Podczas sobotniej Konwencji Krajowej SLD liderzy partii ubolewali, że Sojusz jest postrzegany jako "partia - pasożyt", dlatego "czas zamienić lakierki na sandały misjonarzy lewicy". Z sali padały zaś głosy, że partia potrzebuje zmian w kierownictwie.
Konwencja ustaliła termin kongresu partii na grudzień, udzieliła absolutorium obecnemu kierownictwu i zmieniła sposób wyłaniania władz.
Przewodniczący SLD Krzysztof Janik przekonywał delegatów, że w ostatnich miesiącach SLD przełamał kryzys polityczny, dał Polsce dobry rząd i uchronił lewicę od rozpadu. Ubolewał jednak, że w oczach Polaków Sojusz to pazerna partia władzy. "Zlekceważyliśmy zjawisko zawłaszczania partii przez karierowiczów, ludzi, których dziś się wstydzimy. Dziś płacimy za tamte zaniechania" - powiedział szef SLD.
Sekretarz generalny SLD Marek Dyduch zapewniał, że choć partię dopadł wielki kryzys, to Sojusz się nie podda. "Rozstańmy się z salonami, a lakierki zamieńmy na sandały misjonarzy lewicy" - apelował.
Gość Konwencji SLD, premier Marek Belka, dziękował posłom Sojuszu za jednogłośne poparcie wniosku o wotum zaufania dla jego rządu. "Rząd uzyskał poparcie solidną większością, nie w drodze manipulacji, ani dzięki koalicji strachu, ale w wyniku trudnego kompromisu programowego" - mówił.
Premier podkreślił, że Sojusz musi nie tylko wspierać rząd, ale wręcz inspirować jego działania na rzecz uczciwego państwa. "Nie ma żadnych szans na odbudowę lewicy w państwie, społeczeństwie i umysłach ludzi, jeśli będzie rozdźwięk między tym, co rząd mówi i próbuje robić, a tym, co czyni jego naturalne zaplecze" - ocenił Belka.
Jego zdaniem, "rząd zależy od swojego zaplecza parlamentarnego, ale także od społeczeństwa". "Bez zdyscyplinowanego zachowania w parlamencie i ofensywy wśród ludzi, nam się nie uda. Ale i wam też" - podkreślił Belka.
Podczas dyskusji nie brakowało słów krytyki. Marek Paprocki z Podkarpacia, nawiązując do słów Janika, że Sojusz wyrzekł się ideałów lewicowych, powiedział: "My na dole tych ideałów się nie wyrzekliśmy, a często musimy się wstydzić za partię. Z panem partia nie ma szans na przyszłość".
Jerzy Makles z Ostrzeszowa sugerował, że na najbliższym kongresie partii "należy podziękować wielu kolegom z kierownictwa" i wybrać nowe władze, które będą chodzić po ziemi i słuchać co się dzieje na dole.
"Chciejcie dla partii działać, a nie narzekać - ripostował szef Sojuszu.
Również w opinii gościa konwencji, prof. Kazimierza Kika, sobotnie spotkanie to stracona okazja do dokonania zmian personalnych i pokoleniowych w Sojuszu. "A dzisiejsza konwencja to akademia na rzecz przypomnienia, że jest SLD i że chce dobrze" - powiedział dziennikarzom.
Janik odpierał te zarzuty mówiąc, że "profesor jest miłośnikiem modelu PZPR-owskiego: jak się wyrzuci Gomułkę, to partia się uzdrowi, a sytuacja w kraju poprawi".
Mimo krytyki, delegaci udzielili wotum zaufania członkom Zarządu Krajowego partii i Krajowego Komitetu Wykonawczego.
Dokonano także zmian w statucie partii, z których najważniejsze to - zmniejszenie składu Rady Krajowej SLD, zmiana sposobu jej wybierania oraz upoważnienie rzeczników dyscypliny partyjnej do zawieszania członkostwa w partii.
Zgodnie ze zmianami, Rada Krajowa będzie wybierana przez zjazdy wojewódzkie partii, a nie jak dotychczas przez Kongres Krajowy. Do Karty Zasad Etycznych SLD wprowadzono zaś zapis, który "nie zezwala na podporządkowanie wykonywanych funkcji i obowiązków w taki sposób, aby występował konflikt interesów".
Sobotnia konwencja przyjęła także kilka uchwał m.in. w sprawie Traktatu Konstytucyjnego; SLD z zadowoleniem przyjmuje uzgodnienie jego treści i opowiada się za ratyfikacją unijnej konstytucji w referendum. Delegaci zdecydowali także, że w wyborach do parlamentu krajowego ludzie poniżej 30. roku życia będą mieli zapewnione 10 proc. miejsc na listach.
W uchwale dotyczącej przyszłości polskiej lewicy SLD apeluje do członków partii, by wyszli "poza krąg wzajemnych podejrzeń, nielojalności i wygórowanych ambicji". Za wyzwanie uznaje walkę z biedą, bezrobociem oraz nierównym dostępem do edukacji i służby zdrowia.
Przed siedzibą hotelu, w którym w Warszawie odbywała się konwencja kilkunastu członków młodzieżówki SLD, Federacji Młodych Socjaldemokratów, wezwało do "pokoleniowej zmiany i nowych osób w kierownictwie". Uczestnicy happeningu kruszyli młotem płytę chodnikową, przepraszając jednocześnie "za to, że zapodział się bat" na sytuację w partii.
pat/as/ mag/