Kontekst unijny inny niż krajowy

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2024-06-04 20:00

Wybory do Parlamentu Europejskiego (PE) w Polsce oraz 20 innych państwach odbywają się w niedzielę, 9 czerwca, ale unijna wspólnota generalnie startuje już 6 czerwca.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Czwartek jest dniem wszelkich wyborów w Holandii, podobnie zresztą jak w Wielkiej Brytanii, ale to drugie królestwo stało się UE obce i pierwszy raz w elekcji PE nie bierze już udziału. Notabene coraz więcej Brytyjczyków gorzko tego żałuje… Inaugurujące superweekend głosowanie w Holandii wywołuje ogromne zainteresowanie w całej UE z jednego powodu – w ostatnich krajowych wyborach 22 listopada 2023 r. najwięcej głosów i mandatów zdobyła skrajnie prawicowa Partia Wolności (PVV). Jej lider Geert Wilders musiał pogodzić z gorzką prawdą, że nie może być premierem – został nim kompromisowy Dick Schoof, wywodzący się z Partii Pracy (PvdA) – ale w proporcjonalnej ordynacji do PE ugrupowanie Wildersa jest w Holandii pewniakiem do powtórnego zwycięstwa.

Specyfika składu PE powoduje inne postrzeganie wyniku całościowego oraz w rozbiciu na poszczególne państwa. Sondaże ogólnounijne wskazują na ponowny złoty medal chadeckiej Europejskiej Partii Ludowej, srebro Sojuszu Socjalistów i Demokratów oraz brąz liberalnej Odnowy Europy. Szeroko rozumiana konserwatywna prawica sumarycznie zajmie spokojnie miejsce trzecie, możliwe że drugie, a niektóre przepowiednie mówią nawet o pierwszym – ale co z tego, skoro ta strona sceny jest organizacyjnie rozbita i skłócona. Partie znaczące w wielu państwach tuż przed wyborami nie deklarują, do jakiej międzynarodówki w PE wejdą, ponieważ nikt nie wie, jakie grupy… w ogóle zostaną sklecone. Dlatego konserwatywna prawica nie była reprezentowana w debacie liderów, zorganizowanej 23 maja przez Eurowizję. To właśnie na rozbiciu konkurencji opiera swoje nadzieje Ursula von der Leyen, której w wieku 66 lat zamarzyła się druga kadencja na czele Komisji Europejskiej (KE). Na mój nos faworytka chadecko-ludowa będzie miała ogromne problemy z uzyskaniem wymaganej większości kwalifikowanej w tajnym głosowaniu odnowionego personalnie PE, nawet jeśli wcześniej to właśnie jej kandydatura zostanie wyłoniona przez prezydentów i premierów na szczycie Rady Europejskiej – co też wcale nie jest przesądzone.

Ursula von der Leyen w ubiegłym roku na kongresie chadeckiej międzynarodówki przepowiedziała Donaldowi Tuskowi odzyskanie premierostwa. Teraz szef rządu się rewanżuje i mocno stawia na reelekcję niemieckiej przewodniczącej KE, z czym wiąże nadzieje na obsadzenie przez Radosława Sikorskiego teki nowego komisarza do spraw obronności. Notabene w tej kwestii nic do powiedzenia nie będzie miał Andrzej Duda, mimo jego ambicji i aspiracji opartych na przeforsowanym przez PiS jeszcze w ubiegłym roku przepisie tzw. ustawy kompetencyjnej. W każdym razie podwójny, unijny i krajowy, cel miał finalny wiec wyborczy, zorganizowany 4 czerwca 2024 r. w Warszawie przez Donalda Tuska – nie tylko w 35. rocznicę przełomowych wyborów z 1989 r., lecz także pierwszą rocznicę ogromnej manifestacji sprzed roku, która stała się ziarnem, z którego wyrosło zwycięstwo wyborcze 15 października 2023 r.

Na pięć dni przed naszym głosowaniem na plan pierwszy plan wysuwa się symboliczne zdobycie złotego medalu krajowego. Prawo i Sprawiedliwość na podstawie sondaży zakłada, że sumarycznie znowu wygra z Koalicją Obywatelską, tak jak stało się to 7 kwietnia na poziomie sejmików województw. Donald Tusk staje na rzęsach, żeby jednak to KO była 9 czerwca pierwsza. Ta rozgrywka ma jednak znaczenie wyłącznie prestiżowo-symboliczne. Przypomnę ciekawy wynik sprzed dekady, otóż w wyborach do PE w 2014 r. lista PO pokonała PiS w skali kraju różnicą zaledwie… 24 345 głosów, przy czym obie partie zdobyły po 19 mandatów. Tak naprawdę ważne było tylko późniejsze znaczenie delegacji obu remisujących partii w PE – ekipa PiS miała marginalne.