Korki, plaże i bokserzy w mieście z ambicjami

Karol Jedliński
11-09-2007, 00:00

Młode miasto powstałe z kominów i dołów, elektrowni i kopalni się nie boi. Dają przecież na chleb i na igrzyska.

ReportaŻ Największa w kraju elektrownia zapewnia żywot dostatni i spokojny

Młode miasto powstałe z kominów i dołów, elektrowni i kopalni się nie boi. Dają przecież na chleb i na igrzyska.

Dochodzi piętnasta. Marek Chrzanowski, prezydent Bełchatowa, z ochotą pozuje do zdjęć przed Elektrownią Bełchatów. Potężne kominy wypluwają parę wodną i gazy. Będzie ładne tło. To tu produkuje się piątą część energii zużywanej w Polsce.

— Jedźmy już do miasta, bo zaraz zaczną się korki. Znów wszyscy będą psioczyć, że drogi za wąskie — przewiduje.

Scenariusz w tygodniu jest od lat ten sam. O 15 pracę kończy większość z prawie pięciu tysięcy zatrudnionych w elektrowni i drugie tyle w nieodległej kopalni węgla. Zaczynają się korki i po dwóch kwadransach znikają. Późnym popołudniem przychodzi czas na zakupy. Znowu ciasno. Miejscowi lubią w takim przypadku przypominać bezlitosną statystykę: w mieście jest jakieś 25 tysięcy aut na 63 tysięcy mieszkańców. Grubo ponad czterysta samochodów na tysiąc bełchatowian. To ponoć drugi wynik wśród większych miast w Polsce, po Warszawie. W korkach nie stoi tylko maratończyk Wojciech Gruszczyński, który na koncie ma już ponad 130 takich biegów. Codzienna trasa do elektrowni i z powrotem to dla niego drobiazg.

— Ciągle pod znakiem zapytania stoi przebieg drogi ekspresowej S8. Najbardziej logiczny wybór to trasa po obrzeżach naszego miasta. Jednak Łódź mocno lobbuje za tym, by wytyczyć ją bardziej na północ — przyznaje prezydent miasta.

Delikatne sprawy

W promieniu 220 km od Bełchatowa leżą nie tylko Kraków czy Śląsk, ale też Poznań czy Bydgoszcz. Mimo to w samym mieście wielkim światem przesadnie nie powiewa.

— Jest niby skwerek, deptaczek, ale taki, co po pięciu minutach masz go za sobą — uważa Wojciech Jaworski, prezes bełchatowskiej spółki Yavo.

Jego firma to jedno z najbardziej znanych lokalnie prywatnych przedsięwzięć. Paradoksalnie, właściciel Yavo nie szuka rozgłosu i reklamy. Działa przecież w delikatnej branży. Yavo jest jedynym w kraju producentem wchłanialnych szwów chirurgicznych.

— To jak produkcja mercedesów — przekonuje Wojciech Jaworski.

Swoje interesy w Bełchatowie ulokował ponad dekadę temu. Ludzie go lubią, nagrody od miasta dostaje. Swojej decyzji nie żałuje.

— Tu urzędnicy, zapewne z racji historii tego miejsca, mają profesjonalne podejście do biznesu — zaznacza.

A historia miasta to ponoć jakieś znaleziska z okresu kultury łużyckiej, liczące 3,5 tys. lat. Kilkadziesiąt wieków potem wieś często zmieniała swoich arystokratycznych właścicieli. Manufaktura włókiennicza pojawiła się dwieście lat temu. Została aż do dziś, w postaci resztek niegdyś potężnych zakładów przemysłu bawełnianego. Ulica Kościuszki, główna arteria, przy której stoi ratusz, pełna jest więc sklepików z ubraniami. Knajpek i pubów nie uświadczysz.

— Tu wszystko budowane na wariata, więc czego oczekiwać — macha ręką sprzedawczyni zapiekanek zapytana, gdzie tu centrum.

I radzi, wskazując na zadbane kamieniczki:

— W bramie zobaczycie, jak tu było trzydzieści lat temu, kiedy biegły cztery uliczki na krzyż, wyłożone kocimi łbami.

