Należący do towarzystwa Kopernik Global All-Cap Fund utrzymuje aż 15 proc. aktywów w akcjach takich rosyjskich spółek jak Gazprom, RusHydro, czy Sberbank. To najbardziej ryzykowna decyzja w jego 33-letniej karierze inwestycyjnej, przyznaje założyciel towarzystwa Dave Iben. Według danych Morningstar przeciętny fundusz akcji globalnych utrzymuje w aktywach rosyjskich zaledwie 1 proc. kapitału, a kraj ten ma zaledwie 5-procentowy udział w indeksie rynków wschodzących MSCI.
Zarządzający sprzedał część rosyjskich akcji w czerwcu, kiedy indeks Micex odrobił całość strat z marcowej przeceny. Ponownie zaczął jednak dokupywać po załamaniu wywołanym przez zestrzelenie malezyjskiego samolotu nad Ukrainą i nałożenie sankcji gospodarczych na Rosję. Obok napięć wokół Ukrainy i groźby zaostrzenia zachodnich sankcji głównym czynnikiem ryzyka, związanym z inwestycjami nad Wołgą, jest ryzyko przejęcia kontroli nad spółkami przez rząd, przyznaje Dave Iben. Jednak jego zdaniem do całkowitej nacjonalizacji nie dojdzie.
- Rzeczywistość jest bardzo daleka od paniki, z jaką mamy obecnie do czynienia. Inwestorzy uwzględnili w cenach rosyjskich akcji koniec świata – komentował w rozmowie z Bloombergiem Dave Iben.
Od marcowej interwencji na Krymie moskiewski indeks Micex stracił 7,7 proc., a spółki wchodzące w jego skład są notowane przy wskaźniku cena do prognozowanych zysków sięgającym zaledwie 4,8.
