wyniósł w czerwcu 23,7 pkt, wobec 9 pkt przed rokiem. Dla turystyki analogiczny wskaźnik wyniósł 23,9 pkt, wobec 22,6 pkt przed rokiem. W obu przypadkach wskaźniki są na poziomach takich, jak przed pandemią COVID-19. Lepsze niż przed rokiem są też nastroje w gastronomii, choć tutaj sytuacja jest słabsza niż przed pandemią. Co ciekawe, gorzej niż rok temu wyglądają wskaźniki nastrojów dla branży hotelarskiej.
Natomiast bardzo słabe są nastroje w handlu towarami wyposażenia domu. W czerwcu ogólny wskaźnik koniunktury w tej branży wyniósł -12,2 pkt, wobec -5,4 pkt przed rokiem i dużo niżej niż przed pandemią. Złe nastroje w branży widać szczególnie po deklaracjach firm dotyczących inwestycji. Wskaźnik planowanych inwestycji jest niemal na najniższym poziomie w historii, pomijając fatalny okres wiosny 2020 r.
Jeżeli jednak sygnały z rynku kredytowego i z badań nastrojów konsumentów są reprezentatywne i trwałe, to w końcu powinniśmy zobaczyć ożywienie sprzedaży towarów. Zakładam, że to nastąpi jeszcze przed końcem tego roku, może nawet przed końcem trzeciego kwartału.
Natomiast nie powinniśmy w Polsce oczekiwać bardzo szybkiego ożywienia gospodarczego. O ile konsument musi w końcu zwiększyć swoje zakupy, bo trwałe spadki konsumpcji są zjawiskiem rzadko spotkanym, o tyle coraz większą presję na gospodarkę będą wywierały rosnące realne stopy procentowe. Wprawdzie stopy nominalne pozostają bez zmian, ale oczekiwana inflacja stopniowo się zmniejsza, co oznacza, że oczekiwany realny zwrot z bezpiecznych inwestycji finansowych powinien się zwiększać. A to będzie zniechęcało do inwestowania i może też – w przypadku zamożniejszych gospodarstw – do konsumowania. Oczekiwałbym więc pełzającego ożywienia.