Internet w sławojce

Eleganckie fasady kryją inny świat. Na tyłach reprezentacyjnej ulicy straszy rudera. Właśnie wytacza się z niej mężczyzna i chwiejnym krokiem zmierza do obskurnej sławojki. Tu można jeszcze złapać bezprzewodowy internet ufundowany w rejonie centralnego skweru przez Dolsat, miejskiego potentata medialnego.

— To problem starego Bełchatowa. Systematycznie budujemy jednak lokale socjalne, dalej od centrum, puste kamienice gruntownie wyremontujemy — przekonuje Marek Chrzanowski.

On sam, po pięćdziesiątce, jest już z następnego pokolenia. Tego od elektrowni i kopalni. A nowi mieszczanie żyją w blokach, które w połowie lat 70. zaczęły wyrastać na okolicznych polach. Ulice pamiętające przedwojenne czasy, gdy miasto zamieszkane było w połowie przez Żydów, przykrył asfalt. Trochę bloczków tu, trochę kamienic tam, między nimi stadion i pałac. Prywatne pałace prezydenta to 75 metrów kwadratowych i samochód pod blokiem. W chwili podjęcia decyzji o budowie konglomeratu górniczo-energetycznego rejony Bełchatowa zamieszkiwało ledwie 7-8 tysięcy osób. Ruszyła migracja. W kilkanaście lat później ta liczba sięgnęła 60 tysięcy.

— Do dziś żyjemy w rytmie sukcesów i porażek naszych dwóch największych pracodawców — uważa Marek Chrzanowski.

Ochłodzenie klimatu

Zatrudnienie w elektrowni, tak jak i w kopalni spada, choć obie przynoszą zyski i mocno się modernizują. W ramach programu dobrowolnych odejść niektórzy otrzymują nawet stokilkadziesiąt tysięcy złotych. Średnia wysokość odprawy to około 60 tys. zł. Do tego dochodzą prawa do akcji spółki, którymi czarnorynkowy handel kwitnie. Pieniądze bełchatowianie przeznaczają nie tylko na kolejne samochody.

— Bardzo aktywna jest branża budowlana. W końcu ktoś musi zbudować np. trzynasty blok elektrowni — podkreśla Marek Chrzanowski.

Taki Inkom, którego prezesem jest znana prawie wszystkim bizneswoman Jadwiga Tumidajewicz, zatrudnia 350 osób. Roczny przychód firmy to prawie 70 mln zł. Mniejszych firm budowlanych jest multum. Bezrobocie wśród męskiej części bełchatowian spadło poniżej 10 proc.

— Lata 80. były tu okresem prosperity, ale ludzie potrafili się przestawić z elektrowni na biznes. Bliskość Łodzi powoduje jednak, że metropolii tu raczej nigdy nie będzie — ocenia Wojciech Jaworski.

Trochę młodych wyjechało na studia w Polskę i do pracy na Wyspy, za to tegoroczna liczba urodzeń zwiastuje baby boom. Dla matek wskazany będzie odpoczynek, choćby w cieniu komina. Dookoła pełno lasów i zalewów, z których wodę do chłodzenia czerpie elektrownia. I choć z plaży, wysypanej nawiezionym piaskiem, widać buchające kominy, to w ciepłe dni trudno tam szpilkę wetknąć.

— Od kiedy pojawiły się instalacje odsiarczania spalin, nieprzyjemna woń nie snuje się już po okolicy — przekonuje prezydent Bełchatowa.

Elektrownia rocznie wysyła w niebo 31 milionów ton dwutlenku węgla. Najwięcej w całej Unii, tyle co Estonia. Ocieplenia w mieście jednak nie widać. Wręcz przeciwnie, pojawił się górski klimat. Górę Kamieńsk, w Polsce znaną jako „krzesełko w Bełchatowie”, otwarto dwa lata temu. Powstała w wyniku składowania wierzchnich warstw ziemi, zdejmowanych w okolicznej kopalni. Nowoczesny wyciąg narciarski ściąga zapaleńców nie tylko z województwa.

— Siedemset metrów przyjemnego zjazdu. Z tej okazji w sklepach pojawiło się sporo sprzętu narciarskiego — cieszy się Marek Chrzanowski, aktywny narciarz.

