To efekt decyzji amerykańskiej Komisji Handlu Towarami i Pochodnymi (Commodity Futures Trading Commission – CFTC). Bo choć z jednej strony nie ma zakazu oferowania zagranicznych kontraktów w Stanach Zjednoczonych, to z drugiej, by każda transakcja z osobna nie musiała uzyskiwać odrębnej zgody, instrument jako taki musi być wcześniej przez CFTC zaaprobowany.
Nadanie statusu inwestycyjności dla amerykańskich inwestorów kontraktom na WIG20 może się przyczynić do aktywizacji rynku pochodnych Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW). Sytuacja na rynku futures to jedna z jej największych bolączek. Udział pochodnych w przychodach GPW spadł w ciągu czterech lat z około 20 do 5 proc. I nie był to wyłącznie wynik rozwoju innych gałęzi działalności. Np. w drugim kwartale 2014 r. instrumenty pochodne przysporzyły GPW 3,7 mln zł przychodów. Cztery lata wcześniej było to 11,2 mln zł.
By pobudzić handel kontraktami, we wrześniu 2013 r. zarząd kierowany przez Adama Maciejewskiego wprowadził kontrakty z mnożnikiem 20. GPW liczyła, że wzrost mnożnika, a tym samym prawdopodobieństwa zysku lub straty, zwiększy skłonność inwestorów do zawierania transakcji na kontraktach. Decyzja została podtrzymana przez zarząd z Pawłem Tamborskim na czele, ale na razie trudno dostrzec pozytywne efekty zmiany mnożnika. Z drugiej strony, niezależnie od mnożnika, ruch na rynku kontraktów, to w dużej mierze pochodna zmienności samego indeksu. WIG20 miesiącami tkwił zaś w trendzie bocznym.
