W czwartek oznajmił wszczęcie z własnej inicjatywy procedury ułaskawieniowej – która trochę czasu potrwa – wobec prawomocnie skazanych na dwa lata odsiadki bez zawieszenia ministrów Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika. Nic nie wspomniał o dwóch również skazanych, chociaż tylko na rok, wysokich oficerach Centralnego Biura Antykorupcyjnego (CBA), którzy w 2007 r. na rozkaz politycznych szefów realizowali tzw. intrygę gruntową wobec ówczesnego niepokornego wobec PiS wicepremiera Andrzeja Leppera. Można się domyślać, że ułaskawiona zostanie cała czwórka. Oficerowie CBA bezpośrednio tworzyli fałszywe dowody i lewe dokumenty, m.in. w imieniu gminy Mrągowo. Cała tamta prowokacja została w postępowaniu sądowym utajniona – wielka szkoda, ponieważ umożliwia to np. Jarosławowi Kaczyńskiemu rozpowszechnianie nieprawdy, że ekipa kierująca w 2007 r. CBA skazana została za… walkę z korupcją.
We wczorajszym komentarzu „Interpretacyjna wolnoamerykanka” dałem Andrzejowi Dudzie życzliwą radę. Brzmiała ona tak: „Może problem rozwiązać w minutę czterema podpisami, ułaskawiając po już prawomocnych wyrokach Mariusza Kamińskiego, Macieja Wąsika oraz dwóch wykonujących w 2007 r. ich rozkazy oficerów CBA. Uważa jednak, że wtedy wizerunkowo korona spadłaby z głowy państwa, ponieważ sam by potwierdził, że jego zaskakujące wkroczenie ułaskawieniowe w 2015 r. w proces karny między pierwszą a drugą instancję było błędem”. Kilka godzin po ukazaniu się tej rady okazało się, że żadna korona jednak nie spadnie, po prostu wróci przynajmniej w pewnym wątku proceduralnym normalność. Gdy ułaskawienie już się sfinalizuje, Andrzej Duda będzie mógł posługiwać się bardzo wygodnym i prawdziwym argumentem, umożliwiającym mu wyjście z twarzą – prawomocny wyrok z 2023 r. jest przecież nowy, łagodniejszy, nie polega na utrzymaniu w mocy pierwotnego z 2015 r., objętego pochopnym ułaskawieniem nieznanym procedurze karnej.
Normalnościowa decyzja prezydenta bez wątpienia jest krokiem ku deeskalacji wojny na szczytach państwa. Teraz dla załagodzenia sytuacji prokurator generalny, czyli minister sprawiedliwości Adam Bodnar bezwzględnie powinien wyciągnąć rękę z drugiej strony i skorzystać z art. 568 kodeksu postępowania karnego: „Uznając, że szczególnie ważne powody przemawiają za ułaskawieniem, zwłaszcza gdy uzasadnia to krótki okres pozostałej do odbycia kary, sąd wydający opinię oraz prokurator generalny mogą wstrzymać wykonanie kary lub zarządzić przerwę w jej wykonaniu do czasu ukończenia postępowania o ułaskawienie”. W przypadku Kamińskiego i Wąsika nie ma mowy o krótkim okresie do końca kary, to zaledwie pierwsze dni, ale „szczególnie ważne powody” obiektywnie istnieją. Zwłaszcza, że dosyć zastanawiająca jest sama surowość kary, przestępstwa urzędnicze w III RP najczęściej doczekują się wyroków na tzw. zawiasach. Dlatego naprawdę aż się prosi odtajnienie szczegółów prowokacji zmontowanej w 2007 r. przez politycznych nadzorców CBA, czego niestety się nie doczekamy.
Zmiana stanowiska Andrzeja Dudy była oczekiwana, natomiast termin wszczęcia ułaskawiania zaskoczył. Najbardziej Jarosława Kaczyńskiego i uczestników wielotysięcznej manifestacji zwolenników PiS, która w czwartek rozpoczęła się o godz. 16 przed pustym Sejmem (przed który wróciły na kilka godzin policyjne barierki) i przemaszerowała niespodziewanie pod KPRM. Decyzja prezydenta zmieniła kontekst, przynajmniej żądanie uwolnienia dwóch byłych ministrów się realnie zdezaktualizowało. Być może jednak Andrzejowi Dudzie chodziło właśnie o podkreślenie, że jako głowa państwa decyduje nie pod wpływem tłumu – nawet mu życzliwego – lecz humanitarnie na prośbę żon obu osadzonych…

