Już ponad dwa lata temu mówiliśmy, że jeżeli w Polsce nie zacznie się poważna walka z korupcją, to wejdziemy do Unii Europejskiej jako państwo słabe, na które wiele można zrzucić. Półtora roku temu podkreślał to Verheugen, mówiąc, że możemy wnieść niebezpiecznego bakcyla, być krajem mało przewidywalnym. Odebrano to jako słowa wroga, a to była poważna przestroga. Niestety, nie skorzystaliśmy z niej. W konsekwencji wstępujemy do Unii jako państwo słabe i będziemy z tego powodu „bici”. Bo trzeba sobie uświadomić, że oprócz niezbyt dobrej atmosfery wokół naszego kraju będzie to skutkowało stratami finansowymi. Podejrzenie, że pieniądze ze środków europejskich mogą zostać przeznaczone nie na to, na co zostały przyznane, nie trafią tam, gdzie powinny, będzie powodowało przyznawanie mniejszych kwot.
Niestety, w ciągu minionego roku nie zrobiono nic, by zmniejszyć obszary zagrożone korupcją, wręcz przeciwnie — powiększono je. Szczególnie poprzez nowo tworzone prawo (zamówienia publiczne, prawo budowlane i in.). Pozostaje mieć nadzieję, że nasze wstąpienie do UE da efekt zbliżony do efektu naczyń połączonych, że weźmiemy z Europy to, co najlepsze, że zaczną przenikać wyższe standardy w każdej dziedzinie. A my też możemy przydać się Europie, która ma przecież swoje problemy — chociażby ze wzrostem gospodarczym.
J. Pitera Transparency International Polska