Kopernik rozważa mariaż z iwestorem
Toruńska spółka pracownicza prawdopodobnie zwiąże się z obcym kapitałem
POTRZEBA CHWILI: Choć spółka osiąga niezłe wyniki, nie ma szans, by z własnych zysków sfinansować niezbędne inwestycje. Zarząd zdaje sobie sprawę, że nie da się uniknąć zasilenia się kapitałem z zewnątrz. Jeśli Kopernik nie zdecyduje się na długoterminowy kredyt, wpuszczenie do spółki inwestora będzie konieczne.
Zarząd Fabryki Cukierniczej Kopernik z Torunia rozważa możliwość dopuszczenia do spółki zagranicznego kapitału.
Od 1991 r. 100 proc. akcji spółki należy do jej pracowników.
Od chwili, gdy spółka pracownicza przejęła Kopernika, strategia przedsiębiorstwa jest otoczona aurą tajemniczości. Antonina Szulc, prezes zarządu, przez 6 lat zazdrośnie strzegła sekretów fabryki i z żelazną konsekwencją odmawiała jakichkolwiek kontaktów z mediami.
— Na rynku tak ciasnym jak nasz konkurencja stanowi ogromne zagrożenie. Wszyscy patrzą sobie na ręce. Dlatego z taką pieczołowitością chronimy strategiczne działania firmy — wyjaśnia szefowa Kopernika.
Aura tajemniczości otaczająca przedsiębiorstwo stała się źródłem pogłosek o jego kiepskiej kondycji. Tymczasem ze sprawozdań finansowych firmy wynika, że zakład ma się doskonale, z roku na rok zwiększa sprzedaż i osiąga zysk netto na poziomie 5-10 proc. przychodów.
Kosztowni pracownicy
— Większość zysku przeznaczamy na inwestycje, przede wszystkim w urządzenia do transportu surowców i półproduktów między poszczególnymi stanowiskami. Chcemy w ten sposób poprawić jakość oraz organizację, co pozwoli na redukcję kosztów — mówi prezes Antonina Szulc.
W 1997 r. inwestycje przekroczyły 18 mln zł. Mimo to produkcja nadal jest tylko częściowo zmechanizowana i wiele czynności pracownicy nadal wykonują ręcznie (jest to przyczyną przerostu zatrudnienia, dzisiaj w Koperniku pracuje 450-500 osób).
— Część pracowników zatrudniamy na czas określony, żeby nie ponosić dodatkowych kosztów związanych z sezonowymi wahaniami sprzedaży. Mimo to wynagrodzenia kosztują nas bardzo dużo, zwłaszcza że 75 proc. załogi stanowią kobiety, którym musimy płacić także w trakcie urlopów macierzyńskich — tłumaczy Antonina Szulc.
Kopernik, jako spółka pracownicza, z oczywistych względów nie dąży do redukcji zatrudnienia. Jest mało prawdopodobne, by przyszły inwestor zaakceptował taki stan rzeczy. Być może dlatego zarząd firmy nie spieszy się z podejmowaniem rozmów z potencjalnymi partnerami, mimo że — jak twierdzi prezes — zainteresowanie spółką jest duże.
— Otrzymywaliśmy oferty od zagranicznych inwestorów. Do tej pory z nich nie skorzystaliśmy. Nie oznacza to jednak, że nie będziemy chcieli w przyszłości w ten sposób pozyskać kapitału na większe inwestycje — zapewnia prezes.
Szefowa Kopernika nie wypowiada się na temat rynkowej pozycji spółki.
— Nie badamy naszego udziału w rynku. Tego rodzaju analizy są bardzo kosztowne, a wiarygodność wyników jest niska. Interesuje nas tylko, by sprzedaż naszych wyrobów rosła, a klienci byli zadowoleni — wyjaśnia Antonina Szulc.
Kopernik ma jeden zakład produkcyjny, w którym wytwarza 5- -10 tys. ton pieczywa cukierniczego rocznie.
Pod względem skali produkcji jest porównywalny z takimi firmami, jak Kaliszanka czy Hanka.
Firma z Torunia produkuje przede wszystkim pierniki w różnych odmianach: bez dodatków, glazurowane, w masie czekoladopodobnej i w czekoladzie. Fabryka wytwarza też wafle: przekładane, w czekoladzie, nadziewane i bez dodatków. Wytwarza także niewielkie ilości herbatników.
— Wafle stanowią około 20 proc. naszej produkcji. Ten rynek bardzo się zagęścił. Nie próbujemy się na nim rozpychać. Chcemy raczej pozostać w piernikowej niszy, zwiększając produkcję wafli tylko w okresach mniejszego popytu na pierniki — dodaje szefowa Kopernika.
Na eksport — głównie do Niemiec — trafia około 10-15 proc. pierników.
Pierniki dla Polonii
— W Europie Zachodniej jada się pierniki tylko w okresie świąt Bożego Narodzenia. Najwięcej jedzą Niemcy, dalej plasują się Belgowie. Niewielkie ilości zjadają także Francuzi i Holendrzy. Cały rok natomiast kupuje pierniki Polonia. Staramy się powoli wkraczać na ten rynek. Szczególnie interesujące są Stany Zjednoczone i Wielka Brytania, ponieważ w tych krajach nie produkuje się pierników — zauważa prezes Szulc.
Sprzedaż na rynkach wschodnich stanowi tylko 20-30 proc. eksportu Kopernika. Mimo to przedsiębiorstwo nie uniknęło w ubiegłym roku skutków kryzysu.
— W drugim półroczu 1998 r. gros przedsiębiorstw zostało w kraju ze swoimi wyrobami, bo zamknął się rynek wschodni. My nie eksportowaliśmy zbyt dużo na tamten obszar. Odczuliśmy jednak konsekwencje kryzysu w postaci wzrostu konkurencji w kraju — sumuje Antonina Szulc.