Węgiel na atom

Ostatnio Kamieńsk, najwyższe wzniesienie w środkowej Polsce, uderzył w ekologiczne tony. Piętnaście turbin wiatrowych, należących w połowie do Elektrowni Bełchatów, miele wyziewy sączące się z jej kominów. Kopalnia za to zadba o kolejną gratkę dla motorowodniaków. Węgiel wydobywa metodą odkrywkową, uparcie powiększając gigantyczną dziurę w ziemi. Tu przyjeżdżają wycieczki, jest i taras widokowy. Pokłady brunatnego złota mają się wyczerpać za jakieś 30-40 lat. Potem wyrobisko wypełni woda. Dużo wody. Morze.

— Koniec węgla nie musi oznaczać końca dobrobytu. Trochę dalej znaleziono nowe pokłady. A może będzie atom? Mamy czas, żeby się przygotować — uważa prezydent miasta.

Na razie jest dobrze. Nikt tu elektrowni i kopalni nie śmie postrzegać jako truciciela. Bo żyje się w symbiozie dobrze. Jest na chleb i coś więcej, są na dokładkę igrzyska. Piłkarze i siatkarze sponsorowani przez Polską Grupę Energetyczną (PGE), właściciela bełchatowskiego przemysłu, to chluba miasta. Mariusz Wlazły i spółka, mistrzowie Polski, pokazują się w hali Energia, zbudowanej z pomocą elektrowni. Piłkarze trochę narzekają na przeciągi na trybunach.

— Nie jest jednak tak, że wszyscy żyją meczem. Specjalnie rozpoznawalni nie jesteśmy — przyznaje Tomasz Jarzębowski, piłkarz, który do PGE GKS trafił z warszawskiej Legii.

Podkreśla, że w klubie atmosfera jest świetna, za to na ulicach, jak dla niego, zdecydowanie za senna.

— Jeśli na zabawę, do kina czy na porządne zakupy, to tylko do Łodzi — mówi.

Dla lokalnych patriotów pozostają dwie porządne restauracje, na przyjezdnych czekają trzygwiazdkowe hotele. Kino Kultura służy repertuarem umiarkowanie świeżych thrillerów i komedii. Renomę zdobywa Festiwal Młode(j) Sztuki. Choć to nie metropolia, to zdecydowanie Polska A. Coraz zamożniejsza, z waleczną historią. W końcu to z Bełchatowa pochodził Hertzka Haft, znany później w USA jako Harry Haft, bokser. Zanim stał się bohaterem poczytnej książki, stoczył m.in. walkę z legendarnym Rockym Marciano. A żeby porwać się na krzyżowanie rękawic z niepokonanym nigdy mistrzem, trzeba było być charakternym.

Spadkobiercy trzeciorzędu

W 1960 r. w rejonie wsi Piaski odkryto potężne pokłady węgla brunatnego. Choć urzędowa decyzja o budowie kombinatu zapadła dopiero w 1971 r., to losy miasta rozstrzygnęły się dwadzieścia milionów lat wcześniej — w trzeciorzędzie. Kopalnia plus elektrownia to obowiązkowa kombinacja przy wydobyciu węgla brunatnego. Ten surowiec, choć bardzo energetyczny i łatwiejszy od węgla kamiennego w wydobyciu, źle znosi dłuższy transport. Budowa elektrowni trwała 4 lata, pierwszy blok ruszył pod koniec 1981 r. Dwunasty powstał już w 1988 r. Teraz trwa budowa trzynastego bloku, koszt całości wyniesie 1,6 mld EUR. Jego moc sięgnie 833 MW, a do eksploatacji zostanie oddany w 2009 r. Moce wytwórcze bloku będą odpowiadać około 80 proc. zapotrzebowania energetycznego Warszawy. Węgiel dostarczać będzie BOT Kopalnia Węgla Brunatnego Bełchatów, która rocznie wydobywa prawie 40 mln ton tego surowca. Brunatnego złota w obecnym rejonie eksploatacji wystarczy do około 2040 roku. Obie spółki zatrudniają w sumie 12 tys. osób, z czego 8 tys. pracuje w kopalni.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Energetyka / Korki, plaże i bokserzy w mieście z ambicjami